"Pleograf. Historyczno-Filmowy Kwartalnik Filmoteki Narodowej", nr 4/2021

Z ARCHIWUM

„Czas nadziei”: stenogram z posiedzenia Komisji Kolaudacyjnej Filmów Fabularnych - pleograf.pl



Strona tytułowa stenogramu z kolaudacji Czasu nadziei. Źródło: Archiwum FINA

w dniu 10.VII.1986 r.[1]

Obecni:

dyr. Schönborn[2]

prof. Gołębiowski[3]

prof. Jankowski[4]

ob. Jesionowski[5]

płk Jurek[6]

reż. Jakubowska[7]

reż. Kuszewski[8]

płk Lang[9]

ob. Majchrowski[10]

reż. Poręba[11]

reż. Rybkowski[12]

dyr. Stefańczyk

red. Wieluński[13]

red. Wiśniewski[14]

reż. Wionczek[15]

Na porządku dziennym – omówienie filmu pt. Czas nadziei, zrealizowanego przez reż. Romana Wionczka w Zespole „Profil”

Przewodniczy – dyr. Schönborn

dyr. Schönborn

Dzień dobry Państwu! Rozpoczynamy dyskusję nad kolaudowanym filmem pt. Czas nadziei, zrealizowanym przez Pana Wionczka. Proszę bardzo.

ob. Jesionowski

Uważam, że jest to film bardzo ważny dla polskiej twórczości filmowej w sensie inicjatywy podjęcia pewnej tematyki i jest to film pokazujący zarazem, z jakimi trudnościami walczy pisarz podejmujący tę tematykę. W każdym razie podjęcie tej tematyki należy ocenić pozytywnie, ale wiadomo, że twórca napotykał na poważne trudności, chcąc się zmierzyć z tym okresem czasu i z tą tematyką, która nadal bulwersuje świadomość społeczną, a władze są na tym punkcie wyczulone. Chyba mówię niezupełnie jasno, ale sens mojej wypowiedzi jest zrozumiały. Według mnie jest to film wysuwający na plan pierwszy postać towarzysza, który chce pozyskać sojuszników, a w tym – również przeciwników. Jest to więc temat niemal biblijny, bo nasuwa mi się tutaj stwierdzenie, że lepiej jest pozyskać jednego przeciwnika niż 10-ciu sprawiedliwych. Jest to temat, szczególnie w warunkach polskich, niezwykłej wagi, który jest pomijany na ogół przez literaturę i tylko nieśmiało podejmowany przez publicystykę. Na usprawiedliwienie można tylko powiedzieć, że na przestrzeni ostatnich paru lat jest to temat bardzo ważny.

Jeśli trafnie odczytałem tezę tego filmu, chociaż nie jest ona w pełni jasna i to niekoniecznie z winy twórców, to przede wszystkim chodziło o przedstawienie racji towarzysza Micińskiego, bo niewątpliwie te racje są po jego stronie, ale szkoda, że nie zostały tutaj zaprezentowane racje drugiej strony. Czy ten film rzeczywiście ma budzić nadzieję? Uważam, że ta tematyka poszła tutaj bokiem, chociaż dobrze się stało, że ten ważny temat został zaczęty, że powstał tego rodzaju film, który trzeba upowszechniać, i dobrze się stało, że ktoś się zdecydował na upowszechnianie tej tematyki.

Rozumiem, że pewnych rzeczy tutaj nie powiedziano, bo są one dla odbiorców jasne, ale nie jest to powodem, ażeby tak wiele mówiono jeszcze na te tematy w dialogach, bo prawdy te są znane społeczeństwu, bo jest ono nimi karmione i przez radio, i przez telewizję, a więc nie ma powodu, ażeby jeszcze w filmie tych prawd nadużywać. Dlatego proponowałbym zastanowić się nad oczyszczeniem pewnych dialogów, bo mogą one tylko rozdrażnić przyszłych widzów i to nawet przy nastawieniu, że film będzie pokazany w telewizji. Byłbym za tym, ażeby film był krótszy i stanowczo byłoby to na jego korzyść. Uważam, że na ten temat powinny powstawać filmy, które drążyłyby ten temat głębiej, chociaż nie jestem pewien, czy taki temat jest już do podjęcia dzisiaj. W każdym razie jest to temat wielkiej wagi.

prof. Gołębiowski

Chciałbym podjąć wątek zaprezentowany tutaj przez mojego przedmówcę i stwierdzić, że jest to próba rzeczywiście bardzo i ważna, i odważna. I bardzo dobrze, że ta tematyka została zaczęta. Mówiąc o sensie i poziomie tego filmu, warto zwrócić uwagę i na to, że jego akcja rozgrywa się w środowisku robotniczym, bo jest to potrzebne. I chociaż mój przedmówca twierdził, że wszystko jest tutaj zrozumiałe, to ja czegoś chyba tutaj nie zrozumiałem, bo nie widzę problemu tow. Micińskiego jako konfliktu zasadniczego, bo wtedy nadmiernie sobie sprawę załatwiamy. Co prawda bohater tego opowiadania zapłacił już określony haracz, ma za sobą bardzo trudne przeżycia, które to sprawy jeszcze zupełnie nie ostygły, i dlatego chciałem na nie zwrócić tutaj uwagę, bo mamy tu do czynienia z pewną hybrydalnością filmu, który jest zrobiony z ogromnym znawstwem od strony dokumentalnej, bo jego twórcą jest znany dokumentalista, a z drugiej strony – wiemy, że jest to film fabularny i dlatego ta dokumentalność niejako łamie dynamikę obrazu fabularnego.

Być może, że w tym przypadku było to koniecznością, że inaczej nie dało się tych spraw rozwiązać ze względu na wagę tematu, a nawet gorącość tematyczną. Trzeba też powiedzieć, że film był zrealizowany na podstawie konkretnego scenariusza, a ten scenariusz był opracowany w oparciu o konkretną nowelę czy większy utwór literacki.

W związku z tym filmem nasuwają się pewne problemy do przemyślenia, a mianowicie – na ile trzeba byłoby z pewnej publicystyki zrezygnować, chociaż wiem, że w tym gatunku filmowym nie jest to możliwe, ale wydaje mi się, że ta publicystyka jednak rzutuje na dramat rodziny robotniczej. Oczywiście w tle tego rodzinnego dramatu rozgrywają się niezwykle ważne zagadnienia naszego państwa, orientujemy się w działaniach podejmowanych przez wojsko, wiemy, jaką rolę spełnia w tych wydarzeniach partia, mówi się też o wielkiej polityce, o Związku Radzieckim, o Reaganie, ale to wszystko dzieje się jakby w tle, a na plan pierwszy wysuwa się ta robotnicza rodzina. Sądzę, że gdyby to był tylko film telewizyjny, to takie podejście twórcy można byłoby przyjąć, ale ponieważ jest to film fabularny, więc kieruje się on swymi prawami i wolałbym osobiście, aby jeszcze większy akcent był położony na dramatach rodzinnych, a w mniejszym stopniu na zagadnieniach, które znajdują odbicie w publicystyce.

