"Pleograf. Historyczno-Filmowy Kwartalnik Filmoteki Narodowej", nr 3/2022

Historia zapisana jękiem wyciąganych gwoździ. „Niech cię odleci mara” Andrzeja Barańskiego



DOI: 10.56351/PLEOGRAF.2022.3.05

Bronisław Pawlik, Niech cię odleci mara, Autor: Marek Wojciechowski, Prawa: WFDiF /po Studiu Filmowym „Kadr”/

Jednym z największych truizmów filmoznawczych w kontekście twórczości Andrzeja Barańskiego jest definiowanie tego reżysera jako autora osobnego lub – co stanowi już lekkie uproszczenie – specjalisty od małych miasteczek. Od dłuższego czasu można zaobserwować pewien zwrot w polskim życiu filmowym. Oto Andrzej Barański – twórca osobny (sic!), zazwyczaj trzymający się na uboczu jak bohaterowie jego dzieł oraz jak przystało na człowieka o prowincjonalnej wrażliwości – przeżywa coś na kształt renesansu swojego dorobku artystycznego. Jest zapraszany na spotkania, otrzymuje nagrody za całokształt twórczości[1], udziela dużej ilości wywiadów[2], realizuje oryginalne w formie spektakle telewizyjne[3], jego filmy są wyświetlane w telewizji, jak również na pokazach retrospektywnych[4].

Za symboliczny początek nowego odczytania Barańskiego można uznać publikację w 2009 roku wywiadu rzeki przeprowadzonego z reżyserem przez Piotra Mareckiego, jak również wcześniejsze artykuły Sebastiana Jagielskiego[5]. Wspomniany zwrot w odbiorze kina Barańskiego domaga się podsumowania, które warto oprzeć na analizie wybranych wątków – a także jego kolaudacji; protokół z obrad będzie dla mnie istotnym punktem odniesienia – filmu Niech cię odleci mara (1982); adaptacji powieści Waldemara Siemińskiego, opublikowanej w 1971 roku nakładem Wydawnictwa Czytelnik. Obecnie bowiem reżyser jest doceniany za styl wypracowany po raz pierwszy właśnie w tym filmie. Wprawdzie charakterystyczne i stałe cechy poetyki kina Andrzeja Barańskiego można wskazać już w jego debiucie pt. W domu (1975, premiera 1976)[6]. Był to jednak czterdziestominutowy film telewizyjny. Na potrzeby artykułu skoncentruję się na filmie kinowym, który pełni funkcję – jeśli można się tak wyrazić – początku i końca artystycznych poszukiwań autora. Niech cię odleci mara stała się jak gdyby programowym dziełem Barańskiego, a jego elementy były wiernie odtwarzane w kolejnych obrazach. To chyba najważniejszy powód, aby adaptacji Siemińskiego przyjrzeć się ponownie, ale nie jedyny. Niech cię odleci mara zalicza się też do grupy „ofiar kina polskiego” – rozumianych tutaj jako filmy, które z powodu stanu wojennego nie trafiły na Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku w 1982 roku. Wspomnienie tego dzieła wkomponowuje się bezpośrednio w najnowszy numer tematyczny „Pleografu”, upamiętniający tę jedną z najsłynniejszych – a jednocześnie niebyłych – edycji festiwalu.

W przypadku Barańskiego podobieństwa formalne filmów stawiają między nimi pewien znak równości. Oczywistym jest jednak, że nie wszystkie cieszą się taką samą popularnością. Niech cię odleci mara nie dorównuje w tym aspekcie Nad rzeką, której nie ma, Dwóm księżycom, Parę osób, mały czas albo Braciszkowi, jak również Kobiecie z prowincji – czyli równie modelowym i częściej nagradzanym przykładom twórczości Barańskiego. Niemniej kontekst festiwalu w Gdańsku, a także fakt, że Niech cię odleci mara rozpoczyna – oczywiście umownie – dojrzały okres w karierze reżysera sprawiają, że film ten zasługuje na większą uwagę badawczą. To właśnie Niech cię odleci mara można uznać za pierwszy, „twardy” dowód osobności Barańskiego, ponieważ eksponuje historiozofię reżysera oraz jego stosunek do polityki – w tym wydarzeń kluczowych, przełomów historycznych zmieniających bieg dziejów. Niech cię odleci mara wytyczyła szlak, którym reżyser podążył chociażby w Kobiecie z prowincji czy Nad rzeką, której nie ma. Z tych kilku przywołanych powodów mamy do czynienia z dziełem szczególnej wagi dla kariery Barańskiego.

Wiesław Gołas, Niech cię odleci mara, Autor: Marek Wojciechowski, Prawa: WFDiF /po Studiu Filmowym „Kadr”/

Poetyka kina Barańskiego zawsze budziła co najmniej lekki sprzeciw krytyki, co dobrze oddaje puenta Bożeny Janickiej recenzującej Nad rzeką, której nie ma: „Piękno pięknem, nostalgia nostalgią. Ale kino musi opowiadać historie”[7]. Nie inaczej było w przypadku Niech cię odleci mara. Brak dostatecznego zrozumienia w tym przypadku ujawnił się podczas posiedzenia komisji kolaudacyjnej, która zebrała się 8 kwietnia 1982 roku. Stenogramy z obrad decydentów kinematografii od wielu lat stanowią jedno z ulubionych narzędzi polskich historyków filmu, jak i zresztą pozostałe materiały archiwalne (scenariusze, scenopisy). Skutecznie promował je w swoich książkach i artykułach chociażby Piotr Zwierzchowski[8]. Protokoły z kolaudacji, jakkolwiek wymagają badawczego dystansu i nie powinno się ich przeceniać, są jednak świadectwem pierwszej reakcji na gotowy film; co ważne, reakcji nie do końca oficjalnej, co Piotr Zwierzchowski w zwięzły sposób podkreśla w nagraniu dotyczącym znaczenia archiwaliów w pracy naukowej współczesnych badaczy historii filmu polskiego[9]. Natomiast konieczność badawczego dystansu do protokołów świetnie ilustruje fakt, że dokument z posiedzenia komisji oceniającej Niech cię odleci mara został ocenzurowany. Powołuję się teraz na informację przekazaną mi przez głównego zaineresowanego sprawą, czyli Andrzeja Barańskiego. Wiceminister Kultury i Sztuki ds. Kinematografii Stanisław Stefański – przewodniczący komisji – rozpoczął obrady od surowej krytyki filmu i oskarżenia reżysera o gloryfikację drobnomieszczaństwa; jego zdaniem warstwy społecznej pozbawionej już jakiegokolwiek znaczenia. Zarzut Stefańskiego był oczywiście irracjonalny i stawiał go w niekorzystnym świetle, toteż nie został ujęty w protokole. Nie oznacza to jednak, że po tej wypowiedzi nie został żaden ślad. Na stronie trzeciej protokołu znajdują się następujące słowa Lesława Bajera: „(…) nie mógłbym się w nim (w filmie – przyp. PJ) dopatrzeć studium polskiego drobnomieszczaństwa”. Na stronie siódmej z kolei Aleksander Jackiewicz podkreśla stanowczo, że „(…) w żadnym wypadku to nie jest film o drobnomieszczaństwie”. Autorzy tych słów odnoszą się w nich do fragmentów wypowiedzi Stefańskiego, których nie ma w dokumencie archiwalnym. Jest to koronny dowód w sprawie znaczenia protokołów z komisji kolaudacyjnych. Nie można przesadnie zawierzać – czy raczej przeceniać – ich zawartości.

