"Pleograf. Historyczno-Filmowy Kwartalnik Filmoteki Narodowej", nr 2/2022

Z ARCHIWUM

Utwór autonomiczny. Komentarz do kolaudacji „Konopielki”



DOI:10.56351/PLEOGRAF.2022.2.07
Zbigniew Napiórkowski, Witold Leszczyński, Konopielka, Autor: Romulad Pieńkowski, Prawa: Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny

Kolaudacja „Konopielki” odbyła się 19 listopada 1981 roku, a zatem na niecały miesiąc przed wprowadzeniem stanu wojennego, u schyłku Karnawału Solidarności[1]. W tym czasie najważniejsze stanowiska władz kinematografii były nieobsadzone: nie było dyrektora programowego Naczelnego Zarządu Kinematografii (NZK), a nawet wiceministra kultury i sztuki ds. kinematografii. Dlatego też funkcję przewodniczącej zebrania pełniła Daniela Czarska, wówczas z-ca dyrektora departamentu programowego NZK, która po wprowadzeniu stanu wojennego została zwolniona z tego stanowiska (w 1982 roku dyrektorem programowym został Stanisław Kuszewski) z powodów politycznych[2] (oskarżono ją o sympatyzowanie ze środowiskiem Andrzeja Wajdy)[3]. Z tych powodów formalnie film do rozpowszechniania skierował Wiesław Stempel, wówczas już dyrektor NZK (nadmienić należy, że, zgodnie z ówczesnym prawem, był to obowiązek podsekretarza stanu w Ministerstwie Kultury i Sztuki, który zajmował się kinematografią).

Wspominam o tym kontekście politycznym, bo wydaje się on ważny w świetle kolaudacyjnych wypowiedzi oraz historii tego projektu. Daniela Czarska w trakcie posiedzenia mówiła: Chciałabym powiedzieć, że scenariusz pana Witolda Leszczyńskiego został napisany 7 lat temu, że wzbudził on bardzo duże obiekcje z różnych powodów. Pierwsza obawa dotyczyła tego, czy soczysta proza pana Redlińskiego będzie mogła być przeniesiona na obraz filmowy, obawiano się o rezultaty tego filmu, który mógł być w rezultacie okrutną groteską i tego chyba najbardziej obawialiśmy się[4]. Zauważmy, że z pierwszego zdania cytowanej wypowiedzi wynika, że scenariusz „Konopielki” był już przedmiotem oceny urzędników departamentu programowego NZK w 1974 roku. Daniela Czarska zaznacza, że został odrzucony z różnych powodów, po czym z jej wypowiedzi można wywnioskować, że obawy te były przede wszystkim natury politycznej. Także i Witold Leszczyński w wywiadzie dla tygodnika „Film” przypuszczał, że właśnie aspekty polityczne wpłynęły na decyzję o zatrzymaniu scenariusza. Uznano zapewne, że nie są wskazane filmy poddające w wątpliwość hurraoptymizm cywilizacyjny – mówił reżyser[5]. Zgoda na produkcję wydana w okresie Karnawału Solidarności pokazuje, że kontekst polityczny nie był wówczas istotny. Również i na etapie kolaudacji dyskutanci nie interpretowali filmu w kluczu politycznym. W opublikowanej na łamach „Pleografu” kolaudacji próżno bowiem szukać wypowiedzi, które obligowałyby reżysera do wykonania zmian natury politycznej.

Krzysztof Majchrzak, Konopielka, Autor: Romulad Pieńkowski, Prawa: Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny

Uwagi kolaudantów dotyczyły przede wszystkim problemu adaptacji filmowej. Większość z oceniających uznała, że książka Edwarda Redlińskiego jest właściwie nieprzekładalna na język obrazów (pamiętajmy, że historia ta jest napisana gwarą kresową w pierwszej osobie). Warto w tym momencie odnotować wypowiedź autora “Konopielki”, która świadczy o zrozumieniu różnic pomiędzy językiem literatury a filmu. Pisarz w trakcie posiedzenia mówił: Ponieważ mam za sobą prawie trzydzieści realizacji moich utworów, mam na myśli realizacje teatralne, jak i filmowe, więc przyznam się, że zawsze takie dyskusje i pierwsze zetknięcie z adaptacją mojej prozy muszę odcierpieć. W jednym przypadku cierpię bardziej, w drugim mniej i doskonale rozumiem, że czym innym jest tekst literacki, a czym innym utwór, jaki w oparciu o ten tekst powstaje. Są to utwory tak bardzo różne jak różni się twórczość pani Jakubowskiej od twórczości pani Olgi Lipińskiej. Kiedy moją książkę wziął do ręki reżyser Leszczyński i mimo, że jest on doświadczonym reżyserem, to nie miałem złudzeń, że jemu ten tekst mogę powierzyć, ale też nie sądziłem, że zobaczę na ekranie replikę mojej książki. Zawsze uważałem i uważam nadal, reżyser Leszczyński jest autorem najpiękniejszego polskiego filmu „Żywotu Mateusza” i umowa między nami stanęła taka, że to nie musi być na ekranie „Konopielka”, ale to musi być piękny film i tylko tyle. Wiem, że reżyser Leszczyński jest artystą, nawet wielkim artystą i dlatego nie mogłem od niego wymagać, aby był ilustratorem mojej książki i pod tym względem żadnych złudzeń nie miałem.