Co prawda występują tutaj zagadnienia zakładu pracy, ale jest to też ściśle powiązane z pewną rodziną robotniczą. Wolałbym, aby nie szukano jednego sprawiedliwego, aby film był bardziej emocjonalny, aby pewne sprawy były mocniejsze, nie pokazane tylko od strony dokumentalnej. Oczywiście, że taki film jest potrzebny, ale jest on dość daleki od tego, co chciałbym na ten temat obejrzeć. Naturalnie to, co powiedziałem, nie jest pretensją skierowaną pod adresem twórców, bo wykazali oni wiele odwagi, podejmując ten temat. I chociaż to, co powiedziałem, zabrzmiało banalnie, ale wolałbym, ażeby problemy tego środowiska robotniczego były doskonalsze od strony artystycznej. W sumie jestem za tym filmem, uważam go za film potrzebny, a wychodząc z pewnych przesłanek, chciałbym podziękować twórcom.

Jerzy Aleksander Braszka i Witold Pyrkosz Czas nadziei. Autor: brak danych. Prawa: Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny

red. Wiśniewski

Kiedy zabierał głos pan Jesionowski, to uświadomiłem sobie, że jednak nasz odbiór jest nieco skażony i mam tutaj na myśli nie tylko odbiór tego filmu, ale na prezentowane filmy patrzę z punktu widzenia wąskich potrzeb redakcji i takie podejście po prostu przeszkadza mi w odbiorze filmu. Wiadomo, że film dzisiejszy jest kontynuacją Godności, a więc traktuje on o losach pewnej rodziny robotniczej, i o ile poprzedni film był poświęcony okresowi po wydarzeniach sierpnia, to ten mówi o okresie stanu wojennego. Jest tutaj wyraźnie zaznaczony ten podział i zarówno pan Grzymkowski, jak i pan Wionczek pokazali nam, że ma miejsce ten podział w społeczeństwie, ale jest to podział szalenie głęboki, bolesny i długotrwały. Wydaje mi się, że w tym należałoby się dopatrywać największych wartości tego filmu.

Uważam, że twórcy powinni zrobić wszystko, ażeby rzeczywiście sprawy tej rodziny mogły wyjść nieco lepiej, ażeby one były wypchnięte do przodu, ale być może, że to jest wynikiem mego skażenia jako człowieka, który za bardzo interesuje się w sztuce polityką, ale odebrałem ten film jako próbę przetłumaczenia pewnych podziałów istniejących w społeczeństwie na konflikty rodzinne. Byłoby bardzo dobrze, gdyby ten konflikt wyszedł bardziej do przodu.

Natomiast zastanawiając się nad odbiorem całości tego filmu, nie jestem pewien, czy nie będzie on drażnił, aczkolwiek film zrobiony został bardzo prawidłowo i uczciwie, ale nie wiem, czy nie jest tam zbyt mało materiału do prowadzenia polemiki na temat polskich spraw. Przecież tematyka filmu wchodzi w kwestie społeczne i polityczne, i to bardzo ostre, dlatego wydaje mi się, że trzeba skoncentrować się na mądrości przekonywania, bo nie chodzi o przekonywanie nas na tej sali, ale tych, którzy mają odmienne poglądy, ponieważ wiemy, że na te tematy mamy bardzo różne doświadczenia i wszyscy przeszliśmy różne koleje losu. Nie wolno jest nam o tym zapominać, ale miałbym prośbę do reżysera o to, ażeby ten Szostak wyszedł do przodu.

red. Peltz

Uważam, że film jest zrobiony bardzo uczciwie, że jest to film potrzebny, niemniej pewne sprawy powinny być pokazane trochę inaczej. Mam na myśli to, o czym mówiono w dyskusji, a mianowicie sprawy tej rodziny robotniczej. Odnoszę wrażenie, że tutaj zostały zachwiane pewne proporcje nawet w stosunku do tego, co widzieliśmy w Godności. Nie wiem, czy tutaj reżyser i autor scenariusza nie uciekali się do jakichś tematów zastępczych, i mam tutaj na myśli nie tylko sprawę tych stosunków w rodzinie, ale sprawę syna głównego bohatera. Przecież ten młody człowiek był reprezentantem drugiej strony medalu. Tutaj występuje co prawda syn Szostaka, ale nie odgrywa on tak wielkiej roli. Wiemy, że ma on swoje racje, bo zostały one określone w poprzednim filmie, ale tutaj znalazł się w zupełnie nowej dla niego sytuacji i nie wystarczy mi tylko jedno zdanie, jakie pada z jego strony w czasie tej rozmowy w kawiarni.

Właściwie ta druga strona została tutaj potraktowana na zasadzie sfinksa, nic na temat jej reakcji nie wiemy albo domyślamy się tylko na podstawie tych podrzucanych karteczek, bo w żadnym wypadku nie mogę traktować jako drugiej strony, jako reprezentanta przeciwnika tego szczeniaka i zachowania się grupki jego kolegów. Jak powiedziałem – dla mnie reprezentantem drugiej strony był ten młody Szostak, ale o nim właściwie nic nie wiemy do momentu tej rozmowy w kawiarni, a więc jest to stanowczo za mało. Właśnie on w trakcie tej rozmowy w kawiarni mówi wyraźnie, że coś się w nim załamało, kiedy ojciec został wywieziony na taczkach, ale co on robił w czasie stanu wojennego? Nic na ten temat nie wiemy.

Mówiąc o tym, że twórcy uciekali się do rozwiązań zastępczych, miałem na myśli tego szczeniaka, który zaangażował się w awanturę konspiracyjną, ale tego tematu nie rozwiązuje parę scen z jego udziałem i jego kolegów. Chciałbym wiedzieć, co się dzieje po drugiej stronie, chciałbym wiedzieć również w drodze dialogowej, jak zostają wyważone racje.

Drugim tematem zastępczym jest dla mnie sprawa tej dewotki – córki Szostaka. Dla mnie cała ta historia jej męża z sekretarką nic nie daje, nie jest w ogóle w tym filmie potrzebna, bo wiadomo, że ta kobieta nic nie będzie mogła załatwić. Potem na zasadzie deus ex machina Szostak wraca do pracy, widzimy go w warsztacie. Ale jak do tego doszło? Wiemy tylko, że były różne starania podejmowane przez jego zięcia, były te rozmowy prowadzone z komisarzem, ale mi też nie wystarczy. Dlatego zgadzam się z określeniem, że ten film będzie wielu odbiorców drażnić, bo nie angażuje on w prowadzenie dyskusji, bo wręcz unika dyskusji, bo nie można o tym mówić w momencie, kiedy zostaje nam zaprezentowana tylko jedna strona. Jeżeli nawet ten młody Szostak zmienia swoje nastawienie, to nie wiem, dlaczego tak się dzieje, co było tym momentem decydującym.