Niemniej rekonstrukcja wydarzeń i oparcie się na zapisie kolaudacji Niech cię odleci mara pozwala podsumować, że obrady nie miały burzliwego przebiegu i niemożliwe jest stworzenie w oparciu o ten materiał tekstu na wzór artykułu Mikołaja Jazdona o Bliźnie Krzysztofa Kieślowskiego[10]. Zdziwienie budzi już fakt, że spośród osiemnastu uczestników posiedzenia ośmiu w ogóle nie zabrało głosu[11]. Stanowi to w moim odczuciu dość konkretny symptom – najprościej rzecz ujmując – braku zainteresowania zarówno dziełem Barańskiego, jak i jego koncepcją artystyczną. Nie oznacza to jednak, że nie można wskazać w niej nic ciekawego. Bynajmniej, w wielu fragmentach kolaudanci dostrzegli w Niech cię odleci mara – jak się później okazało – trwałe cechy poetyki kina Barańskiego, ale postrzegali je wówczas jako błędy, w najlepszym razie potknięcia, usterki realizacyjne, scenariuszowe i dramaturgiczne. Można przewrotnie powiedzieć, że reżyser popełniał je z premedytacją dalej, w kolejnych dziełach doskonalił bowiem wszystkie elementy specyficznej filmowej konstrukcji, które złożyły się na efekt końcowy w postaci adaptacji prozy Waldemara Siemińskiego. Kolaudanci byli jednymi z pierwszych naocznych świadków kształtowania się oryginalnego stylu Barańskiego, z którym do końca nie wiedzieli co zrobić. W ich opiniach widać pewną bezradność – przeradzającą się w krytykę – wobec osobliwości twórcy i zaburzenia przyzwyczajeń odbiorczych. W tym sensie kolaudacja Niech cię odleci mara dokumentuje z historycznofilmowej perspektywy ważny proces.

Lektura stenogramu nasuwa podstawowy wniosek. Członkowie komisji krytycznie oceniali wybór pierwowzoru literackiego. Waldemar Siemiński w ich odczuciu nie był prawdziwym pisarzem (inna sprawa, że większość życia zawodowego przepracował jako socjolog). Jako pierwszy wypowiedział się profesor Jan Baszkiewicz[12], który stwierdził, że ten film jest utworem bazującym na nienajlepszej literaturze i gdyby to była literatura wyższego lotu, to moglibyśmy robić jakieś porównania do „Wiśniowego sadu”, ale tak się nie stało[13]. Wtórował mu Jerzy Jesionowski[14]: Sądzę, że materiał literacki, który posłużył za kanwę tego filmu, nie był materiałem najlepszym, nie przysłużył się filmowi dobrze, a nawet wręcz się na nim zemścił[15]. I jeszcze konstatacja Krzysztofa Teodora Toeplitza[16]: Trzeba sobie powiedzieć, że materiał literacki był niewątpliwie banalny (…)[17]. Lesław Bajer[18] dodał jedynie, że przy okazji kolaudacji nie komentuje sensowności materiałów literackich, ponieważ koncentruje całą uwagę na filmie[19], a jedyny otwarcie przychylny głos wyraził krytyk Janusz Gazda: Sądzę, że pan Barański nieprzypadkowo sięgnął po taką tematykę i po taką literaturę, która na pewno nie jest nadzwyczajna, ale jest ona zapisem małego życia[20].

Nikt z pozostałych dyskutantów nie zabrał głosu na temat pierwowzoru literackiego, być może zignorowali po prostu powieść Siemińskiego; oczywiście to obszar spekulacji, ale jednak prawdopodobny scenariusz. A przecież adaptacje literatury – że pozwolę sobie użyć umownego określenia Toeplitza – „banalnej” stały się jednym ze znaków rozpoznawczych stylu Barańskiego. Nieoczywiste wybory literackie Barańskiego wiązały się nieraz z sięganiem może nie po literaturę straganową, ale na pewno głęboko schowaną poza kanonem i klasyką. Nazwiska jedynie czwórki pisarzy adaptowanych przez reżysera plasują się w czołówce literatury polskiej (nawiasem mówiąc nie tylko polskiej przynajmniej w przypadku Różewicza) XX wieku: Tadeusz Różewicz, Maria Kuncewiczowa, Michał Choromański oraz Kornel Filipowicz. Pomijam teraz projekty niezrealizowane (opowiadanie O świetle Zawał Mirona Białoszewskiego; a także chyba najbardziej spektakularną wśród niedoszłych adaptacji czyli powieść Czarny potok Leopolda Buczkowskiego). Statystycznie częściej Barański wybierał autorów albo nieznanych (casus Waldemara Siemińskiego), albo nawet półamatorskich. Kryterium wyboru wiązało się z jak największym poziomem autentyzmu. Pozostałe aspekty takie jak popularność pisarza czy konkretnego dzieła jako nieistotne były ignorowane.

Stenogram z posiedzenia komisji kolaudacyjnej Filmów Fabularnych w dniu 8 kwietnia 1982 r., Źródło: Archiwum FINA

