"Pleograf. Historyczno-Filmowy Kwartalnik Filmoteki Narodowej", nr 1/2022

Z ARCHIWUM

Stenogram z posiedzenia Komisji Kolaudacyjnej Filmów Fabularnych w dniu 22 czerwca 1984 r.



DOI: 10.56351/PLEOGRAF.2022.1.10

Archiwum FINA, Zbiór Archiwaliów, Stenogram z kolaudacji A-344 poz. 366. W przedstawionym tekście dokonano jedynie niewielkich zmian interpunkcyjnych i ortograficznych, nie ingerowano w tkankę składniową i językową zawierającą błędy i potknięcia charakterystyczne dla wypowiedzi ustnych.

Transkrypcja: Adam Wyżyński

Piotr Szulkin, O – bi, O – ba. Koniec cywilizacji, Autor: Renata Pajchel. Prawa: WFDiF /po Studiu Filmowym „Zebra”/

Obecni:

V-Min Bajdor[2]

Dyr. Boniecki[3]

Ob. Burski[4]

Reż. Domaradzki[5]

Red. Gazda[6]

Tow. Janik[7]

Prof. Jankowski[8]

Prof. Jackiewicz[9]

Mjr Jurek[10]

Tow. Kasak[11]

Red. Klaczyński[12]

Płk Lang[13]

Reż. Majewski[14]

Reż. Morgenstern[15]

Reż. Sass-Zdort[16]

Reż. Szulkin[17]

Ob. Trepczyński[18]

Red. K.T.Toeplitz[19]

Ob. Machwitz[20]

Na porządku dziennym: omówienie filmu p.t. O-bi, O-ba[21] zrealizowanego przez reż. P. Szulkina w Zespole „Perspektywa”.
Przewodniczy – Vice Minister Bajdor

Przewodniczący:

Rozpoczynamy dyskusję nad filmem kolegi Szulkina. Rozumiem, że nie będę musiał zachęcać do zabierania głosu.

Red. Klaczyński:

Jestem pod ogromnym wrażeniem tego filmu. Myślę, że rzadko kiedy robi się na świecie w tej chwili widowiska fantastyczne o takim zapleczu myślowym. W tym filmie mamy ogromny podkład myślowy, bo nawet jeżeli zakładamy, że to jest jakiś mit, to on został rozpisany na charaktery, na ludzkie postawy, na sytuacje. Na pewno jest to historia bardzo trudna do scharakteryzowania, ale sądzę, że mamy do czynienia z pewnym zjawiskiem na skalę światową i w nim uczestniczymy. Dlatego chciałbym złożyć bardzo serdeczne gratulacje Panu Szulkinowi, który tak dobrze się czuje jako reżyser w świecie fantazji. Moje wahanie jednak polega na tym, że to jest film, który w rozmaity sposób można interpretować i ta moja uwaga dotyczy losów tej społeczności. Na pewno to nie są losy takie, które są ukazywane seryjnie, aczkolwiek mamy tutaj do czynienia z atmosferą katastrofizmu, ale tu jest znacznie więcej, niż sama katastrofa.

Ob. Trepczyński:

Niewątpliwie jest to film niezwykle interesujący, wykraczający poza stereotypy, mówiący o indywidualnych postawach, a zarazem mówiący o zagładzie cywilizacji i o tym, czego możemy się spodziewać w przypadku katastrofy nuklearnej. Trzeba sobie powiedzieć, że jest to film o wiele bardziej ambitny niż szeroko propagowany film The second day after[22], przekracza on swoim wymiarem myślowym ten film tak szeroko reklamowany. Niewątpliwie jest to film mówiący o końcu naszej cywilizacji, o następstwach wojny nuklearnej i trzeba powiedzieć, że świetnie została zrobiona nie tylko scenografia, ale i muzyka.

Miałbym jednak jedną pretensję do reżysera, dlatego że w znanych mi filmach o tej tematyce widzowi reżyser pozostawiał zawsze jakąś nadzieję, natomiast nasza kinematografia przedstawia film, który jest kompletnie pesymistyczny. Czy to jest słuszna decyzja? Nie wiem i to już jest ocena innego typu, ale w każdym razie odebrałem ten film w ten sposób, że nie daje on żadnej nadziei, jeżeli chodzi o tematykę postnuklearną. Z tego punktu widzenia miałbym pretensję do autora, że tak ten film pomyślał, bo wydawało mi się, że jednak będzie on budzić nadzieje ze względu na postać głównego bohatera, który charakteryzuje się aktywnością społeczną. Dlatego w tej sytuacji uważam, że należałoby się jednak zastanowić nad tym, że reżyserzy podejmujący te tematy w innych kinematografiach starali się znaleźć jakieś drogi wyjścia sytuacji, która zdawałoby się, że nie daje żadnych nadziei ludzkości. To byłaby sprawa najważniejsza i dotyczy ona filozofii tego filmu. Zabrakło mi jakichś prób uratowania ludzkości i dlatego nie przemawia do mnie też koncepcja aktywności bohatera, bo orientuję się, że nie przynosi ona rezultatów pozytywnych. Toteż z tego punktu widzenia przy ocenie ideologicznej filmu miałbym pewne pretensje.