Niewątpliwie film przeciera ten trudny szlak, po jakim powinno pójść nasze kino, bo tematy stanu wojennego były już podjęte przez literaturę – i mam na myśli Rok w trumnie Bratnego – ale brak nam jest filmów na te tematy. Nie chciałbym jednak, aby filmy następne podejmujące te zagadnienia – uciekały się do tematyki zastępczej, bo nie jest możliwe, abyśmy nic nie wiedzieli o tym, co się dzieje u przedstawicieli drugiej strony, jak oni się zachowują, jak reagują, a w oparciu o ten film nic właściwie o drugiej stronie nie wiemy, te postacie przeciwnika zachowują się jak mumie.

red. Wieluński

Wydaje mi się, że jest czymś obraźliwym dla Pana Wionczka, że każdy z moich przedmówców mówił, że to jest film bardzo potrzebny, bo takie określenie sugeruje niewielkie wartości artystyczne tego filmu, a tymczasem ten film ma wartości niewątpliwe, a Pan Wionczek występuje w charakterze jedynego, kamikaze. Uważam, że jest to film sprawnie zrealizowany, z wyraźnie zarysowanymi postaciami, że jest on dobrze grany, szczególnie przez Pana Braszkę, który stworzył kreację.

Jest to film gorzki i chyba ten przymiotnik jest najbardziej tutaj pasujący. To jest film podejmujący tematykę szerszą, nie ogranicza się on do problemów Szostaka i jego rodziny. Znam takich ludzi, którzy nie potrafią zrozumieć do tej pory, dlaczego taką monetą trzeba było za te sprawy zapłacić. To jest film rzeczywiście o bardzo ważkich, gorzkich sprawach. Nie zgłaszam żadnych uwag kolaudacyjnych i chciałbym Panu Wionczkowi z okazji realizacji tego filmu pogratulować.

ob. Majchrowski

Chciałbym powiedzieć tak, że obejrzałem Godność, że obejrzałem Czas nadziei, oba te filmy pomogły mi w weryfikacji wydarzeń, jakie miały miejsce w tych trudnych czasach. Widzę w filmie dzisiaj obejrzanym postęp w stosunku do Godności. Uważam, że to jest film artystyczny, że jest to film sprawiedliwy poprzez sięganie do prawdy artystycznej i pokazuje on nie tylko dramat rodziny robotniczej, ale pokazuje ogromny dramat społeczny, który również przeżyli ci, którzy będą film odbierali. Zarówno Pan Wionczek, jak i autor scenariusza zrobili to, co można było zrobić, i za to należą się im słowa pochwały. Ponieważ film ma jednak pewne słabości, to nie widzę możliwości, aby je zmienić. To jest film szeroko pokazujący tamte czasy i sądzę, że dobrze się stało, że taką tematyką kinematografia zainteresowała się.

prof. Jankowski

Powtórzę, że jest to film bardzo potrzebny, ale to nie oznacza, że w ten sposób weryfikuję wartości artystyczne tego filmu. Po prostu potwierdzam ten fakt, a w tym stwierdzeniu nie znajdują się żadne oceny negatywne. Chciałem też podkreślić, że w samym początku filmu jest zachowany pewien umiar w pokazaniu likwidacji tego strajku w fabryce. Rzeczywiście były to sytuacje niezwykle trudne, a sceny te poprowadzone zostały w sposób taktowny, z umiarem, ale wydaje mi się, że nie można tego powiedzieć o wszystkich scenach tego filmu, bo autorzy posłużyli się stereotypami. Jest faktem, że nic nie możemy powiedzieć na temat drugiej strony tego konfliktu, bo jeżeli w tej chwili mówimy o tym, że byli w dużej mierze to ludzie manipulowani czy oszukiwani, to na ten temat w filmie nic nie zostało powiedziane, bo nie możemy bazować na drażniącej symbolice, która ma pokazywać tę drugą stronę, jak chociażby te pomarańcze. Nawet jeżeli jest to prawdą, to nie wystarczy bazować na tego rodzaju przesłankach, bo na pewno jedzenie pomarańczy tych ludzi nie dyskwalifikuje. Dlatego trudno jest mi te sceny przyjąć i traktować je jako postępowanie wiele mówiące o drugiej stronie. Dlatego radziłbym tę migawkę z pomarańczami zlikwidować.

Nie wiem, czy dobra jest postać tego aktywisty Solidarności, który może nasuwać podobieństwo z Indianinem. Mamy jeszcze szereg scen posługujących się tego rodzaju symboliką. Nie wiem, czy są one niezbędne? Chciałem też przypomnieć scenę z mercedesem, w którym siedzi ten doradca czy działacz. Według mnie to są jakieś symbole z innej parafii i nie wiem, czy w tym filmie należałoby się nimi posługiwać, bo działają one w sposób dezorientujący. Nie przekonują mnie też te sceny awanturnicze z udziałem młodzieży, które mają symbolizować sposób działania Solidarności. Dlatego uważam, że symbolika jest tutaj nadużywana, że nie wnosi ona niczego do treści tego filmu, a przeszkadza w jego należytym odbiorze.

Plakat Czasu nadziei. Autor Jakub Erol. Źródło: GaPla FINA

reż. Jakubowska

Film jest rzeczywiście bardzo prawidłowy i muszę powiedzieć, że ta prawidłowość trochę przeszkadzała mi w jego odbiorze. Jeżeli chodzi o sceny rodzinne, to są one zgrupowane wokół tego kuchennego stołu, ale te dialogi nic nowego do spraw najważniejszych nie wnoszą. Zastanawiam się też nad tym, czy w taki sposób powinna wyglądać rodzina tego robotnika, bo na pewno nie są to ludzie ciekawi, nie są to indywidualności, bo każdą z tych postaci można scharakteryzować za pomocą jednego przymiotnika, a wiadomo, że do bohaterów filmu przywiązujemy się wtedy, jeżeli są oni ludźmi ciekawymi, wielostronnymi. Ukazanie postaw tych członków rodziny jest zbyt uproszczone. Wiadomo, że mieszkają oni pod jednym dachem, ale czy te różnice postaw nie są nadmierne? Jeżeli powiedziałam, że bardzo łatwo jest postacie scharakteryzować, że są one zbyt jednostronne, że są między nimi zbyt wielkie różnice, to sądzę, że przez takie postawy zatracamy autentyczność tej rodziny i mnie to bardzo przeszkadzało w odbiorze filmu. To tyle.

red. Kuszewski

Przede wszystkim chciałbym wyrazić pełne uznanie dla autora scenariusza i reżysera filmu za determinację, z jaką drążą niesłychanie skomplikowane i bolesne problemy. Muszę powiedzieć, że tym bardziej godna jest podziwu ta determinacja, bo zaprezentowany punkt widzenia spotkał się z bardzo ostrą reakcją przeciwnika, ale uważam, że te tematy są niesłychanie ważne z punktu widzenia osiągnięcia równowagi psychicznej przez społeczeństwo i są one niejako próbą porządkowania naszego świata. Film pokazuje te wydarzenia zobaczone z perspektywy Szostaka i to jest powodem, dla którego koncentruje się on niejako na sprawach zewnętrznych. A poza tym dochodzi tutaj do głosu temperament dokumentalisty, jakim jest Pan Wionczek, który opisuje rzeczywistość poprzez jej warstwę zewnętrzną, poprzez zobaczenie niejako tych spraw na wprost, a nie poprzez drążenie spraw wewnętrznych, i dlatego nie oglądamy tych dwóch stron konfliktu, a niejako jedną stronę tego konfliktu, chociaż nikt z nas nie ma wątpliwości co do tego, że ten konflikt ma rozmaite strony.