Przypomnijmy sobie pokrótce kilka charakterystycznych sylwetek. Edward Kozieł zajmował się kolportażem gazet katolickich, hodowlą bydła, handlem dewocjonaliami i towarami pierwszej potrzeby. Barański w oparciu o napisane przez Kozieła Wspomnienia wędrownego kramarza zrealizował film Kramarz (1990). Pamiętnik Jakuba Wojciechowskiego Życiorys własny robotnika był sensacją na konkursie Polskiego Instytutu Socjologicznego w Poznaniu (1922), na którym przyznano mu pierwszą nagrodę. W 1930 roku tekst opublikowano w wersji książkowej. Wielkim fanem i wyznawcą talentu pisarza-robotnika był sam Tadeusz Żeleński-Boy, napisał on potem przedmowę do zbioru opowiadań Wojciechowskiego Raz kiedyś a obecnie, wydanego w 1933 roku. Dwa lata później Polska Akademia Literatury uhonorowała Wojciechowskiego Złotym Wawrzynem Akademickim za „wybitne zasługi dla dobra literatury polskiej”, choć ten przystępował do spisywania wspomnień pozbawiony jakichkolwiek kompetencji kulturowych. Na kanwie Życiorysu własnego robotnika Andrzej Barański nakręcił w 1992 roku Kawalerskie życie na obczyźnie. Krakowski prozaik Jan Stoberski karierę rozpoczął w 1955 roku jako 49-latek w „Życiu Literackim”, gdzie drukował opowiadania pt. Etiudy miłosne. Był znany z licznych pieszych wypraw z Krakowa do Warszawy, z Krakowa do Zakopanego i z powrotem. Jego hobby polegało nie tylko na chodzeniu z miasta do miasta. Większą przyjemność znajdował w odwiedzaniu ludzi, rozmowach z nimi oraz przysłuchiwaniu się ich rozmowom. Jego utwory to zapis dialogów żywych ludzi, relacji damsko-męskich, wystroju mieszkań. Barański przeniósł na ekran dwa opowiadania Stoberskiego. Stworzył telewizyjną fabułę pt. Lucyna (1986) z tomu Ludzie i gołębie. Dla Teatru Telewizji zrealizował spektakl na podstawie opowiadania Bożena (1995). Stanisław Czycz wdarł się przebojem do literatury polskiej, debiutując w doborowym towarzystwie w pamiętnej, zorganizowanej przez Artura Sandauera, Prapremierze pięciu poetów (1955) na łamach „Życia Literackiego”[21]. Historycy literatury w dydaktyce akademickiej traktują jego twórczość w kategoriach epizodu, który wydarzył się gdzieś i kiedyś w okolicach przełomu październikowego. Nie zmieniają tego stanu rzeczy pojedyncze publikacje[22] W tej perspektywie niezwykle cenna jest rola filmu Nad rzeką, której nie ma, który, będąc regularnie wyświetlany przez kanały telewizyjne, podtrzymuje pamięć o Czyczu i zbiorze opowiadań Nim zajdzie księżyc o mocno autobiograficznym nacechowaniu.

Ewa Ziętek, Niech cię odleci mara, Autor: Marek Wojciechowski, Prawa: WFDiF /po Studiu Filmowym „Kadr”/

Wróćmy jednak do kolaudacji. Warto zwrócić uwagę na jej kolejne charakterystyczne punkty. Historyk i prawnik Jan Baszkiewicz nie wiedział kompletnie nic o wcześniejszych dokonaniach Barańskiego: Jeżeli jest to debiut, to mogę powiedzieć, że nie jest to debiut w pełni udany, ale reżyser rokuje pewne nadzieje[23]. Z błędu wyprowadził Baszkiewicza, wypowiadający się jako trzeci, Lesław Bajer. Chciałem powiedzieć, że nie jest to pierwszy film pana Barańskiego, że nie jest to jego debiut, a ponieważ pamiętam jego film debiutancki, więc mogę powiedzieć, że reżyser zrobił poważny krok w dziedzinie swego stosunku do dramaturgii dzieła filmowego[24]. Chociaż, pół żartem pół serio, za niewiedzę Baszkiewicza może odpowiadać fakt, który, recenzujący Niech cię odleci mara, krytyk Janusz Skwara ujął w zgrabnym zdaniu: Zadebiutował (Andrzej Barański – PJ) w zespole Profil u Bohdana Poręby i to wystarczyło, żeby nikt nie zainteresował się jego filmem[25]. Nie ulega jednak wątpliwości, że kolaudacje rządziły się swoimi prawami, a członkowie komisji byli zróżnicowani również pod kątem kompetencji – rzecz jasna owo zróżnicowanie było zależne od konkretnego przypadku[26].

Drugi wniosek, jaki nasuwa lektura dokumentu, to negatywny stosunek decydentów do dramaturgii Niech cię odleci mara. Aczkolwiek epitet „negatywny” nie oddaje chyba w pełni sensu tegoż stosunku. Może lepiej mówić o braku zrozumienia dla obranej konwencji filmowej, która dla reżysera była normą przedstawiania, z kolei dla członków komisji mogła być wyznacznikiem niedostatecznego warsztatu. Wprost krytycznie o sposobie zawiązywania akcji wypowiedział się Krzysztof Teodor Toeplitz. Film ten opowiada o historii, która miała miejsce, o pewnych wydarzeniach, ale każda z następujących scen nie posuwa akcji naprzód. Dlatego nie widzę tutaj żadnej linii dramaturgicznej i nie widzę też tych elementów, które mogłyby zainteresować widza[27]. Zastrzeżenia w tym aspekcie miał również Lesław Bajer – generalnie przychylny koncepcji artystycznej Barańskiego, ale jednak nie do końca jej ufający: Wolałbym, żeby ten film był jednak bardziej zwarty, bo jest w nim szereg rzeczy zbędnych i wolałbym, aby koncentrował się on na esencji dramaturgicznej, tymczasem jest tutaj wiele rzeczy niepotrzebnych, które ten film wydłużają, które wykraczają poza jego konwencję i przez to jest on filmem zbyt długim, niektóre sceny po prostu budziły moją niecierpliwość[28]. Wtórował mu może trochę bardziej subtelnie krytyk Janusz Gazda: Dramat tego filmu, a więc tego, co zrobił Pan Barański, polega na niemożności przekroczenia pewnej bariery, wykroczenia poza obserwacje nikifirowskie, bo przez to nie jest stać autora na pokazanie większego dramatu i tutaj można byłoby się zastanawiać nad organizacją materiału filmowego, nie tylko nad dramaturgią dotyczącą całości, ale i poszczególnych scen[29].

Stanisław Stefański w trakcie podsumowania dyskusji wypowiedział się w zasadzie jednoznacznie negatywnie: Jest to ukazane na zasadzie balladowej, ale ta stylistyka jest bardzo wątła. Mamy tutaj trzy plany czasowe, bo jest teraźniejszość, są te retrospekcje dotyczące przeszłości i jest zarazem ten komentarz odautorski. Trzeba powiedzieć, że ten komentarz niczego do filmu nie wnosi. Dlatego zastanawiam, się, czy nie trzeba byłoby go wyeliminować, bo jest w tym coś drażniącego, jakby nieumiejętność przełożenia na język filmu literatury i dlatego reżyser ucieka się do takiej łatwizny i pozornie doprowadza do tego, że akcja filmu ma charakter balladowy[30].