Trzeba sobie jednak powiedzieć, że sytuacje w tym filmie i poszczególne postaci nie zostały potraktowane abstrakcyjnie i dlatego można też powiedzieć, że jest to film o mechanizmach władzy, można uznać, że jest to film, który w sposób perfidny nasuwa wiele refleksji. Jeżeli to nie będzie film „The second day after”, to w takim razie będzie to film o czymś innym, ale raczej byłbym skłonny przyjąć stronę myślową w kontekście katastrofy nuklearnej, ale wtedy poczuję się zastraszony.

Jeżeli chodzi o to drugie dno, czy też ten drugi film mówiący o mechanizmach władzy, to rzeczywiście jest on niezwykle ambitny i można pogratulować autorowi, że sięgnął po te mechanizmy władzy, działające w ludzkiej zbiorowości.

Jestem zdania, że jest to film bardzo polski, bo nasuwa on wiele refleksji związanych z naszymi przeżyciami, z naszą historią, bo równie dobrze miejsce akcji można potraktować jako getto, czy też jako obóz koncentracyjny i takie porównania bardzo silnie tkwią w świadomości naszego społeczeństwa, a wtedy okaże się, że film ten nie ma nic wspólnego z tematyką katastrofy atomowej. Jak powiedziałem – to jest film bardzo polski i przyznając, że jest to film z gatunku science fiction, to jednak jego filozofia jest bardzo nam bliska i z tego punktu widzenia to wszystko, co dzieje się na ekranie jest warte odnotowania. W sumie jest to film, który można zaprezentować jako dobrą naszą wizytówkę.

Prof. Jackiewicz:

Ja się z Panem Ministrem nie zgadzam. Naturalnie to są żarty, ale nie zgadzam się z tym wydźwiękiem pesymistycznym filmu, bo odebrałem go zupełnie inaczej i bałbym się innego zakończenia. Chciałbym mówić o filmie w płaszczyźnie gatunku science fiction. Nie wiem, czy można pokusić się o nutę optymizmu, kiedy mamy świadomość, że po wybuchu bomb nuklearnych nic na świecie nie pozostanie, a więc jakżeż można mówić o próbie wyjścia z tej sytuacji. Przecież to byłoby absurdem. Natomiast zgadzam się z reżyserem, że można pokazać takie życie zbiorowości w jakichś wyizolowanych warunkach i w danym wypadku te warunki stwarza ta pękająca kopuła. Jednak uważam, że uciekanie się do nuty optymizmu w przypadku tej tematyki jest sprawą drugorzędną.

Traktuję ten film jako bardzo wybitne dzieło i wydaje mi się, że Pan Szulkin zaczął swoją drogę filmową bardzo źle, ale teraz kroczy po bardzo dobrej drodze. To jest interesujące dzieło i nawet jeżeli uznamy, że jest to bajka, to jest ona bajką niezwykle dojrzałą, zbierającą wiele pokładów myślowych, a ich odszukanie zależy od wrażliwości widza. Wydaje mi się, że to nie jest film, który można byłoby podzielić na warstwę science fiction i na warstwy głębsze, bo są tutaj rzeczywiście bardzo różne pokłady, ale są one ze sobą bardzo ściśle powiązane i zależy ich odbiór od samego widza, bo może być taki widz, który przyjmie tylko do wiadomości warstwę baśniową, mityczną. Zrobiłbym takie porównanie i wydaje mi się, że jest ono sensowne, że na ten film można patrzeć tak, jak na dzieła Chaplina, bo inni zobaczą w nich głębokie warstwy ludzkie, filozoficzne, a inni zobaczą tylko burleskę.

Bałbym się podchodzić do tego filmu jako do tematu traktującego o wojnie nuklearnej i o tych, którym po wybuchu nuklearnym udało się przetrwać. Tu chodzi o znacznie większe sprawy, a w tym również o sprawy człowieka współczesnego, ale trudno je tutaj wyartykułować, bo wielu rzeczy należy się domyślać i je przeżywać, bo nie można wszystkiego do końca ujawnić. Nie czułbym się na siłach przeprowadzać teraz analizy tego filmu, ale równie dobrze można powiedzieć, że jest to historia o rozkładzie świata, jak też można to potraktować podobnie, jak do tego tematu podszedł Stalke[23] Jeżeli chodzi o grę aktorską, to mógłbym ją określić tylko jako znakomitą, również znakomita jest sztuka operatorska, prowadzenie narracji i dlatego uważam, że jest to znakomity film.

Chciałbym teraz powiedzieć parę słów o sprawach nieco szerszych. Wiele mówimy o nowoczesnym kinie, mówimy o posługiwaniu się językiem ezopowym i to jest w tej chwili to samo i jest to interesujące, ale trochę inne i byłoby dobrze, żebyśmy się nauczyli operować przenośniami w stosunku do dzieł, które pokazują więcej w drodze uciekania się do metaforycznych znaków. To jest według mnie film, który mówi o dniu dzisiejszym, ale na najwyższych piętrach i dlatego wydaje mi się, że nawet nie warto tych pięter nazywać, a jest to ucieczka od współczesności. Wiadomo, że nasz dzień dzisiejszy jest tak skomplikowany, że tutaj chyba nieprzypadkowo został zrobiony taki ciekawy film, który mówi o wnętrzu ludzi, ale także mówi o naszym życiu.