Oczywiście można powiedzieć, że ocieramy się w niektórych scenach o sprawy dotyczące również i tej drugiej strony, ale można byłoby domagać się dowartościowania działań jednej i drugiej strony, ale w momencie, kiedy doszło do stanu wojennego, to wiadomo, że było to czymś spowodowane, że przemawiały za tym określone racje. Wiadomo, że zaprzepaszczenie racji tej drugiej strony nie obywa się bez ofiar, że tego rodzaju działania jak stan wojenny nie odbywają się bez strat, a więc te sceny poszczególne nasuwają nam szereg refleksji, chociaż nie mamy wątpliwości co do tego, kto osiągnął sukces, ale sukces nie jest wcale tak łatwy, nie jest on zasługą tylko jednostek, które wykonywały swoje zadania. Wiadomo, że działania jednostek były pokierowane przez partię, że jej należy przyznać osiągnięte zwycięstwo. Po prostu zostały wykonane określone zadania, ale wykonane przez ludzi, którzy nie byli tylko narzędziem działania, ale wykonywali te zadania z pełną świadomością. Również te działania, aczkolwiek w innym okresie, przypadły Szostakowi i one rzutowały na jego losy. Nie jestem przekonany, czy ten film dotrze do osób niechętnych, czy odbiorą one te sprawy w sposób jednoznaczny, bo są to sprawy z zakresu wielkiej polityki, sprawy trudne, ale mówić o nich trzeba. To, że powiedziałem, że nie do wszystkich ten film dotrze, że nie wszystkich przekona – mówię ze smutkiem, ale trzeba byłoby na te procesy spojrzeć niejako z perspektywy, traktować te sprawy jako wypełnienie pewnego obowiązku wobec współczesności, którą trzeba utrwalić. Uważam, że powinniśmy dołożyć starań, ażeby film znalazł się w szerokim odbiorze i w miarę możliwości, aby spotkał się z szeroką aprobatą, chociaż w tym momencie mówię o moich nadziejach i pragnieniach.

I jeszcze jedna możliwość, którą należałoby rozważyć – otóż skoro tak się rozwijają te sprawy, czy nie należałoby pomyśleć o realizacji trzeciej części tego filmu… (Reż. Poręba: Wzięliśmy już to pod uwagę.) Wtedy mielibyśmy obraz pełniejszy, można byłoby w nim powiedzieć więcej prawd, które nie zmieściły się w dwóch częściach. Dlatego wypowiadam się za zrealizowaniem trzeciej części tego filmu.

reż. Rybkowski

Kto jest autorem tego scenariusza?

reż. Poręba

Jerzy Grzymkowski, który jest teraz w Moskwie.

reż. Rybkowski

Uważam, że scenarzysta ułatwił sobie zadanie, bo podobny utwór napisał Kruczkowski, chociaż dotyczył on innego okresu, ale z tego wynika, że historia powtarza się. Trochę żałuję, że nie powiedziano wyraźnie, że ten scenariusz jest nawiązaniem do utworu Kruczkowskiego, szczególnie chodzi mi o dzieje głównego bohatera i wygłaszane przez niego monologi. W dniu wczorajszym oglądałem na kolaudacji film, który przyjąłem trochę z mieszanymi uczuciami, ale raczej film ten mi się podobał i ogólnie został przyjęty ciepło na tej sali. Jeżeli chodzi o dzisiejszy film, to musimy liczyć się z tym, że jest on ulokowany w określonej konwencji, ale Bohater roku był też filmem politycznym, był też ulokowany w określonej konwencji. Jeżeli porównam warsztat jednego i drugiego reżysera, to istnieje tutaj ogromna różnica. Toteż biorąc pod uwagę te dwa filmy, uważam, że jest w nich jakieś głębokie podobieństwo, i to mnie cieszy, bo filmy mówią o pewnym okresie naszego życia, życia naszego społeczeństwa, przyczyniają się one do tego, że nasuwają nam się pewne refleksje na temat okresu, w jakim żyjemy.

Zabierając głos we wczorajszej dyskusji, Pan prof. Jankowski powiedział, że jest to film potrzebny, ale sądzę, że również potrzebny jest film dzisiejszy, bo filmy te mówią o podejmowaniu wyboru i to niezależnie od tego, po jakiej stronie i kto się opowiada. Uważam, że w jednym i drugim filmie mamy kawałek prawdy o naszym życiu, chociaż są to filmy z krańcowych pozycji, ale jeżeli zauważam w nich jakieś wspólne cechy, to jest w tym coś pozytywnego, bo okazuje się, że potrafimy patrzeć na współczesność, a ponieważ nie są one pozbawione gorzkich refleksji, to jednak o tych sprawach mówimy bez piany na ustach. Są w tych filmach rzeczy kolące, rzeczy nieprzyjemne, ale tak trzeba mówić o tematach współczesnych. O ile wczoraj była taka atmosfera, że wyrażaliśmy obawy, czy tamten film pójdzie na ekrany, to dzisiaj jestem zdania, że trzeba doprowadzić do tego, ażeby i ten, i tamten film puścić jak najszybciej na ekrany, bo mówią one o sprawach naprawdę ważnych, o sprawach poważnych, wyjaśniają je i dlatego można je traktować na zasadzie lekcji historii.