Większość kolaudantów była także zgodna co do zbyt długiego czasu akcji i tę uwagę trzeba uznać za najbardziej konstruktywną. Wersja oglądana na posiedzeniu trwała prawdopodobnie około dwóch godzin, wersja kinowa natomiast liczy sobie 98 minut. Wspomniane wyżej uwagi nie miały charakteru dyskwalifikującego. Barański skrócił film o około dwadzieścia minut na podstawie otrzymanej listy ujęć do usunięcia[31]. Dla negatywnego wydźwięku kolaudacji można doszukać się kontrapunktu. Dyskutanci pozytywnie ocenili umiejscowienie akcji na prowincji. Małe miasteczko urzekło prawie wszystkich poza profesorem Baszkiewiczem, który upatrywał w nim raczej wady, ponieważ – jego zdaniem – prowincja jako przestrzeń była równoznaczna ze znikomą rangą społeczną i siłą oddziaływania filmu[32]. Nazwa miasteczka ani razu nie pada w filmie (zdjęcia zrealizowano w Lutomiersku), co jest oczywiście pewnym symbolem wszystkich miejscowości tego typu. Aprobatę dla poszukiwania przez Barańskiego ogólnej prawdy właśnie na prowincji wyrażają przede wszystkim opinie Janusza Gazdy i Wojciecha Żukrowskiego[33]. Podkreślili oni, że stopień inspiracji prowincją stanowi wyróżnik Niech cię odleci mara na tle całej kinematografii polskiej łącznie z odwołaniem do kina czeskiego i włoskiego, dla których jedną ze stałych cech była małomiasteczkowa przestrzeń akcji. Gazda dostrzegł też kluczową dla Barańskiego kwestię, która takoż zdominowała jego dalszą twórczość. Chodzi mianowicie o ahistoryczną perspektywę, z jakiej przedstawiane są wydarzenia i perypetie bohaterów. Miało to oczywiście związek z małomiasteczkową przestrzenią. Na wszystkie sprawy patrzy on z tego punktu widzenia, nie wykracza on poza to małe życie w tym małym miasteczku, kiedy wielka polityka dociera tam na zasadzie maleńkich fragmentów. To jest właściwie życie normalne zwykłych ludzi i wydaje mi się, że jest w tym coś cennego, bo zabrakło mi inspiracji tego typu w filmie polskim, podczas kiedy bardzo chętnie do takich źródeł sięgają Czesi i uzyskują bardzo dobre rezultaty. Mógłbym tutaj wymienić szereg filmów czeskich, poświęconych życiu prowincji i takich zwyczajnych ludzi[34].

Oczywistym jest, że z dzisiejszej perspektywy wiadomo więcej o kinie Barańskiego, jest ono dostatecznie opisane. To znaczna przewaga nad kolaudantami, którzy przedstawiali swoje stanowiska głównie na podstawie pierwszego wrażenia i poglądów na kinematografię, a sam reżyser mógł uchodzić w ich oczach ciągle za twórcę o niedużym doświadczeniu mimo 41 lat w metryce. Dla Krzysztofa Teodora Toeplitza Niech cię odleci mara stanowiła egzemplifikację dzieła nieudanego, a co najmniej kompletnie nieistotnego z zerowym wpływem na rozwój kina w Polsce. Powiedział on wtedy: (…) nie powinniśmy uciekać od gorzkiej nawet prawdy i musimy sobie powiedzieć, że jeżeli dalej będziemy robić takie filmy, to nikt nie będzie na nie przychodzić do kina. (…) Mam nadzieję, że jednak autor zastanowi się nad tym filmem, że dokona w nim pewnych skrótów, które są niezbędne, bo jeżeli dalej będzie kinematografia szła po tej drodze, to zginie śmiercią naturalną, jako przemysł[35]. Aleksander Jackiewicz, wprost przeciwnie, uważał już wtedy Barańskiego za wielką indywidualność kina polskiego i trzeba robić wszystko, ażeby tej indywidualności nie zmarnować[36]. Diagnoza Jackiewicza okazała się nie tylko poprawna, ale i antycypująca przeszło trzy dekady pracy artystycznej późniejszego autora Kramarza. Nieodzowną częścią następnych dzieł reżysera była metoda twórcza po raz pierwszy w pełni – jak już pisałem – zastosowana w adaptacji powieści Waldemara Siemińskiego[37] i od razu nie w pełni zrozumiana przez ludzi przygotowanych – przynajmniej teoretycznie – do kontaktu z dziełami wyłamującymi się ze schematów dramaturgicznych, gatunkowych, czy nawet pod względem pierwowzorów literackich i prezentowania wydarzeń historycznych na ekranie. Owa metoda wymaga kilku przypomnień i komentarza, w które najlepiej wprowadzi sam główny zainteresowany.

Trudno byłoby mi wskazać całe prądy, czy kierunki filmowe, które szczególnie podziwiam. Moja admiracja koncentruje się raczej wokół tytułów. Spośród filmów, które widziałem, tylko kilka czy kilkanaście. Dwa mną wstrząsnęły i zrobiły ogromne wrażenie. Pierwszy to włoski „Padre padrone” (polski tytuł We władzy ojca) braci Tavianich, drugi „Dersu Uzała” Kurosawy.

Z kolei „Naga wyspa” Kaneto Shindo to absolutny ideał. Przetworzenie codzienności, powszedniości w tak efektowny sposób staje się metaforą ludzkiego, uniwersalnego losu. Nie potrafię tego doścignąć. Co wcale nie znaczy, że chcę to naśladować. Fascynuje mnie mechanika tego filmu. Cała historia składa się ze zwykłości, banalnych cząstek życia, jednocześnie jest to całość wspaniale zorganizowana pod względem estetycznym. Być może jest to zauroczenie czymś, czego nie potrafiłem jeszcze osiągnąć w swoich filmach. Ponieważ podejmuję się realizacji tekstów o niekonwencjonalnej dramaturgii – bez sensacyjnych wątków, kulminacji, zaskakującej intrygi, są to w końcu zapisy biografii przeciętnych ludzi, jakich wielu dokoła – to przez to szczególnie ważna staje się dla mnie sprawa formy. Przez nią niejako powinienem kompensować niedobory dramaturgiczne. Zdaję sobie sprawę, że taka narracja w pierwszej osobie powoduje pewne skrępowanie autora: on ojcu nie dołoży i niewykluczone, że wyidealizuje portret mamy. Jednak cała otoczka złożona z faktów – nie muszą być one historycznie przełomowe – ma duże szanse pozostać nieskażonym autorską inwencją zapisem autentyku. Po prostu zanim ja sam na ekranie zacznę lepić coś z cudzej historii, chciałbym mieć pewność, że u podstaw wszystko to jest prawdziwe. Tak sprecyzowane środowisko akcji stwarza mi szansę właściwej rekonstrukcji w sferze materialnej: rekwizytów, obiektów, tła akustycznego, oprawy muzycznej, itd.

Nie sprawia mi przykrości porównywanie niektórych moich filmów do zapisów na poły etnograficznych. Zawsze bowiem chodzi mi o to, aby odtworzyć z pietyzmem cały zespół spraw materialnych towarzyszących akcji i jej czasowi, zresztą nie tylko materialnych. Niejednokrotnie staram się, aby pewne określone słowa czy frazy, charakterystyczne dla danego czasu koniecznie znalazły się w dialogach. One dają wiarygodność, współtworzą klimat epoki. Bardziej niż na intrydze zależy mi na prezentacji owego tła[38].