Jeżeli mówię o tych najwyższych piętrach, to nie mam tutaj na myśli spraw politycznych, ale codzienność, która jest szczególna przez swoją polskość. Uważam, że takie potraktowanie tych spraw jest jedynym wyjściem dla kina i dlatego w tej chwili tu się robi jakaś szkoła, ale to nie jest szkoła filmów science fiction i nie jest przypadkiem, że w filmie Seksmisja[24] są jakieś znaki z naszej współczesności, są też te zagrożenia, ale naturalnie to jest zupełnie inny film. Dlatego wydaje mi się, że na ten film trzeba byłoby popatrzeć tego kierunku, bo nie jest to kierunek bez znaczenia i sądzę, że będzie on znajdować odbicie u młodzieży.

Red. Kuszewski:

Nasza dyskusja jest ciekawym fenomenem społecznym może na zasadzie przekroju dyskutantów, ale nie wiem, czy przez to nie jest zbyt radykalna. Uważam, że powinniśmy zmierzać do osiągnięcia równowagi. Zgadzam się, że każde przedsięwzięcie katastroficzne daje filmowi pretekst do zawiązania intrygi i mamy szereg utworów, które odbiorcy traktują jako własne dzieła, bo przydają im własną, indywidualną interpretację. Przetwarzanie utworów jest związane z pewną sumą odczuć odbiorców, ich stanów emocjonalnych pod adresem określonego dzieła. Dlatego wydaje mi się, że coraz częściej mamy do czynienia z takimi sytuacjami, kiedy budujemy własny film. To co powiedziałem jest związane z wypowiedziami moich poprzedników.

Jeżeli chodzi o ten film, to katastrofa nuklearna jest pretekstem, ale naturalnie równie dobrze można byłoby pomyśleć o innym pretekście, bo chodzi o pokazanie człowieka, czy też grupy społecznej w sytuacji wyizolowanej, w sytuacji trudnej. Odbieram ten film jako protest przeciwko apokalipsie. Jak można ocenić człowieka, który znalazł się w takiej sytuacji? Patrząc na ekran dochodzimy do wniosku, że taki człowiek, czy też cała zbiorowość tracą godność. Nie jest to rzecz nowa w twórczości i można byłoby podać szereg przykładów tego typu utworów dramatycznych, jakie powstały w ciągu ostatnich 30 lat. Jeżeli chodzi o teren naszej kinematografii, to można byłoby zacząć od Kanału poprzez Becketta, poprzez inne filmy katastroficzne. Jeżeli mamy mówić o nucie optymizmu, to trzeba sobie powiedzieć, że ludzie, którzy znaleźli się w zagrożonym środowisku zawsze starają się z niego uciec, a w każdym razie próbują takiej ucieczki. Można też mówić o ocaleniu jakichś wartości, których zachowanie kwalifikuje się do tego, aby one pozostały. Jeżeli chodzi o ładunek myślowy tego filmu, to uważam, że jest on wtórny, a dialogi wydają mi się być poniżej poprawności literackiej. Naturalnie są to moje osobiste odczucia, a ostatecznym sędzią będzie publiczność, ale bałbym się, ażeby publiczność nie powiedziała, że ten utwór stał się dla niej kulą u nogi.

Przewodniczący:

W toku dyskusji można się dzielić różnymi stanowiskami i zdania dyskutantów szanuję i cenię, ale uważam, że ta ostatnia interpretacja nie jest jedyną.

Tow. Kasak:

Przyznam się, że po projekcji filmu nie miałem zamiaru zabierać głosu. Film obejrzałem z dużą uwagą i zainteresowaniem, ale widziałbym w nim pewne niedostatki i chciałbym zadać pytania reżyserowi – za jaką postawą on się wypowiada i jakie postawił sobie zadanie robiąc ten film? Rozumiem podteksty tego filmu, ale potrzebne byłyby mi dodatkowe wyjaśnienia reżysera, ponieważ brak mi jest jakiegoś postscriptum ze strony reżysera i dopiero wtedy, po jego wysłuchaniu, próbowałbym zabrać głos.

Przewodniczący:

Reżyser będzie zabierać głos na końcu dyskusji i nie chciałbym, aby dotknęły go jakieś próby werbalizacji.

Tow. Kasak: Uważam, że jako członek Komisji Kolaudacyjnej mam prawo zadawać pytania reżyserowi.

Przewodniczący:

To jest dyskusja otwarta, na pewno dozwolone są wszelkie formy werbalizacji, jeżeli idą one w kierunku określenia artystycznych dokonań danego zjawiska. Nie jest przypadkiem, że taki film powstał, że jest to film wieloznaczny, o pewnych luzach interpretacyjnych, ale nie do wszystkich jego warstw dotrzemy w drodze werbalizacji naszych uwag. Prosiłbym o możliwie klarowne interpretacje, a w danym wypadku wiadomo, że nie wszystko uda się zwerbalizować. Chodziłoby mi o to, ażeby posługiwać się możliwie klarowną interpretacją. Czy reżyser chciałby coś powiedzieć w formie wyjaśnienia?

Red. Wieluński[25]: Mam pytanie dotyczące tytułu tego filmu. Czy ten tytuł ma pozostać? Budzi on moje zastrzeżenia.

Reż. Szulkin: Jeżeli oglądamy w innych filmach sytuacje wojenne, to orientujemy się, że coś tam umiera i to na skutek pewnej bezwładności, jaka właśnie tam panuje. Chodziło mi o ukazanie pewnych reakcji, a nie o oglądanie takich procesów.