Oczywiście, jeżeli mówimy o wczorajszym filmie, to zawiera on duży ładunek emocjonalny, natomiast w przypadku tego filmu nie można mówić o tym dużym ładunku emocji, chociaż niektóre partie tego filmu przeżywa się mocno, są one ciekawe od strony aktorskiej, ale są też i takie partie, które są nużące. Chwilami zapominamy o tym, że realizując film, musimy brać pod uwagę wytrzymałość widza, nośność i atrakcyjność danego filmu. Dlatego byłbym za tym, ażeby niektóre partie tego filmu przepatrzeć. To wynika niejednokrotnie z rzeczy zupełnie prostych, ponieważ reżyser stoi przed ukazaniem pewnych scen, których do końca nie trzeba wyjaśniać, ale nie zawsze jego stanowisko jest słuszne, bo jednak ten brak wyjaśnienia nie robi filmowi dobrze, bo cóż z tego, że my wszystkie te sprawy znamy, ale czasem nawet trzeba postawić kropkę nad „i”. Na pewno niepotrzebne są powtórzenia, które przedłużają tylko film. Można tutaj mówić o pewnych mankamentach warsztatowych, chociaż kol. Wionczek jest dojrzałym reżyserem, który respektuje zasady sztuki filmowej, ale wolałbym, ażeby ten film w niektórych partiach był ciekawszy, bardziej nośny emocjonalnie. Oczywiście gratuluję reżyserowi odwagi podjęcia tego bardzo trudnego tematu, ale byłbym za tym, aby zlikwidować nadmierne zawiłości i przez to podnieść stronę emocjonalną filmu.

Jan Rybkowski. Autor: Jerzy Troszczyński. Prawa: Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny

reż. Poręba

Myślę, że bardzo dobrze się dzieje, że duża szczerość pojawia się na naszej sali. Zarówno Grzymkowski, jak i reż. Wionczek patrzą na wiele spraw rozgrywających się w tamtym okresie z perspektywy Zaliwskiego, bo to jest perspektywa człowieka, który szczególnie intensywnie przeżywał tamten okres. Mnie się ten okres kojarzy z działaniami pani Agnieszki Holland, która wraz ze swoim sztabem występowała w charakterze Savonaroli, i chciałem powiedzieć, że ja w tym czasie też byłem na spotkaniu w Stoczni, gdzie miałem okazję prezentować swe racje wobec tysiąca robotników, i nadal twierdzę, że wcale wtedy tak bardzo trudno nie było uzyskać porozumienia mimo euforii, z jaką wtedy spotykała się Solidarność. Można było się porozumieć wtedy, kiedy mówiło się rzeczywiście polskim językiem i w kategoriach troski o kraj. Nawet wtedy można było się porozumieć, kiedy przeszkadzali nam panowie Franczukowie. Myślę, że potrzebny nam był film o robotnikach, o ich nastawieniu i to w momencie, kiedy znajdowaliśmy się w tak trudnym i złożonym okresie.

Trudno wymagać, ażeby na ten temat stworzone zostało arcydzieło, bo arcydzieła nigdy nie powstają wtedy, kiedy zakłada się, że mają one powstać, a powstają one wtedy, kiedy nie są zamierzone. Dlatego zawsze z uznaniem przyjmuję skromność twórcy, ale twórcy, który nie jest nastawiony na stworzenie arcydzieła, ale kiedy przyjmuje on do realizacji temat polityczny i dąży do ukazania prawdy. Z pewnością, jeżeli ktoś za dobre parę lat będzie chciał dowiedzieć się o tym, co się działo w Polsce w latach 80., to sięgniemy do filmów Wionczka, które na pewno są filmami uczciwymi, które pokazują te wydarzenia w sposób zrozumiały – i to jest godne podkreślenia. Nie jest możliwe, ażeby robić taki film w kategoriach sztandarowych, bo za mało czasu upłynęło od tych wydarzeń, ale w realizowanym filmie widzimy, jaką rolę spełnia partia, że jej członkowie są ludźmi pełnymi ofiarności, ale szczególnie ważne jest to, że film ten jest dowodem prawdy o minionym okresie czasu. Wiadomo, że były to czasy… że jeżeli nad nimi się zastanowimy, to stają nam włosy dęba. Dlatego dobrze się stało, że pokazane zostały te czasy, że pokazani zostali różni bohaterowie tego okresu. Jeżeli między tymi bohaterami występują różnice poglądów, to jednak każdy ma przekonanie, że ci bohaterowie ponoszą odpowiedzialność nie tylko za swoje życie, ale w ogóle za to wszystko, co się wokół nich dzieje.

Ten film jest kontynuowaniem Godności. Rzeczywiście Godność spotykała się z określeniem, że jest to film schematyczny, ale zarazem Godność w telewizji odniosła ogromny sukces i tego sukcesu należałoby się właśnie dopatrywać w tym, że film w sposób zadziwiający mówi prawdę. Dzisiaj prof. Jankowski mówił o tym, że film pomija postawy drugiej strony, że zbyt mało mówi o stronie przeciwnej, ale na ten film trzeba patrzeć jako na kontynuację Godności, a tam pokazywano przewodniczącego Solidarności jako uczciwego, sympatycznego człowieka. Ten film jest kontynuacją tego punktu widzenia, bo nie ma mowy tutaj o ukazywaniu uczuć nienawiści, bo takich uczuć nie było wśród robotników Stoczni. Natomiast widzimy ludzi, którzy jeszcze się szarpią, którzy nie dokonali wyboru do końca.

Przykładem tego, który dokonał wyboru, jest syn Szostaka – on mówi o swoim nastawieniu do spraw otaczającej go rzeczywistości w sposób niedwuznaczny. Jest to okres, kiedy ten człowiek czuje się przegrany, ale w trzeciej części stanie on na nogi, bo musiał on dokonać wyboru i dokonał tego wyboru, a w dzisiaj oglądanym filmie mówi on wyraźnie o tym, że doznał wstrząsu, kiedy ojciec został wyrzucony z pracy. Orientujemy się, że nie chce się on wplątywać w działalność konspiracyjną. Jeżeli są sceny, kiedy młodzi ludzie obrzucają milicję kamieniami, to jest to dramatyczna prawda, bo jest faktem, że młodzież w pochodzie 1-majowym w czasie stanu wojennego właśnie tak się zachowywała. Zarazem wiemy, że te sprawy w tym okrasie były nie do rozstrzygnięcia.

Chciałbym też powiedzieć parę słów o stronie artystycznej tego filmu. Czegoś tutaj nie rozumiem, bo uważam, że najbardziej zwycięsko z 40-letniej twórczości filmowej polskiej kinematografii wyszedł reż. Buczkowski, który opowiadał swe filmy językiem najbardziej prostym, najbardziej zrozumiałym, który był krytykowany przez środowisko, wręcz przez nie lekceważony, a tymczasem jego filmy po latach są oglądane, i to chętnie oglądane. Sądzę, że podobnie robi swe filmy reż. Wionczek, który jest jako reżyser bardzo skromny, który robi swe filmy w sposób zrozumiały, który nie ucieka przed trudnymi tematami, który sięga do czasów skomplikowanych, ale prezentowane przez niego treści są również jasne, zrozumiałe. Sądzę, że w tym kierunku powinniśmy zmierzać jako kinematografia, bo absolutnie nie uważam, że nasza przyszłość to takie filmy, jakie robi Królikiewicz. W przypadku reż. Wionczka forma odpowiada prezentowanym treściom i nie mamy wątpliwości co do tego, że te treści zostaną doprowadzone do świadomości odbiorcy. Warto zaznaczyć i to, że nie mamy tak wielu scenariuszy filmów, które pretendowałyby do arcydzieł, ale wiemy, że długa jest droga dochodzenia do arcydzieł i może ona poprowadzić przez dyskusje.