Przytoczyłem całość tekstu Barańskiego, ponieważ w artykułach dotyczących jego twórczości jest on raczej pomijany, a stanowi przecież swego rodzaju manifest programowy. Reżyser snuje opowieść o własnym artystycznym credo wypowiadając się między innymi o filmach cudzych. W tekście wyczuwalna jest atmosfera konfesyjności. Barański nie pisze tylko o tym, co dla niego ważne w kinie, równocześnie „spowiada się” z własnej metody twórczej, przewiduje zarzuty, stara się je wyjaśnić wyobrażonemu antagoniście (a może kolaudantom Niech cię odleci mara), zwierza się z obecności słabszych stron w swojej koncepcji, ale na pierwszy plan wysuwa jej mocne punkty o niepodważalnej wartości.

Jak dokładnie reżyser osiągał to specyficzne napięcie w przebiegu wydarzeń i resztę efektów, o których pisze w Moim kinie? Kolejność w odpowiedzi podyktują zarzuty i uwagi (również te pozytywne) członków komisji kolaudacyjnej Niech cię odleci mara. O specyficznych wyborach literatury do adaptacji piszę wyżej. Wydarzenia ukazane w tych literackich autentykach najczęściej dzieją się na umiłowanej przez reżysera prowincji; reżysera którego wrażliwość ukształtowało małomiasteczkowe pochodzenie. Barański na mapie Polski ma niektóre miejsca „zakolorowane”, chętnie portretuje prowincję, występuje jakby w jej imieniu. Jako znawca klimatu małego miasteczka wie doskonale, jakie jego fragmenty warto pokazać w filmie. To swojego rodzaju akcja promocyjna reżysera. Przestrzeń u Barańskiego znaczy, a zarazem kreuje sposoby filmowej narracji, czyli wpływa na formę. Spokojne życie w miasteczku determinuje spokojny, wyważony rytm filmu[39] – rozumiany jako koncentracja na szczególe, unikanie wątków sensacyjnych, antydramatyczność akcji.

Wszystko to, co składa się na autorski styl Barańskiego (specyfika pierwowzoru literackiego; prowincja jako miejsce akcji; zwyczajność bohaterów; powolna, epizodyczna narracja; ahistoryzm) w Niech cię odleci mara uderza ze zdwojoną siłą ze względu na czas historyczny ukazanych wydarzeń: rok 1950, obchody Narodowego Święta Odrodzenia Polski, czas wdrażania planu sześcioletniego. Waldemar Siemiński oparł powieść na dobrze sobie znanych wydarzeniach. Rodzice pisarza mieli podobny sklep, jak rodzice głównego bohatera. Na ten fakt powołał się podczas kolaudacji reżyser, kontrujący negatywne opinie uczestników posiedzenia[40]. Wysokim poziomem autentyzmu uzasadniał też wybór powieści Siemińskiego – poleconej mu de facto przez Ernesta Brylla – w wypowiedziach prasowych[41].

Niech cię odleci mara demaskuje okres stalinizmu na autorskich zasadach Barańskiego, który skierował uwagę na zupełnie inne rejony niż twórcy innych znakomitych przecież dzieł o zbliżonej tematyce. W sezonie „Solidarności” powstała – jak pisze Tadeusz Lubelski[42] – cała fala filmów o stalinizmie o zdecydowanie mocniejszym rozrachunkowym wydźwięku. Wojciech Marczewski nakręcił Dreszcze (1981); Filip Bajon telewizyjne Wahadełko (1981); Robert Gliński Niedzielne igraszki (1983, premiera 1988); Jerzy Domaradzki Wielki bieg (1981, premiera 1987); Janusz Zaorski Matkę Królów (1982, premiera 1987); wreszcie Ryszard Bugajski słynne Przesłuchanie (1982, premiera 1989). Jak widać premiera Niech cię odleci mara wyprzedziła premiery znacznie głośniejszych od siebie tytułów, co oznacza, że władza zaakceptowała ostatecznie taką – nostalgiczną – wizję rozliczeń stalinowskich. Wymieniona wyżej lista zawiera co najmniej dwa filmy wybitne (Dreszcze Matkę Królów) oraz jedno z najbardziej przełomowych dzieł zapewne w całej polskiej kinematografii, czyli Przesłuchanie. Marczewski, Bajon, Gliński, Domaradzki, Zaorski i Bugajski postawili na mroczne, historyczne syntezy eksponujące „ciemną noc stalinizmu”, dehumanizujący wpływ ideologii komunistycznej, stalinowskie metody śledcze. Dzieła te są źródłem wiedzy historycznej o tamtej epoce na wzór przekazu filmów o II wojnie światowej, które w świetle badań wciąż stanowią najważniejsze źródło informacji o wojnie i kształtują pamięć zbiorową[43].

Ewa Zdzieszyńska, Anna Ciepielewska, Marek Probosz, Niech cię odleci mara, Autor: Marek Wojciechowski, Prawa: WFDiF /po Studiu Filmowym „Kadr”/

Historia przedstawiana jest z punktu widzenia siedemnastoletniego Witka Piaseckiego (Marek Probosz) – uczestnika wydarzeń i narratora. Pewnego ranka matka chłopaka nie otworzy już drzwi prowadzonego wraz z mężem sklepu. Na nic zda się pukanie stałych klientów w okno. Andrzej Barański zapytał Piotra Mareckiego: Wie pan, co jest najbardziej bolesne w tym filmie? I sam odpowiadał: Jęk wyciąganych gwoździ podczas zdejmowania szyldu sklepiku. W naszym domu w Pińczowie lokal na sklep wynajmował człowiek wysiedlony z poznańskiego. Chrześcijański handel żelazem – głosił szyld nad drzwiami. No i na początku lat pięćdziesiątych trzeba było ten szyld zdjąć – gwoździe też tak jęczały[44]. Plan sześcioletni zakładał całkowitą likwidację prywatnej inicjatywy[45]. Józef (Bronisław Pawlik), ojciec Witka, podejmuje straceńczą – skazaną na porażkę – walkę o utrzymanie sklepu, którą – jak słusznie zauważył jeden z recenzentów[46] – pojmuje jako walkę o własną tożsamość. Wielka historia objawia się tutaj w małej historii sklepu prowadzonego przez prostych ludzi, którzy historii nie mają – taką dialogową kwestię wygłasza Witek. Główny bohater odstaje od reszty lokalnej społeczności. Zwyczajna była jedynie zbiorowość reprezentowana przez głównych bohaterów, ale do prowadzenia opowieści reżyser potrzebował kogoś, kto się wyróżnia. Inteligencja Witka pozwala mu na opowiadanie o zmieniającym się miasteczku z dystansem. Witek nabiera świadomości, wiedzy, widz śledzi jego pierwsze miłosne uniesienia, dojrzewanie psychofizyczne. Nie tylko wątki osobiste umniejszają znaczenie doświadczenia historycznego. W Niech cię odleci mara zwraca uwagę obecność komizmu sytuacyjnego, językowego i postaci w scenach posiłków (uczta obiadowa u Piaseckich z udziałem najważniejszych mieszkańców miasteczka: proboszcza, aptekarza, ideowego socjalisty Stefana Burzy), groteskowym – przywodzącym na myśl studenckie etiudy Barańskiego i po części Wolne chwile – zburzeniu czwartej ściany przez mrugającego okiem do Witka martwego już Burzy oraz wątku granatowego policjanta Zalewskiego (Wiesław Gołas). Bohaterowie Barańskiego stalinowskich represji oczywiście doświadczają: zamknięcia sklepu, osadzenia Zalewskiego w więzieniu, utrudnienia w pogrzebie Burzy. Lecz cały czas reżyser szuka subtelniejszych środków wyrazu do przedstawienia końca starego porządku, nie pokazuje świata pogrążającego się w totalnym chaosie. Bardzo ważną rolę odgrywa wspomniany Stefan Burza (kreacja Bolesława Płotnickiego). Postać wiekowego komunistycznego idealisty z lamusa politycznego była charakterystyczna dla niektórych filmów powstałych w tamtym okresie, np. Przypadek (reż. K. Kieślowski, 1981; premiera 1987), Sceny dziecięce z życia prowincji (reż. T. Zygadło, 1985; premiera 1987)[47]. Burza należy jeszcze do małomiasteczkowej elity, ale współczesnym komunistom jest zbędny. Jego śmierć wydaje się nie tylko fizyczna, ale i symboliczna. Wraz z Burzą żegnamy stary świat, witamy nowy – w którym lojalność wobec hegemona partyjnego będzie ważniejsza od kwalifikacji. Zjawisko niespodziewanych awansów zawodowych reprezentuje przewodniczący (Franciszek Trzeciak) i obywatel Gorczyca (Wiesław Szewczyk).