Tow. Kasak: Czy te reakcje nic nie oznaczają?

Reż. Szulkin: To jest tak, jak udaje się Pan na pogrzeby albo na wesela i jest się wtedy ich obserwatorem. Pewnie Pan lubi pogrzeby?

Tow. Kasak: A Pan pewnie lubi wesela?

Reż. Szulkin:

Gdybym lubił wesela, to zrobiłbym inny film. Dlaczego film nosi nazwę O-bi O-ba? Wynikło to z przyczyn szalenie osobistych, ale to jest tytuł pozbawiony jakiegokolwiek znaczenia.

Wyjaśnienia Piotra Szulkina tyczące się scenariusza filmu O-bi, o-ba: Koniec cywilizacji . Źródło: Archiwum FINA

Przewodniczący: Jeżeli dodamy do tego Gu-Gu[26], to już układa sią to w pewien ciąg.

Reż. Szulkin:

Obi-Oba – tak śpiewają dzieci. Jak powiedziałem – to jest bardzo osobisty tytuł. Zdaję sobie sprawę z tego, że Pana orientacja inaczej widzi umieranie.

Tow. Kasak:

To nie znaczy, że Pan pochwala brak aktywności, brak reakcji, ale jest tu pewien niedosyt i prosiłbym, ażeby te sprawy Pan wyjaśnił, bo przesłanie filmu doskonale rozumiem.

Reż. Szulkin: Powiem Panu wyraźnie, że tak czy inaczej nie chcę umierać.

Red. Klaczyński:

Na miejscu reżysera nie dawałbym się nabierać na interpretację własnego filmu, bo to co on miał do powiedzenia, zostało już na ekranie powiedziane. Ponieważ Towarzysz Kuszewski wystartował z zupełnie odmiennej ode mnie pozycji, więc chciałbym powiedzieć tu parę słów. No cóż – jeżeli mówimy nawet o elementach prawdy politycznej, czy o polityce, to nie jest powiedziane, że działania mają kierunek wyłącznie racjonalny. Jeżeli nawet powiemy sobie, że przegrywamy wtedy, jeżeli umieramy, to zarazem jest w tej przegranej coś irracjonalnego. Jednym z kluczy do interpretacji tego filmu jest taki, na ile i dlaczego powinniśmy być szczerzy. Przecież bohater tego filmu próbuje w jakiś sposób uratować tę społeczność i on w te swoje działania wierzy i dlatego nie można tutaj przykładać tylko miary działań racjonalnych, bo one mogą być wsparte działaniami irracjonalnymi. Występuje tutaj zarówno element wiary i nadziei i dlatego ma to znaczenie humanistyczne.

Te wydarzenia nie dotyczą tylko jednej i to bardzo określonej historii, rozgrywającej się w ramach konkretnego społeczeństwa. Mamy natomiast wiele sytuacji podobnych, wiele przykładów, kiedy społeczeństwa znajdują się w stanie krańcowego zagrożenia. To jest film o zagładzie i równie dobrze może to być zagłada atomowa, jak i nieatomowa. Powiedziałem o jednym z motywów, który w sposób oczywisty narzuca się widzowi, nie mówiąc już o rozmaitych sprawach rozpisanych na problemy psychologiczne, na sprawy indywidualne, na sprawy władzy, ale mimo że te sprawy występują, to nie jest w żadnym wypadku film psychologiczny.

Jeszcze jedna uwaga o charakterze kolaudacyjnym. Na pewno do tego filmu wszyscy mamy stosunek ogromnie osobisty, ale ten tytuł nie jest dobry i przyznam się, że do tego stopnia na mnie wpływał, że z niechęcią szedłem na tę kolaudację,

Prof. Jankowski:

Nie zamierzałem zabierać głosu w pierwszej turze dyskusji, bo podzielam głosy pierwszych dyskutantów, a szczególnie bliski mi jest głos Profesora Jackiewicza, a więc nie chciałbym powtarzać tych argumentów, ale zgadzam się, że jest to film, do którego każdy widz ma stosunek bardzo osobisty. Jeżeli nawet pewne sprawy odbiera się z mieszanymi uczuciami, to fakt ten wypływa z konkretnych przesłanek. Nie można w tym przypadku mówić o stosowaniu jakichś standardów oceny, a już w żadnym wypadku nie może to dotyczyć oceny ideologicznej, chociaż są to sprawy ważne z pewnych powodów. Oczywiście można byłoby sobie wyobrazić film na ten temat, którego interpretacja sprowadzałaby się do zagadnień ściśle ideologicznych. Sądzę, że jednak gdyby w tym kierunku poszedł reżyser, to jego film zostałby przez widzów wygwizdany. Nieprzypadkowo rzecz się dzieje po zagładzie atomowej, a wtedy zmieniło się wszystko, a więc zmienił się również i ideologiczny punkt widzenia, wpłynęła na to ta totalna zagłada i od tego momentu wszystko zaczyna się od nowa, a więc można założyć, że z tego punktu widzenia zagadnienia ideologiczne dla pewnych osób działających w tej społeczności są najważniejsze. Trzeba jednak zastanowić się nad tym – kto pierwszy zaczął wojnę nuklearną i to jest dla mnie najważniejsze. Przełożenie tego wszystkiego na czas po zagładzie atomowej jest nieporównywalne z innymi filmami katastroficznymi.