reż. Wionczek

Jestem, jako autor filmu siedzący na tej sali, w trudnej sytuacji, bo państwo patrzycie na film poprzez pryzmat własnych doświadczeń, dopatrujecie się w nim niedostatków, macie trochę inne spojrzenie na te sprawy niż ja, bo jako reżyser pragnąłbym, ażeby film był jeszcze lepszy, ale nie jest to zawsze możliwe, a poza tym jest rzeczą naturalną, że w rachubę wchodzą subiektywne oceny. Zgadzam się z dyskutantami, że kiedy film mówi o trudnych czasach i o trudnych sytuacjach, to można je widzieć rozmaicie i nie zawsze trzeba się zgadzać z autorem. Dlaczego tak się dzieje? Otóż jest to charakterystyczne dla każdej książki, która powoduje zróżnicowane opinie, i tylko książki z zakresu klasyki spotykają sią z jednoznaczną opinią, chociaż też nie zawsze. Zawsze najwięcej zróżnicowanych zdań powodują i książki, i filmy, które dotyczą tematyki współczesnej. Toteż, mówiąc o literaturze, chciałem powiedzieć, że przeczytałem wszystko, co dotyczy problematyki ostatnich lat, włącznie z Rokiem w trumnie Bratnego, przeczytałem też książkę Koźniewskiego, znam kilka nielicznych filmów, w których jest mowa o stanie wojennym.

Do książek tych mam niejednakowy stosunek, tak jak nie mogę się zgodzić z takim ukazaniem tych wydarzeń w filmach. Dzisiaj oglądany film jest drugą częścią Godności. Na pewno inaczej patrzą na ten film osoby, które widziały pierwszą część, bo tam wiele spraw zostało rozstrzygniętych, o jakie dzisiaj dopominają się dyskutanci. Jestem przekonany, że gdyby jednocześnie była wyświetlana I i II część tego filmu, to mielibyśmy całkowitą jasność, nie byłoby tych niedopowiedzeń. Film podejmuje wątek rodziny robotniczej i podejmuje wszystkie problemy polityczne tego okresu. Wiadomo, że Szostak, mimo tego, że nie pracuje, nie żyje w próżni. Chciałem przypomnieć, że kolaudacja pierwszego filmu odbyła się dwa lata temu na tej sali i przypominam sobie doskonale głosy w dyskusji, które sprowadzały się do tego, że szkoda, że jest to film o robotniku i o jego rodzinie. Dzisiaj też usłyszałem podobne zarzuty, że ta rodzina robotnicza charakteryzuje się ograniczoną świadomością, ale przecież to jest film, który mówi o dramacie narodowym, i nie jest powiedziane, że ten dramat przeżywali tylko ludzie na wyższym poziomie, bo dotykał on wszystkich, chociaż nie wszyscy zajmują się sprawami polityki.

Nie mogę w każdym razie przyjąć tego zarzutu, bo uważam, że jest on głęboko niesłuszny, bo dramat w równej mierze dotknął rodziny robotnicze, jak i rodziny inteligenckie, i to nawet w przypadku, jeżeli nie miały one powiązań z działaniami o charakterze politycznym. Nigdy nie myślałem o tym, że stworzę film, który będzie arcydziełem. Po prostu tak do moich filmów nie podchodzę – mam wytyczony cel, ale zrobienie filmu lepszego czy gorszego zależy od wielu elementów. Ale nawet szacując mój film bardzo ostro, nie zniechęcicie mnie Państwo do realizacji dalszych filmów, jeżeli będę czuł daną tematykę i dany materiał filmowy i będę chciał taki film zrealizować.

Jedna rzecz mnie dotknęła ze strony Państwa, a mianowicie stwierdzenie, że jest to film potrzebny. Takie określenie jest chyba niewłaściwe odnośnie tego filmu, który jest drugim filmem dotyczącym tego dramatycznego okresu. Pokazałem sprawy konfliktowe w taki sposób, jak je widziałem, starałem się pokazać je jak najbardziej uczciwie i nie miałem wątpliwości, że podjąłem dramat współczesny, który wszyscy przeżyliśmy, ale zrozumiałe, że każdy na własny sposób. Jeżeli twierdzicie Państwo, że jest ten film tylko potrzebny, to uważam, że w ten sposób dajecie wyraz dezaprobaty dla jego walorów artystycznych, a nawet nie wiem, czy w ten sposób nie okazujecie Państwo niechęci do tego, aby powstawały nasze filmy współczesne na tematy bardzo ostre. Uważam, że filmy współczesne są bardzo potrzebne i nie muszę tutaj tłumaczyć, że ich realizacja jest szczególnie utrudniona, bo wyobrażacie sobie Państwo, jak trudno było mi znaleźć ludzi, którzy pracowaliby w ekipie tego filmu, jak trudno było mi znaleźć aktorów, i tych trudności nie ukrywam. Spotykałem się z odmowami ze strony pracowników pomocniczo-twórczych, którzy tłumaczyli mi, że nie chcą ze mną pracować dlatego, że jestem reżimowym reżyserem. Uważali oni, że współpraca ze mną jest dla nich szkodliwa.

Chciałem też zakomunikować Państwu, że Godność była filmem pokazywanym od Kaukazu po Londyn. Spotykałem się z objawami sympatii ze strony twórców z krajów socjalistycznych, którzy akceptowali mój film i twierdzili, że jest to najważniejszy film, jaki powstał w ostatnim okresie czasu. Tłumaczyli to tym, że ani Czesi, ani Węgrzy nie zrobili filmu o rozruchach, jakie panowały w ich krajach. Bardzo dobrze został film przyjęty na projekcji w Moskwie. Również spotkał się on z bardzo dobrym przyjęciem w Berlinie Zachodnim, gdzie dyskusja po projekcji trwała 3 godziny, ku memu wielkiemu zdziwieniu. Chciałbym też dodać, że film Godność pokazywany był w środowiskach robotniczych i że tam oceniono go bardzo wysoko. Zostałem też zaproszony z tym filmem do British Institute, a w Londynie projekcję tego filmu zorganizował Polski Instytut Kultury. Godność została potraktowana jako nowe zjawisko w polskiej kinematografii. Nie muszę tutaj dodawać, że doszło do tego pokazu mimo oporów ze strony naszych przeciwników. Jeżeli film jest określony jako nowe zjawisko w polskiej kinematografii, to mówi to określenie wiele, ale jest ono związane przede wszystkim z rozliczeniem się z problemami Solidarności. I przypominam sobie ten okres, kiedy były przerywane nasze wypowiedzi, a obecnie te sprawy inaczej wyglądają. Oczywiście, że można było się po tym temacie spodziewać o wiele więcej, że można uznać, że występuje jakaś nieporadność załatwienia tych spraw przeze mnie, ale chciałem się z nimi rozprawić w sposób zdecydowany i sądzę, że ci, którzy oglądali ten film, mieli uczucie, że było na tę tematykę zapotrzebowanie. Trzeba stwierdzić, że inaczej patrzymy na te wydarzenia historyczne, i nie wystarczy tylko mówić o tym, że to są filmy potrzebne.