Jedna z najwymowniejszych scen jest związana właśnie z tymi postaciami. Uczestnicy ceremonii pogrzebowej Burzy napotykają na przeszkodę w osobie przewodniczącego. Ksiądz (Aleksander Fogiel) mierzy wzrokiem przewodniczącego chwiejącego się na ławce. Dwa światy spotykają się na chwilę w specyficznych okolicznościach, aby jeszcze raz przypomnieć, że na prowincji stalinizm nie musiał przyjmować rozmiarów apokaliptycznych, a Barański za Siemińskim nadali mu nieco humorystycznego zabarwienia. Świat przedstawiony w Niech cię odleci mara to kronika życia nasycona poezją i humorem, a także trzeci rodzaj kina według klasyfikacji Barańskiego: Kino może być rozrywką umysłową, jak krzyżówka, rebus. Filmy te uświadamiają widzowi, na jakim świecie żyje. Inny rodzaj kina to kino jako sklep z zabawkami. W tego rodzaju filmach rzecz polega na stworzeniu nowej rzeczywistości. Ten rodzaj kina ośmiela, rozszerza myślenie widzów. Trzeci rodzaj kina jawi mi się jako miejsce, w którym ludzie rozpamiętują swoich ojców, braci, dziadków. Czyli kino jako uroczysko, miejsce kultu, miejsce przywoływania duchów[48].

Barański w Niech cię odleci mara rozpamiętuje ojców, braci, dziadków, matki – ludzi którym przyszło żyć w latach pięćdziesiątych XX wieku w małym miasteczku. Przywołał ich duchy. Nie ulega wątpliwości, że dzieło to jest zapowiedzią następnych długometrażowych fabuł (z wyjątkiem Tabu). Takie odczytanie – możliwe również dzięki stenogramowi z kolaudacji – dodaje Niech cię odleci mara blasku i podkreśla jego znaczenie na tle wszystkich dokonań Barańskiego.

  1. Wystarczy wspomnieć Platynowe Lwy, którymi uhonorowano reżysera na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni 2020. Rok później przewodniczył na tym samym festiwalu obradom jury.

  2. Np. M. Dondzik, Prowincja dała mi wszystko, a jej wiernie służyłem. Rozmowa z Andrzejem Barańskim, reżyserem i scenarzystą filmowym, „Pleograf” 2022, nr 2, https://pleograf.pl/index.php/prowincja-dala-mi-wszystko-a-ja-jej-oddanie-sluzylem/ [dostęp: 31.08.2022].

  3. W ostatnich latach Badyle (2020) na podstawie opowiadań Tadeusza Różewicza i Marka Gajdzińskiego oraz Stara kobieta wysiaduje (2021) – adaptacja dramatu Tadeusza Różewicza.

  4. Np. na 8 Transatlantyk Festival w Łodzi (2018). Retrospektywa twórczości Andrzeja Barańskiego, który był gościem specjalnym festiwalu, odbyła się w ramach kategorii „Zbliżenia” – obok dzieł Luciana Pintilie i Miloša Formana. Przegląd objął m.in. Kobietę z prowincji, Nad rzeką, której nie ma, Dwa księżyce. Widzowie mogli też spotkać się nie tylko z samym reżyserem, ale również z jego współpracownikami z planu: Ryszardem Lenczewskim, Markiem Bukowskim, Henrykiem Kuźniakiem. Link do rozmowy Marcina Radomskiego z Andrzejem Barańskim zarejestrowanej podczas wydarzenia: Andrzej Barański – Transatlantyk Festival 2018, https://www.youtube.com/watch?v=Y70ZplQ2tPs, [dostęp: 15.05.2022].

  5. P. Marecki, Barański. Przewodnik Krytyki Politycznej, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2009; S. Jagielski, Być w świecie, którego już nie ma. Kino Andrzeja Barańskiego, „Kwartalnik Filmowy” 2007, nr 59, s. 174-193; Tenże, Formy obcości. O stylu filmów Andrzeja Barańskiego, „Kwartalnik Filmowy” 2008, nr 64, s. 167-184; Tenże, Patrząc przez peryskop: męskie pragnienie w filmach Andrzeja Barańskiego, [w:] Ciało i seksualność w kinie polskim, red. S. Jagielski, A. Morstin-Popławska, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2009, s. 211-237.

  6. Jeśli chodzi o kreację głównego bohatera podobieństwa względem Niech cię odleci mara można też wskazać w krótkich metrażach, tj.: Wypracowanie (1979) i Na wyjeździe (1980).

  7. B. Janicka, Kiedy znów będę młody, „Film” 1991, nr 8, s. 10.

  8. Np. P. Zwierzchowski, Kino nowej pamięci. Obraz II wojny światowej w kinie polskim lat 60., Wydawnictwo Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, Bydgoszcz 2013.

  9. Prof. Piotr Zwierzchowski poleca Bibliotekę FINA, https://www.youtube.com/watch?v=1qhG4CVvpsc, [dostęp: 20.05.2022].

  10. Zob. M. Jazdon, Blizny na „Bliźnie” (1976). O kolaudacji kinowego debiutu Krzysztofa Kieślowskiego i jej wpływie na ostateczny kształt filmu, „Pleograf” 2021, nr 3, https://pleograf.pl/index.php/blizny-na-bliznie-1976-o-kolaudacji-kinowego-debiutu-krzysztofa-kieslowskiego-i-jej-wplywie-na-ostateczny-ksztalt-filmu/ [dostęp: 31.08.2022].