Dlatego też kolaudanci zgodnie podkreślali, że film Leszczyńskiego należy rozpatrywać jako dzieło autonomiczne, w oderwaniu od pierwowzoru literackiego. W tym kontekście doceniono więc nie tylko warstwę wizualną (statyczne, harmonijne czarno-białe kadry korespondujące z porządkiem świata przedstawionego), która do dziś robi duże wrażenie, ale również kostiumy, scenografię i aktorów. W rolach Krzysztofa Majchrzaka i Anny Seniuk widziano koncertowe aktorstwo, które sprawia, że na ekranie nie widać odtwórców, ale postaci (bo mamy wrażenie takie, że patrzymy na ekranie nie na aktorów, a na ludzi, którzy są takimi, którzy w takich warunkach i w takiej warstwie obyczajowej żyją – mówiła Daniela Czarska).

Ciekawym wątkiem podjętym podczas tej kolaudacji jest problem widowni tego filmu. Z jednej strony Zygmunt Janik mówił: Film ten w wielu sekwencjach mnie bawił i sądzę, że może on liczyć na dużą publiczność. Z drugiej zaś Krzysztof Winiewicz przewidywał, że nie ma co liczyć na dużą frekwencję. Również i Daniela Czarska wypowiedziała się w tej kwestii: Właściwie nie wiem czy nasz widz tęskni za czymś prostym, czy nie i na to będą mogły dopiero odpowiedzieć wyniki rozpowszechniania. Na pewno zadaniem rozpowszechniania będzie rozbudzenie zainteresowania dla tego filmu, a wtedy będziemy mogli być spokojni o wyniki, co jest ważne i dla autora i dla całej kinematografii, ale jestem przekonana, że film ten znajdzie miejsce w naszym repertuarze. Wicedyrektor departamentu programowego NZK zauważała, że sukces frekwencyjny będzie zależał wyłącznie od, jak byśmy dziś powiedzieli, strategii marketingowej przyjętej przez państwowego dystrybutora. Jak wynika z danych opublikowanych w „Małym Roczniku Filmowym”, przyjęta strategia dystrybucyjno-promocyjna okazała się skuteczna. Film wszedł na ekrany we wrześniu 1982 roku i po roku wyświetlania w kinach zgromadził 1 389 229 widzów, co było wynikiem imponującym (dla porównania inny hit frekwencyjny tego okresu, a mianowicie „Vabank” [1981] Juliusza Machulskiego obejrzało 1 491 882 widzów)[6]. Wszystko wskazuje, że duży wpływ na przytoczony wynik miała nagość, która była wiodącym elementem promocji „Konopielki”.

Konopielka, Autor: Tomasz Wesłowski, Prawa: WFDiF /po Studiu Filmowym „Zebra”

Wydaje się, że bardzo dobrym podsumowaniem, zarówno dyskusji kolaudacyjnej, jak i podjętej przez dystrybutora strategii będzie fragment listu, który wpłynął do Ministerstwa Kultury i Sztuki 30 września 1982 roku, a zatem chwilę po premierze. Zbulwersowany widz pisał: Nie sądzę, aby film wyżej wymieniony przeszedł korektę z udziałem odpowiedzialnych ludzi. Wystarczy, żeby ktoś powołany obejrzał ten film, a uzyskam poparcie, co do poważnych zagrożeń w kulturze wychowania młodzieży w Naszym Kraju. Za natychmiastową kontrolę filmu uprzejmie dziękuję. Widz zapewne nie miał świadomości, że film został oceniony przez grono decydujące o rozpowszechnianiu, ale w nieco innej rzeczywistości politycznej. Mianowicie w takiej, która nie prowokowała do analizy utworu pod kątem zagrożeń w kulturze wychowania młodzieży.

  1. Do 13 grudnia skolaudowano jeszcze trzy filmy: „Amnestia” (reż. Stanisław Jędryka, 1981), „Spokojne lata” (reż. Andrzej Kotkowski, 1981) i „Okolice spokojnego morza” (reż. Zbigniew Kuźmiński, 1981).

  2. W tym kontekście ciekawa jest jej wypowiedź Czarskiej dot. współczesnych polskich filmów produkowanych w okresie Karnawału Solidarności, która padła na kolaudacji: Jest też faktem, że nasi twórcy w ostatnim czasie bardziej zajmują się problemami bieżącymi, aczkolwiek i te filmy nie są pozbawione refleksji.

  3. Zob. Piotr Zwierzchowski, Spojrzenie z „drugiej strony”. Andrzej Wajda w dokumentach Wydziału Kultury KC PZPR w latach 80., „Studia Filmoznawcze” 2018, nr 39, s. 93-106.

  4. Wszystkie przywoływane cytaty z kolaudacji pochodzą ze stenogramu zdeponowanego w archiwum FINA (sygn. A-344, poz. 284).

  5. Ład utracony. Rozmowa Bogdana Zagroby z Witoldem Leszczyńskim, „Film” 1982, nr 14, s. 15.

  6. Zob. „Mały Rocznik Filmowy”, Warszawa 1983, s. 62.


Emil Sowiński – historyk filmu, absolwent Uniwersytetu Łódzkiego i PWSFTviT w Łodzi, laureat nagrody im. prof. Eweliny Nurczyńskiej-Fidelskiej za najlepszą pracę magisterską dotyczącą kina polskiego (Recepcja werdyktów jury konkursu głównego FPFF w Gdyni w prasie codziennej i branżowej w latach 1990–2016). Autor publikacji naukowych z zakresu historii kina polskiego, w tym monografii Elementarz Wytwórni Filmów Oświatowych (wspólnie z Michałem Dondzikiem i Krzysztofem Jajko). Obecnie pracuje nad projektem badawczym poświęconym Studiu Filmowemu im. Karola Irzykowskiego.

Print Friendly, PDF & Email

18 czerwca 2022