Mam za sobą bardzo duże doświadczenie, bo robię filmy już od 25 lat, i do tej pory doskonale pamiętam reakcje widzów na film mój o Berlingu. Sądzę, że i tamten film przyczynił się do zrozumienia pewnych procesów i pewnych sytuacji. Nie jest łatwo robić takie filmy w pewnym klimacie, ale chciałbym, aby nie były one określane tylko jako filmy potrzebne, bo nie sądzę, aby były potrzebne filmy traktujące o różnych wydumanych rzeczach. Nie jestem krytykiem filmowym i dlatego może inaczej wygląda prawda o polskiej kinematografii w moich oczach. Nigdy nie zabierałem głosu na temat polskich filmów, bo nie sądzę, abym dysponował dostateczną wiedzą na ten temat. I chociaż moje filmy mogą być traktowane jako zgrzyt w polskiej twórczości, to sądzę, że nikt nie może mnie zarzucić jakiegokolwiek naśladownictwa, bo nie ma chętnych, którzy by takie filmy chcieli realizować. Nie sądzę, ażeby można było mieć zastrzeżenia do scenariuszy, na jakich opierają się moje filmy. Na mój temat krążą różnego rodzaju plotki – dowiedziałam się, że za zrealizowanie Godności otrzymałem willę, że dodatkowo otrzymuję za swoje filmy po 100 tysięcy złotych, a wiemy, że takie pogłoski można włożyć między bajki, ale jest faktem, że moje filmy są bardzo wnikliwie analizowane przez władze polityczne, bo właśnie w nich szukam sojusznika, i sądzę, że dzięki temu poparciu mogę mówić o zachętach do robienia następnych filmów, bo przekonałem się, że warto ryzykować i podejmować trudne tematy.

Roman Wionczek. Autor: brak danych. Prawa: nieustalone

red. Wiśniewski

Sądzę, że sojuszników ma Pan Wionczek więcej i że są oni również wśród tych, którzy dyskutują nad tym filmem. Jeżeli mówi się o tym, że film jest potrzebny, to nie znaczy, że każdy z dyskutantów dopatruje się w nim nieprawidłowości. Chciałbym bronić racji zaprezentowanych przez reżysera. Chodzi mi również o to, dla kogo jest to film i do kogo ma on trafiać. Uważam, że nie tylko do środowiska robotniczego, ale również do aktywu administracyjnego, a więc do tych panów, którzy stanowią otoczkę w zakładach pracy, a więc również i do tych, którzy widzą potrzebę rozwiązywania pewnych problemów, o jakich mówiliśmy wiele w trakcie dyskusji przed X zjazdem partii, kiedy padał szereg zdań na temat ludzkich postaw, kiedy mówiło się wielokrotnie, że trzeba postawić kropkę nad „i”.

Reżyser Wionczek w swoim filmie zawarł dramat polskiej rodziny, bo często zgadzamy się z tym, że o sprawach ogólnych trzeba mówić na konkretnych przykładach jednostkowych, ale te sugestie zostały przekazane w sposób skrótowy. Na szczególne podkreślenie zasługuje prawda zaprezentowanych spraw. Jestem przekonany, że gdyby dyskusje w polskich rodzinach i w polskim społeczeństwie toczyły się tak, jak w Pańskim filmie, przy stole kuchennym rodziny Szostaków, to nieporozumienia byłyby wyjaśnione i dalsze dyskusje byłyby już o wiele bardziej proste.

reż. Rybkowski

Nie wiem, czy w tym filmie nie należałoby przywrócić wartości słowom. Wiadomo, że słowa są potrzebne, ale dialogi powinny być takie, które byłyby w stanie przekonywać wszystkich odbiorców. Na pewno ten rodzaj twórczości zasługuje na najwyższe uznanie i tak myślę o Panu jako o twórcy.

dyr. Schönborn

Moglibyśmy teraz rozpocząć dyskusję w oparciu o wieloznaczność słowa „potrzebny”.

ob. Jesionowski

Nie obraziłbym się, gdyby mi ktoś powiedział, że moje książki są potrzebne.

dyr. Stefańczyk

Jestem współproducentem tego filmu i chciałem zapewnić Pana Wiśniewskiego, że nad tym scenariuszem prowadziliśmy dyskusje i zastanawialiśmy się nad możliwościami projekcji w telewizji. Niewątpliwie miały miejsce perturbacje, o których wspomniał tutaj Pan Wionczek, szczególnie napotykał on je w trakcie realizacji Godności, ale sądzę, że projekcja tego filmu w telewizji świadczy o tym, że zmienia się nastawienie społeczeństwa, bo duża ilość ludzi obejrzała ten film w telewizji i o tym świadczą przeprowadzone przez nas badania. Wyniki tych badań są bardzo korzystne. Ponieważ rozpisaliśmy ankiety, więc na podstawie odpowiedzi na nie możemy z przekonaniem odpowiedzieć, że wyświetlenie Godności było potrzebne, ale jest problem, czy film ten powinien być wyświetlony wcześniej. Mnie się wydaje, że drugi film Czas nadziei powinien być wyświetlony w miarę możliwości szybko, bo byłoby to logiczne, wynikałoby to z wypowiedzi Panów. W dyskusji poruszana była też sprawa wykładania racji, mówiono o tym, że zbyt mało ukazywano racji drugiej strony, ale trzeba pamiętać, że akcja tego filmu rozgrywa się w czasie niezmiernie trudnym i złożonym. Miałem trochę pretensji do Pana Grzymkowskiego i Pana Wionczka, bo wydaje mi się, że podjęcie tego tematu po 5–6 latach to było nieco za późno, bo inne byłyby reakcje, gdyby sprawy te były poruszane na bieżąco. Wiadomo, że jest to okres niezmiernie gorzkich przeżyć i że każdy ma swój osobisty stosunek do tych spraw, bo to był młyn, w jakim się znaleźliśmy. Muszę przyznać, że raziły mnie pewne sprawy, które potraktowałbym jako nadmierne uproszczenia. Wydaje mi się, że było to wynikiem tego, że reżyser chciał pokazać rzeczywiście wszystkie sprawy, jakie wówczas miały miejsce, i to było przyczyną zrealizowania niektórych scen, których w scenariuszu nie było. Przykładem tego jest ta historia z radiostacją. Co prawda czytałem scenariusz kilka miesięcy temu, ale wydaje mi się, że tej sceny nie było. (Reż. Wionczek: Ma Pan rację.)