  11. Ernest Bryll, Juliusz Burski (późniejszy reformator polskiej kinematografii w okresie transformacji ustrojowej), Zygmunt Janik z Wydziału Kultury Komitetu Centralnego, Henryk Jankowski (filozof związany z Uniwersytetem Warszawskim), Stanisław Kuszewski (dziennikarz, działacz PZPR, w latach 1973-80 rektor PWSFTViT w Łodzi), Kazimierz Koźniewski (w przeszłości redaktor „Przekroju” i „Polityki”; w latach 1958-82 był redaktorem naczelnym miesięcznika ,,Magazyn Polski”. W latach 80. był działaczem PRON-u, w latach 1982-85 redaktorem naczelnym pisma ,,Tu i Teraz”.), Wacław Lang (przedstawiciel MON przy Naczelnym Zarządzie Kinematografii), redaktor Mularczyk (prawdopodobnie chodzi o Andrzeja Mularczyka, scenarzystę i brata Romana Bratnego).

  12. Polski prawnik, historyk, politolog, historyk idei, znawca dziejów Francji; od 1951 roku do rozwiązania członek PZPR

  13. „Niech cię odleci mara”. Stenogram z posiedzenia Komisji Kolaudacyjnej Filmów Fabularnych w dniu 8 kwietnia 1982 r., Archiwum Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego (dalej: AFINA), sygn.. A-344, poz. 294, k. 1.

  14. Poeta, dramaturg, satyryk, autor literatury dla dzieci, redaktor naczelny Programu III Polskiego Radia, w latach 1968-72 kierownik artystyczny zespołu filmowego ,,Wektor”.

  15. „Niech cię odleci mara”. Stenogram z posiedzenia Komisji Kolaudacyjnej Filmów Fabularnych w dniu 8 kwietnia 1982 r., dz. cyt., k. 3.

  16. Jeden z najbardziej wpływowych krytyków epoki PRL; w latach 80. stały felietonista „Polityki” i kierownik literacki Zespołu Filmowego „Kadr”.

  17. „Niech cię odleci mara”. Stenogram z posiedzenia Komisji Kolaudacyjnej Filmów Fabularnych w dniu 8 kwietnia 1982 r., dz. cyt., k. 8.

  18. Redaktor naczelny miesięcznika „Kino”, kierownik literacki Zespołu Filmowego ,,Zodiak”.

  19. Niech cię odleci mara”. Stenogram z posiedzenia Komisji Kolaudacyjnej Filmów Fabularnych w dniu 8 kwietnia 1982 r., dz. cyt., k. 3.

  20. Tamże, k. 5.

  21. S. Stanuch, Nota biograficzna [w:] Andrzej Bursa, O tym, Wydawnictwo Sponsor, Kraków 1993, s. 136.

  22. K. Lisowski, Stanisław Czycz – mistrz cierpienia, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997; J. Rozmus, W okolicach arkadii Stanisława Czycza, Wydawnictwo Naukowe Akademii Pedagogicznej, Kraków 2002; P. Marecki, Czycz i filmowcy, czyli przyliteracki status kina polskiego, Korporacja Ha!art, Kraków 2012; D. Niedziałkowska, Eksperyment symultaniczny w pisarstwie Stanisława Czycza, Wydawnictwo Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 2018.

  23. Niech cię odleci mara”. Stenogram z posiedzenia Komisji Kolaudacyjnej Filmów Fabularnych w dniu 8 kwietnia 1982 r., dz. cyt., k. 2.

  24. Tamże, k. 3.

  25. J. Skwara, Pochwała prowincji, „Barwy” 1983, nr 8.

  26. Niemniej Baszkiewicz na samym początku słusznie zauważył, że błędem była decyzja o przeprowadzeniu kolaudacji Niech cię odleci mara tego samego dnia co Doliny Issy w reżyserii Tadeusza Konwickiego.

  27. „Niech cię odleci mara”. Stenogram z posiedzenia Komisji Kolaudacyjnej Filmów Fabularnych w dniu 8 kwietnia 1982 r., dz. cyt., k. 7 i 8.

  28. Tamże, k. 3 i 4.

  29. Tamże, k. 5.

  30. Tamże, k. 10 i 11.

  31. M. Dondzik, dz. cyt. 

  32. „Niech cię odleci mara”. Stenogram z posiedzenia Komisji Kolaudacyjnej Filmów Fabularnych w dniu 8 kwietnia 1982 r., dz. cyt., k. 1.

  33. Tamże, k. 5 i 6.

  34. Tamże, k. 5.

  35. Tamże, k. 6 i 8.

  36. Tamże, k. 6 i 7.

  37. Do którego twórczości Barański powrócił już w 1984 roku Kobietą z prowincji (premiera 1985)

  38. A. Barański, Moje kino, „Film” 1985, nr 29, s. 10-11.

  39. Takie ujęcie twórczości Barańskiego proponował już w 1983 roku Jan Lewandowski. Zob. J. Lewandowski, Spokojne kino Andrzeja Barańskiego, „Film” 1983, nr 44, s. 14-16.

  40. „Niech cię odleci mara”. Stenogram z posiedzenia Komisji Kolaudacyjnej Filmów Fabularnych w dniu 8 kwietnia 1982 r., dz. cyt., k. 9.

  41. M. Brzostowiecka, Niech cię odleci mara, „Filmowy Serwis Prasowy” 1982, nr 17, s. 3.

  42. T. Lubelski, Historia kina polskiego 1895-2014, Universitas, Kraków 2015, s. 487.

  43. T. Kwiatkowski, L.M. Nijakowski, B. Szacka, A. Szpociński, Między codziennością a  wielką historią. Druga wojna światowa w pamięci zbiorowej społeczeństwa polskiego, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2010.

  44. P. Marecki, dz. cyt., s. 114-115.

  45. T. Ślęzak, Koncepcja wstępnej fazy socjalistycznej industrializacji Polski, [w:] W stulecie polskiego ruchu robotniczego : studia i rozprawy, red. J. Gołębiowski, Wydawnictwo Naukowe Wyższej Szkoły Pedagogicznej, Kraków 1982, s. 251.

  46. M. Pieczara, Historia sklepu, „Radar” 1983, nr 36.

  47. M. Kornatowska, Wodzireje i amatorzy, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1990, s. 187.

  48. A. Barański, Młody film polski: rozmowy przed i po debiucie fabularnym, „Kino” 1980, nr 5, s. 17


Paweł Jaskulski – kierownik Oddziału Doboru i Selekcji Księgozbiorów Działu Wojewódzkiej Sieci Bibliotek w Bibliotece Publicznej m.st. Warszawy – Bibliotece Głównej Województwa Mazowieckiego, redaktor kwartalnika “Pleograf”. Autor książki Niewygodna zagadka. Twórczość Janusza Nasfetera (Dom Wydawniczy Elipsa, 2021). Należy do Polskiego Towarzystwa Badań nad Filmem i Mediami. Współorganizator wielu konferencji, m.in. ogólnopolskiej O poprawie kina polskiego oraz międzynarodowej Edukacja filmowa i medialna w Polsce i świecie. Rozwiązania systemowe oraz studia przypadków. W pracy naukowej koncentruje się na takich zagadnieniach jak: nowy kanon kina polskiego, kino gatunkowe, edukacja medialna, literatura współczesna, muzyka rockowa. Publikował między innymi na łamach czasopism „Media – Kultura – Komunikacja Społeczna”, „Twórczość”, „Odra”. Współredaktor interaktywnego tomu Różne oblicza edukacji audiowizualnej (2016).