Ten film jest tak skonstruowany, że przewija się problem śmierci, bo i tak wiadomo, że każdego czeka śmierć, a więc jest to jakimś momentem ostatecznym i dlatego reżyser koncentruje się na pewnych zachowaniach wobec zbliżającej się śmierci i to zachowaniach poszczególnych osobników tej społeczności i to jest dla mnie sprawa dużej wagi.

Druga kwestia dotyczy tego elementu optymizmu. W moim przekonaniu optymizm nie jest tym najbardziej potrzebnym elementem, ale ułatwia on odbiór takiego filmu i przyczynia się do odbioru pewnych spraw wprost. Zależy nam zawsze na tym, aby każde dzieło sztuki oddziaływało i to oddziaływało najbardziej skutecznie, ale sądzę, że sztuka ma prawo oddziaływać nie bezpośrednio, ale również pośrednio i dlatego patrząc na ekran każdy może wyrobić sobie własny sąd i w tym sensie uważam, że to jest film, z którego każdy będzie wyciągać wnioski i to wnioski mu najbliższe i w żadnym wypadku nie można mówić, że jest to wadą realizacji tego filmu. Mówiąc o wyciąganiu wniosków, będą one uzależnione od postawy danego człowieka, jak też od zasobu posiadanych przez niego informacji i to nie tylko o sztuce filmowej. Można w tym wypadku mówić o odautorskiej interpretacji na skutek właśnie takiej a nie innej materii filmowej. Uważam, że nawet można uznać, że jest to film filozoficzny i to bardzo interesujący od tej strony, bo rozlicza się on nie tylko z jakąś określoną sytuacją, ale również z ludzkimi postawami, wywołanymi przez tę sytuację katastroficzną. Uważam, że warto pogratulować reżyserowi takiego filmu.

Plakat filmu O-bi, o-ba: Koniec cywilizacji. Autor: Franciszek Starowieyski. Źródło: Gapla

Ob. Machwitz:

Patrząc na ekran przypominało mi się jedno z opowiadań Norwida, które było poświęcone sprawom katastroficznym, sprawom dotykającym całej ludzkości, jej zagrożenia, a zarazem i tam była mowa o sprawach humanizmu. Nie wiem, czy to było świadome, czy nieświadome, ale aluzje do tego opowiadania Norwida są niewątpliwe, jest tu dość daleko idąca zbieżność. W dyskusji poruszono sprawę nuty optymizmu, nadziei i nie wiem, czy nie miałoby to wydźwięku z poezji artystowskiej, bo widzimy tutaj określoną społeczność, która znalazła się w kotle, której grozi w każdej chwili zagrożenie. Uważam, że film jest cenny poprzez ukazanie rozmaitego typu zagrożenia. Trzeba też powiedzieć, że jest to zagrożenie tego typu, w jakim znajduje się ludzkość na co dzień i jest to zagrożenie również typu ekonomicznego, jak też typu ekologicznego i przez to uważam, że w taki sposób ukazane te zagrożenia powodują przekonanie, że jest to film bardzo współczesny.

Jest to film niewątpliwie o umieraniu, o końcu ludzkości i reżyser nie daje nam żadnej nadziei. Oczywiście potrzebne byłyby inne zabiegi, gdybyśmy chcieli, aby film miał wydźwięk optymistyczny, ale takie podejście do sprawy jest według mnie bardzo cenne, bo jest to działanie wstrząsowe, jest w tym katharsis, uświadomienie sobie zagrożenia, które niesie w sobie cywilizacja. Jeżeli zakładamy, że film jest o eschatologii zbiorowej, to i tak jest to bardzo cenne, bo jest to niewątpliwie nowe słowo w tym zakresie ze strony naszej kinematografii.

Chciałbym też dodać, że według mnie film jest niezwykle spójny, odczuwamy to, że ci, którzy biorą udział w tej sytuacji, cierpią na klaustrofobię i o tym świadczy gra aktorów. Na podkreślenie zasługuje spójność gry aktorów z warstwą myślową tego filmu i to jest jego ogromną zaletą, a nawet poszedłbym dalej i stwierdził, że w kinematografii jest to rzadkością i chciałbym zwrócić uwagę obecnych na warstwę myślową tego filmu, bo to jest przede wszystkim powodem, dla którego jestem wielkim zwolennikiem tego filmu i gotów jestem go bronić.

Przewodniczący; Na razie nie ma przed kim bronić.

Ob. Trepczyński:

Profesor Jankowski, którego bardzo cenię, zakwestionował stronę ideologiczną filmu, ale mówił o jego filozofii, ale nie wiem, czy w gruncie rzeczy nie mówimy o tej samej sprawie i czy ta filozofia nie jest ściśle związana z warstwą ideową filmu. Z wypowiedzi red. Kuszewskiego wynikało, że reżyser kładzie akcent na zachowanie się ludzi, którzy znaleźli się [w] tej bardzo określonej sytuacji i trzeba sobie powiedzieć szczerze, że ci ludzie zachowują się jak szczury.

Przewodniczący:

Rzeczywiście ta zbiorowość jest pokazana okrutnie i można się pokusić o to, że można ją przyrównać do stada szczurów, ale zwracam uwagę na bohatera, który niewątpliwie jest nosicielem wyższych cech.