Inne znów sprawy nie są tak dobrze czytelne dlatego, że zostały podane w zbyt wielkim skrócie. Uważam, że byłoby dobrze, gdyby wzięli realizatorzy wzięli pod uwagę głosy w dyskusji, niektóre uwagi, bo co prawda powiedziałem o tym, że niektóre sprawy zostały podane w zbyt wielkim skrócie, ale inne znów nadmiernie zostały rozwleczone i w tym wypadku nie byłoby gorzej dla filmu, gdyby został on pozbawiony tych dłużyzn. Ze swej strony chciałem pogratulować.

Decyzja o przyjęciu filmu Czas nadziei i przyznaniu mu pierwszej kategorii artystycznej. Źródło: Archiwum FINA

dyr. Schönborn

Chciałbym podsumować dyskusję, która przybrała inny obrót po wypowiedzi Pana Poręby i Pana Wionczka, bo z nich wynikało, jakby film był przyjęty na kolaudacji niezbyt przychylnie. Wydaje mi się, że film przyjęty został w sposób bardzo ciepły, ale nie można odmawiać dyskutantom prawa do podzielenia się uczuciami niedosytu. Chciałem powiedzieć – wbrew temu, co mówił tu Pan Wionczek – że jest to film ważny i potrzebny, ale byłbym przeciwny temu, aby utożsamiać słowo „potrzebny” ze słowem „utylitarny”, bo tego nikt nie mówił. To jest film bardzo potrzebny władzom, to jest film bardzo potrzebny społecznie z wielu powodów i poprzez telewizję będzie on miał niezwykle szerokie dotarcie do odbiorców, o tym jestem przekonany. Jest to materiał filmowy nie tylko ważny z punktu widzenia dnia dzisiejszego, ale i przyszłości. Co do tego są przekonani wszyscy znajdujący się na tej sali. Po obejrzeniu tego filmu nasunęły się refleksje i jest to zrozumiałe, bo refleksje szczególnie towarzyszą bolesnym przeżyciom, które są związane z tamtym okresem. W tym sensie jest to film potrzebny i należy tę jego potrzebę rozumieć w sensie duchowym.

To jest film ważny, o czym mówił Pan Jesionowski, bo mówi on o niezwykle trudnych przedsięwzięciach natury politycznej, ale na pewno przekazanie poprzez sztukę tej rzeczywistości nie było i nie jest rzeczą łatwą, tym bardziej że ta rzeczywistość była niezwykle złożona, była unurzana w rozmaitych racjach politycznych i społecznych. Ponieważ jest to okres, który przeżyliśmy niezwykle mocno, ponieważ każdy z nas wiąże go z subiektywnymi emocjami, więc jest zupełnie zrozumiałe, że film o tamtym okresie będzie budzić uczucie niedosytu, bo każdy z nas miał nadzieję, że dowie się czegoś więcej o tamtych czasach, a więc może się rodzić właśnie z tego powodu uczucie niedosytu, bo nasze oczekiwania były jeszcze większe. Tym niemniej film ten jest poważnym krokiem na drodze do jeszcze doskonalszego pokazania tamtej rzeczywistości. I o tym była mowa. Nikt nie mówił, że jest to dzieło doskonałe, ale wszyscy wyrażali zadowolenie z powodu powstania tego filmu. Również chciałem wyrazić uczucie mego zadowolenia z tego tytułu, że ten film powstał, ale jednocześnie zgłosić swój pewien niedosyt, bo z pewnością wynika on nie z jakości filmu, ale z sytuacji, o jakiej mówi. Były tutaj uwagi odnośnie różnych spraw, ale były to wszystko uwagi nacechowane życzliwością i jestem przekonany, że zarówno reżyser, jak i kierownictwo zespołu wezmą sobie te uwagi do serca.

Doskonale rozumiem napięcie reżysera, ale chciałem zwrócić uwagę na ciekawe zjawisko, jakie ma miejsce w naszej kinematografii, a mianowicie, że powstają filmy wspólnie realizowane przez kinematografię i telewizję. I dotyczy to nie tylko pojedynczych filmów, ale również seriali. Uważam, że jest to zjawisko bardzo korzystne, że w przyszłości powstawać będzie coraz więcej filmów w drodze współpracy kinematografii i telewizji.

Jak słyszeliśmy w dyskusji, ma powstać następna część tego filmu i sądzimy, że jest to w pełni uzasadnione i celowe. Nie wiem, czy na tej trzeciej części te filmy się zakończą. Niewątpliwie są to propozycje, które można traktować jako zapis naszej rzeczywistości poprzez losy określonej rodziny. Sądzimy, że właśnie ten rodzaj filmu może spotkać się z szerokim odbiorem nie tylko w kinie, ale i w telewizji. To, co nastąpiło, jest istotne w naszych wzajemnych stosunkach.

Oczywiście film przyjmujemy.

Dziękuję bardzo.

  1. Komisja kolaudacyjna filmów fabularnych. Stenogram, protokół 1985–1986, Archiwum Akt Nowych, Zespół Naczelnego Zarządu Kinematografii, sygn. 5/24, k. 324–349. Zachowano oryginalną pisownię i gramatykę. Transkrypcja: Jarosław Grzechowiak.

  2. Jerzy Schönborn (1932–2007) – krytyk filmowy, dyrektor Departamentu Programowego Naczelnego Zarządu Kinematografii.

  3. Bronisław Gołębiowski (1933–2019) – profesor socjologii, wykładowca i członek władz Uniwersytetu Warszawskiego.

  4. Henryk Jankowski (1929–2004) – profesor filozofii, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego.

  5. Jerzy Jesionowski (1919–1992) – pisarz, działacz Związku Literatów Polskich.

  6. Marian Jurek (zm. 1987) – pułkownik Wojska Polskiego, oficer Głównego Zarządu Politycznego WP.

  7. Wanda Jakubowska (1907–1988) – reżyserka i scenarzystka filmów fabularnych.

  8. Stanisław Kuszewski (1929–2009) – dziennikarz, redaktor telewizyjny, pracownik naukowy Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy Komitecie Centralnym PZPR.

  9. Wacław Lang – pułkownik Wojska Polskiego.

  10. Krzysztof Majchrowski (1929–2000) – pułkownik Milicji Obywatelskiej, wicedyrektor Departamentu III Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

  11. Bohdan Poręba (1934–2014) – reżyser, scenarzysta, kierownik artystyczny Zespołu Filmowego „Profil”.

  12. Jan Rybkowski (1912–1987) – reżyser i scenarzysta filmów fabularnych.

  13. Lech Wieluński – dziennikarz filmowy, redaktor naczelny tygodnika „Ekran”.

  14. Zygmunt Wiśniewski (zm. 2019) – kierownik Działu Produkcji Filmów Telewizji Polskiej.

  15. Roman Wionczek (1928–1998), reżyser filmów dokumentalnych i fabularnych, scenarzysta.

30 stycznia 2022