Streszczenie:

Artykuł podejmuje problem strategii autorskiej Andrzeja Barańskiego przede wszystkim w kontekście filmu Niech cię odleci mara na podstawie powieści Waldemara Siemińskiego, ponieważ to właśnie w tym filmie reżyser zastosował ową strategię w pełni po raz pierwszy. Polityka autorska twórcy Kobiety z prowincji zakłada między innymi specyficzny wybór pierwowzoru literackiego – zazwyczaj spoza kanonu literatury – który przekłada się następnie na niespieszne tempo filmowej narracji, oryginalną dramaturgię i prowincję jako miejsce akcji. Od kilkunastu lat twórczość Barańskiego cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem badaczy, krytyki oraz widzów, co domaga się pewnych podsumowań. Niech cię odleci mara jest w zasadzie jedynym filmem w dorobku reżysera, w którym odwołuje się on do konkretnego przełomu historycznego – w tym przypadku do epoki stalinizmu. Andrzej Barański portretuje ten czas w unikatowym, autorskim stylu. W analizie Niech cię odleci mara wykorzystane zostały materiały archiwalne (np. stenogram z posiedzenia komisji kolaudacyjnej), dzięki czemu wyeksponowano dodatkowo znaczenie filmu oraz jego odbiór.

Summary:

A history written by the groaning of the nails pulled out. Niech cię odleci mara by Andrzej Barański. The article discusses the authorial strategy of Andrzej Barański’s, pertaining to the film Niech cię odleci mara based on the novel by Waldemar Siemiński, which is the first work of this director to fully realize his authorial concept. The author of Women from the Province based his authorial strategy, among others, on a specific choice of a literary model – usually from outside of the literary canon – which he then translates into an unhurried pace of the film’s narrative, as for example the original voice of drama and the province as a setting for the action. For over a dozen years, Barański’s works have been attracting unrelenting interest of researchers, critics and viewers, inducing reflection on the author’s oeuvre. Niech cię odleci mara is basically the only film in the director’s portfolio, which refers back to a particular moment of a historical transformation. In case of Niech cię odleci mara, it is the Stalinist era. Barański depicts this moment in his own, unique style, thus leaving an authorial fingerprint on yet another film production. The analysis of Niech cię odleci mara, discussing the outstanding originality of Barański’s phenomenon, has incorporated the archive materials – the transcript from the meeting of the pre-release committee – further underlining the uniqueness and relevance of the film for the history of the Polish cinema.

Bibliografia:

Barański A., Młody film polski: rozmowy przed i po debiucie fabularnym, „Kino” 1980, nr 5.

Barański A., Moje kino, „Film” 1985, nr 29.

Brzostowiecka M., Niech cię odleci mara, „Filmowy Serwis Prasowy” 1982, nr 17.

Dondzik M., Prowincja dała mi wszystko, a jej wiernie służyłemRozmowa z Andrzejem Barańskim, reżyserem i scenarzystą filmowym, „Pleograf” 2022, nr 2, https://pleograf.pl/index.php/prowincja-dala-mi-wszystko-a-ja-jej-oddanie-sluzylem/ [dostęp: 31.08.2022].

Jagielski S., Być w świecie, którego już nie ma. Kino Andrzeja Barańskiego, „Kwartalnik Filmowy” 2007, nr 59.

Jagielski S., Formy obcości. O stylu filmów Andrzeja Barańskiego, „Kwartalnik Filmowy” 2008, nr 64.

Jagielski S., Patrząc przez peryskop: męskie pragnienie w filmach Andrzeja Barańskiego, [w:] Ciało i seksualność w kinie polskim, red. tenże, A. Morstin-Popławska, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2009. 

Janicka B., Kiedy znów będę młody, „Film” 1991, nr 8.

Jazdon M., Blizny na „Bliźnie” (1976). O kolaudacji kinowego debiutu Krzysztofa Kieślowskiego i jej wpływie na ostateczny kształt filmu, „Pleograf” 2021, nr 3, https://pleograf.pl/index.php/blizny-na-bliznie-1976-o-kolaudacji-kinowego-debiutu-krzysztofa-kieslowskiego-i-jej-wplywie-na-ostateczny-ksztalt-filmu/ [dostęp: 31.08.2022].

Kornatowska M., Wodzireje i amatorzy, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1990.

Kwiatkowski T., Nijakowski L. M., Szacka B., Szpociński A., Między codziennością a  wielką historią. Druga wojna światowa w pamięci zbiorowej społeczeństwa polskiego, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2010.

Lewandowski J., Spokojne kino Andrzeja Barańskiego, „Film” 1983, nr 44.

Lisowski K., Stanisław Czycz – mistrz cierpienia, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997.

Lubelski T., Historia kina polskiego 1895-2014, Universitas, Kraków 2015.

Marecki P., Barański. Przewodnik Krytyki Politycznej, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2009.

Marecki P., Czycz i filmowcy, czyli przyliteracki status kina polskiego, Korporacja Ha!art, Kraków 2012.

Niech cię odleci mara. Stenogram z posiedzenia Komisji Kolaudacyjnej Filmów Fabularnych w dniu 8 kwietnia 1982 r., Archiwum Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego (dalej: AFINA), sygn.. A-344, poz. 294.

Niedziałkowska D., Eksperyment symultaniczny w pisarstwie Stanisława Czycza, Wydawnictwo Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 2018. 

Pieczara M., Historia sklepu, „Radar” 1983, nr 36. 

Rozmus J., W okolicach arkadii Stanisława Czycza, Wydawnictwo Naukowe Akademii Pedagogicznej, Kraków 2002.

Skwara J., Pochwała prowincji, „Barwy” 1983, nr 8.

Stanuch S., Nota biograficzna [w:] Andrzej Bursa, O tym, Wydawnictwo Sponsor, Kraków 1993.

Ślęzak T., Koncepcja wstępnej fazy socjalistycznej industrializacji Polski, [w:] W stulecie polskiego ruchu robotniczego : studia i rozprawy, red. J. Gołębiowski, Wydawnictwo Naukowe Wyższej Szkoły Pedagogicznej, Kraków 1982.

Zwierzchowski P., Kino nowej pamięci. Obraz II wojny światowej w kinie polskim lat 60., Wydawnictwo Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, Bydgoszcz 2013.

Print Friendly, PDF & Email

7 września 2022