Ob. Trepczyński

Nie mam zastrzeżeń, że autor nie ma prawa w taki sposób ukazywać zbiorowości, która znalazła się w obliczu zagłady i w tym tkwi głęboka prawda, ale z drugiej strony nie można nam odmówić prawa do niepokoju i dlatego chcemy się nad tymi sprawami zastanowić.

Red. Klaczyński: Chciałem przypomnieć, że Borowski opisywał też określoną rzeczywistość i tym niemniej była to rzeczywistość okupacyjna.

Reż. Szulkin:

Myślę, że nie będę miał wiele do powiedzenia, bo poza nielicznymi wyjątkami głosy były w dyskusji zgodne, a jedynie Pan Kasak spowodował jakieś żywsze reakcje. Zrozumiałem wypowiedź Pana w ten sposób, że oprócz bohatera wszystkie inne postacie filmu są negatywne. Nie wiem, czy tak jest rzeczywiście, ale każda z tych postaci jest nosicielem swoich racji. Film jest o tym, że rzeczywiście w pewnych sytuacjach i z pewnych określonych względów te postacie dramatu mają swoje cele, mają swoje kwestie i nawet chcą działać z ich punktu widzenia racjonalnie. Przecież w tej zbiorowości są ludzie, którzy chcą walczyć i weźmy pod uwagę to, że oni już przez pewien czas znajdują się w tym zamkniętym środowisku i dlatego tak jaskrawo dochodzą do głosu ich cechy. Jeżeli powiedziałem, że każda z tych postaci ma określone motywy, jakimi się kieruje, to sądzę, że nie byłyby to postawy reprezentatywne, gdyby występowały tylko postacie negatywne. Starałem się zbudować film taki, który wskazywałby na to, że nawet w momentach bardzo tragicznych każdy ma swoje subiektywne racje i nimi się kieruje, i to było dla mnie szalenie ważne.

Ob. Trepczyński:

Gdybyśmy w ten sposób podchodzili do wszystkich postaci grających w filmach, to moglibyśmy ukazać postacie SS-manów i wskazać na to, że i oni mieli swoje racje.

Reż. Szulkin:

Wydaje mi się, że nasza dyskusja wkracza na tematy egzystencjalne, a mnie chodziło o sprawy stosunkowo proste i zrozumiałe dla każdego odbiorcy, że każdy ma swoje racje i nimi kieruje się w życiu.

Przewodniczący:

Ten fragment dyskusji świadczy o tym, że taki obraz może być przykładany do każdej społeczności, a nie tylko do naszej. Ten fragment dyskusji jest mocniejszym sygnałem, świadczącym o reakcjach odbiorcy, bo nie tylko chodzi o losy indywidualne, ale jest w tym jakieś drugie dno, które ma ogromne znaczenie.

Reż. Szulkin:

Była w dyskusji mowa na temat odbioru tego filmu. Nie łudźmy się, że widownia zgrupowana na tej sali jest w jakiejś mierze widownią reprezentatywną i o tym przekonałem się w momencie prezentowania widzom moich filmów. Rzeczywiście podejście do filmu tak zwanych przeciętnych widzów jest szalenie różne. Jestem przekonany, że 90% odbiorców będzie się interesowało przede wszystkim tym, czy ta kopuła pęknie, czy nie. Trzeba powiedzieć, że sprawa tej kopuły jest ściśle związana z warstwą nuklearną.

Po co ten film zrobiłem? Tak – zrobiłem go z pozycji szczura i są sytuacje, kiedy każdy z nas czuje się takim szczurem, który jest w pewnych procesach przedmiotem działania, a nie podmiotem, który nie może zapobiec pewnym procesom, ani wpływać na ich przebieg. Jeżeli nawet zrobiłem ten film, mając takie uczucie, jakie zademonstrowałem, to jednak wydawało mi się, że jest w tym wszystkim jakaś nadzieja. O czym jest ten film? Właśnie o tym, że musi być ta nadzieja i w danym wypadku jest ona symbolizowana przez arkę, która przyjedzie i zabierze tych wszystkich, którzy znaleźli się w tym dziwnym pomieszczeniu pod kopułą. Jeżeli mamy mówić o nadziei, to ona musi być oparta na czymś realnym, ażeby ludzie do czegoś mogli wyciągać ręce i ażeby sami sobie podawali ręce. Jeżeli widz wyjdzie po seansie tego filmu i zastanowi się nad tym, czy on nie jest jednym ze szczurów, czy właśnie nie trzeba być aktywnym, działać, a zarazem mieć jakąś nadzieję, to powiem sobie, że film odniósł skutek.

Decyzja o przyznaniu filmowi O-bi, o-ba: Koniec cywilizacji I kategorii artystycznej. Źródło: Archiwum FINA

Przewodniczący:

Czy ktoś jeszcze chciałby zabrać głos? Jeżeli nie, to pozwolę sobie dodać do tej dyskusji parę zdań. Chciałbym się też do paru rzeczy ustosunkować i myślę tutaj o sprawach poruszonych w dyskusji. Według mnie to nie jest film werystyczny. Nie jest najważniejsze, czy rozgrywa się on w konwencji realizmu, czy też nie bazuje na realizmie, a na konwencji science fiction. Film jest oparty na świadomym założeniu, bazuje na formule przypowieści, to jest rodzaj hipotezy w kostiumie fabularnym na temat tego, co byłoby, gdyby nastąpiła zagłada nuklearna. Oczywiście film tego gatunku może być rozmaicie odbierany, ale na pewno nie jest to The second day after i nawet nie można tutaj mówić o tym, że występują jakieś sceny, które nasuwałyby tego rodzaju podobieństwo.

Jestem z całym uznaniem dla Seksmisji, ale to jest rodzaj konfekcji. W tym przypadku dywagacje na temat pesymizmu czy optymizmu wydają się być dość jałowe. Patrząc na ekran w kategoriach prognostycznych, pochwalając aktywność bohatera, wolałbym jednak, ażeby film ten zawierał większą dozę nadziei, ażeby na te tematy mówił w sposób bardziej dostępny, bo nawet o sprawach tego rodzaju można byłoby mówić per negatione. Nie uczestniczyłem co prawda w wielu kolaudacjach w tym roku, bo byłem chory, ale parę filmów widziałem przed swoją chorobą, a resztę obejrzałem po chorobie i wydaje mi się, że weszliśmy w ten rok jeżeli nie ze złą, to na pewno z niedoskonałą kartą twórczości i dlatego co byśmy nie powiedzieli o tym filmie, to jednak trzeba stwierdzić, że na tle tegorocznej produkcji on się wyróżnia.

Przyłączałbym się do tych głosów, które wyrażały entuzjazm, a nawet gdyby przyjąć pewne problemy sceptycznie, to jednak w tym wypadku jest o czym mówić, jest to film na pewnym poziomie, jest to pewna spójna wizja, która nie wiem, czy będzie przemawiać do dużego grona publiczności, ale występują tutaj też problemy realistyczne, a nawet nie wiem czy nie praktyczne i mam tutaj na myśli sprawę pęknięcia, czy też nie pęknięcia tej kopuły. Poza tym jestem zdania, że spora część widowni na ten gatunek filmowy reaguje dość silnie. Jest to niewątpliwie film ambitny, chociaż tego rodzaju określenie jest często nadużywane, ale wyczuwa się, że film został zrealizowany przez reżysera, który jest indywidualnością i dlatego ta jego inność powinna być przez nas potraktowana jako niewątpliwy walor przy ocenie tego filmu.

Od początku rozumiemy, że celem filmu było ukazanie pewnej zbiorowości społecznej i wydawało nam się, że będzie to film nadmiernie monotonny, że będą dochodziły do głosu w nim elementy schematyczne, a tymczasem z zainteresowaniem patrzymy na ekran, obserwując postawy poszczególnych bohaterów, a jeżeli chodzi o głównego bohatera, to jest on postacią walczącą i ta jego walka sprowadza się do odrobiny optymizmu w ludzkich odczuciach. Cała walka bohatera polega na tym, ażeby nie zatracać ludzkiej godności i to jest ta filozofia filmu i sądzę, że taka filozofia jest w pełni prawomocna.

Naturalnie każdy po obejrzeniu filmu może sobie różne rzeczy dopowiedzieć i dotyczy to również tego mitu arki. Jest on jakimś punktem wyjścia w tym momencie, kiedy cała ta zbiorowość czuje zagrożenie. Być może, że to jest motywacja irracjonalna, że jest to hipoteza błędna, ale te pewne elementy motywacyjne mają w sobie podtekst realistyczny. Jeżeli chodzi o tę zbiorowość, to ona znalazła się w jakimś monstre obozie koncentracyjnym i tu się nasuwa pewna suma skojarzeń typu socjologicznego.

Natomiast wydaje mi się, że niewątpliwym walorem poznawczym tego filmu jest spójność tej wizji. Można dyskutować, że przy okazji tej wizji można sobie pewne rzeczy dopowiadać, nie jest ta wizja wolna od skojarzeń od strony poznawczej, ale na pewno zapewnia ona autentyczne powody do myślenia. Jeżeli tę wizję przełożymy na język znaczeniowy, to przekonamy się, że aktywność bohatera tutaj pokazana jest przy pomocy motywacji irracjonalnych, bo orientujemy się wszyscy, że nie ma wyjścia z tej sytuacji, że trzeba szukać go gdzie indziej, ale jest pytanie – gdzie? Są tu jakieś sygnały i dlatego wydaje mi się, że stawianie takich pytań jest w pełni uprawomocnione przez sztukę. Nawet jeżeli uznamy, że widz wyjdzie z kina zaszokowany, to nie budzi ten fakt mojej dezaprobaty, ale część publiczności znajdzie w tym filmie rzeczy ciekawe i dlatego uważam, że jest to propozycja ekranowa stosunkowo rzadko oglądana na tej sali.

Także myślę, że po tych znakach zapytania, czy zastrzeżeniach, można dojść do wniosku, że z jednej strony – występuje zjawisko pewnej manipulacji, że pewne sprawy są zarysowane może zbyt jaskrawo, ale z drugiej strony – ta zbiorowość rzeczywiście nasuwa porównanie ze szczurami i dlatego jest w tym coś uniwersalnego. Nie stało się nic złego, jeżeli uświadomimy sobie, czym jest zbiorowość w momencie zagrożenia, katastrofy. Jest to bardzo silna wizja ukazana w tym filmie i zdarza się to na tej sali tylko od czasu do czasu, bo nieczęsto z tego rodzaju doświadczeniami mamy do czynienia. Dlatego chciałbym podziękować za film, który przyjmujemy. Dziękuję Państwu. I do zobaczenia w poniedziałek na kolaudacji filmu Pana Zanussiego.

  1. Archiwum FINA, Zbiór Archiwaliów, Stenogram z kolaudacji A-344 poz. 366. W przedstawionym tekście dokonano jedynie niewielkich zmian interpunkcyjnych i ortograficznych, nie ingerowano w tkankę składniową i językową zawierającą błędy i potknięcia charakterystyczne dla wypowiedzi ustnych. Transkrypcja: Adam Wyżyński.

  2. Jerzy Bajdor (1933) – Podsekretarz Stanu odpowiedzialny za kinematografię w Ministerstwie Kultury i Sztuki w latach 1983-1989.

  3. Roman Boniecki – dyrektor Zjednoczenia Rozpowszechniania Filmów w latach osiemdziesiątych.

  4. Juliusz Burski (1933-1990) – reżyser filmowy, teatralny i radiowy, scenarzysta. Kierownik literacki Zespołu Filmowego Perspektywa w latach 1978-1989. Przewodniczący Komitetu Kinematografii w latach 1989-1990.

  5. Jerzy Domaradzki (1943) – reżyser, scenarzysta.

  6. Janusz Gazda (1934) – krytyk filmowy. Szef redakcji polskich filmów fabularnych w TVP (1973-1979). Konsultant scenariuszowy Zespołu Perspektywa (1980-1983). Kierownik literacki Zespołu Rondo (1983-1986).

  7. Zygmunt Janik – Wydział Kultury KC.

  8. Henryk Jankowski (1929-2004) – profesor filozofii, etyk.

  9. Aleksander Jackiewicz (1915-1988) – krytyk filmowy, pisarz.

  10. Marian Jurek (zm. 1987) – oficer Głównego Zarządu Politycznego WP.

  11. Jan Kasak (1932) – zastępca kierownika Wydziału Kultury KC.

  12. Zbigniew Klaczyński – krytyk filmowy.

  13. Wacław Lang – przedstawiciel MON przy Naczelnym Zarządzie Kinematografii.

  14. Janusz Majewski (1931) – reżyser i scenarzysta.

  15. Janusz Morgenstern (1922-2011) – reżyser i scenarzysta.

  16. Barbara Sass-Zdort (1936-2015) – reżyserka i scenarzystka.

  17. Piotr Szulkin (1950-2018) – reżyser i scenarzysta.

  18. Stanisław Trepczyński (1924 – 2002) – polityk, dyplomata.

  19. Krzysztof Teodor Toeplitz (1933-2010) – dziennikarz, pisarz, krytyk filmowy, autor scenariuszy.

  20. Zygmunt Machwitz (zm. 2019) – wieloletni przewodniczący Polskiej Federacji Dyskusyjnych Klubów Filmowych, wykładowca.

  21. Właść. O-bi, o-ba. Koniec cywilizacji.

  22. Właść. Nazajutrz (The Day After, reż. Nicholas Meyer, 1983). Opowiada o wojnie jądrowej między USA a Związkiem Sowieckim. W polskiej telewizji film został pokazany 26 stycznia 1984 roku.

  23. Chodzi o film Stalker (reż. Andriej Tarkowski, 1979).

  24. Chodzi o film Seksmisja ( reż. Juliusz Machulski, 1983)

  25. Lech Wieluński – dziennikarz.

  26. Chodzi o przygotowywany w tamtym czasie przez Piotra Szulkina film Ga, Ga. Chwała bohaterom, 1985.

    Adam Wyżyński – filmoznawca, bibliotekarz, archiwista, historyk filmu; pracownik Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego. Współredaktor książek: Potop Redivivus i Od „Sodomy i Gomory” do „Pépé le Moko”: Film zachodnioeuropejski w polskiej prasie 1918–1939. Recenzje. Autor tekstów dotyczących polskiego kina zamieszczanych w książkach, m.in.: Kino polskie: reinterpretacje. Historia – ideologia – polityka (red. K. Klejsa i E. Nurczyńska-Fidelska), Katalog wzajemnych uprzedzeń Polaków i Rosjan (red. A. de Lazari), Historia kina polskiego (red. T. Lubelski i K.J. Zarębski) oraz w serii Polscy Krytycy Filmowi pod red. B. Giza i P. Zwierzchowski, a także w czasopismach: „Kwartalnik Filmowy Iluzjon”, „Kino”, „Zeszyty Telewizyjne”, „Film Pro”, „Images”. W 2015 roku otrzymał brązowy medal Zasłużony Kulturze – Gloria Artis. Współreżyser i reżyser filmów dokumentalnych: Piszczyk to ja, Piszczyk to Ty. Jerzy Stefan Stawiński o sobie, Konwicki w Dolinie Issy, Irena Laskowska. Wyjdę, kiedy zechcę, Roman Kłosowski. Komik z łezką, Filmoteka – pamięć kina. 60 lat Filmoteki Narodowej, Hen i wojna, Andrzej Mularczyk – czyim ja żyłem życiem.
Print Friendly, PDF & Email

2 kwietnia 2022