"Pleograf. Historyczno-Filmowy Kwartalnik Filmoteki Narodowej", nr 3/2022

Recepcja filmu ,,Konopielka” Witolda Leszczyńskiego w dobie stanu wojennego



DOI: 10.56351/PLEOGRAF.2022.3.06

Anna Seniuk, Tomasz Jarosiński, Krzysztof Majchrzak, Jerzy Block, Konopielka, Autor: Tomasz Wesołowski, Prawa: WFDIF /po Studiu Filmowym ,,Zebra”/

Nie to dobre co dobre, ale co polubisz, powiadajo Domin[1].

Edward Redliński

Badania widowni filmowej nie są novum w takich dziedzinach nauki jak socjologia czy psychologia. Natomiast w badaniach filmoznawczych zauważalny jest deficyt z zakresu audience studies. Wśród znawców kina dostrzec można predylekcję do analizowania głównie samego dzieła filmowego, w dodatku najczęściej pod kątem estetycznym. Tę skłonność odnotowali już wcześniej Konrad Klejsa i Magdalena Saryusz-Wolska: (…) Polskie prace filmoznawcze nadal zdominowane są przez orientację tekstocentryczną (analizując estetyczne walory dzieła filmowego), co oznacza także, że problem widowni filmowej pojawia się w nich raczej rzadko (…)[2]. O tej tendencji wspominali również Piotr Zwierzchowski i Krzysztof Kornacki w swoim postulacie opublikowanym na łamach „Kwartalnika Filmowego” w 2014 roku. Autorzy zarzucają polskiemu środowisku filmoznawczemu liczne zaniechania, jak np. brak uwzględnienia kontekstów produkcyjno-dystrybucyjnych czy instytucjonalnych, a także pomijanie ogólnodostępnych archiwaliów. Wyrażają (…) niepokój o ahistorycyzm w badaniach dziejów rodzimego kina (…)[3]. Apelowali też do redakcji czasopism filmoznawczych o zwracanie większej uwagi na polską kinematografię. Postulat najwyraźniej przyniósł skutek, bowiem obecnie coraz większe zainteresowanie badaczy wzbudzają tzw. konkrety. Badania widowni, produkcji i dystrybucji filmowej cieszą się popularnością i jest to dziś metoda częściej eksploatowana[4].

Tadeusz Lubelski wskazuje, że na początku 1982 roku Główny Urząd Statystyczny odnotował wzrost kinowej widowni o dwa i pół miliona widzów. Badacz przytacza także wypowiedź Bożeny Janickiej z Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku, która wyraża aprobatę dla ówczesnej kondycji polskiego kina[5]. 13 grudnia 1981 roku wprowadzono w Polsce stan wojenny co zakończyło okres „Karnawału Solidarności”, będącego także czasem sprzyjającym rozwojowi rodzimej kinematografii. Dekretem stanu wojennego odwołano wszelkie wydarzenia masowe, Stowarzyszenie Filmowców Polskich zostało rozwiązane, produkcję i dystrybucję filmów ograniczono, a coroczny festiwal w Gdańsku nie odbył się. W konkursie winny znaleźć się np. takie tytuły jak: Kobieta samotna (1981) Agnieszki Holland, Przypadek (1981) Krzysztofa Kieślowskiego, Znachor (1981) Jerzego Hoffmana, Niech cię odleci mara (1982) Andrzeja Barańskiego czy Konopielka (1981) Witolda Leszczyńskiego. (…) W żadnym prawdziwym konkursie, przedtem i potem – podkreśla Lubelski – nie znalazło się tyle ważnych tytułów (…)[6]. Z dzisiejszej perspektywy można stwierdzić, że są to dzieła istniejące w powszechnej świadomości i dostatecznie opisane, zwłaszcza pod kątem estetycznym. Natomiast kwestia widowni i odbioru owych filmów we wspomnianych warunkach społeczno-politycznych wciąż wymaga przestudiowania.

Niniejszy artykuł ma zatem na celu analizę recepcji[7] filmu Konopielka w dobie stanu wojennego. Praca poparta jest badaniem jakościowym na próbie 80 tekstów prasowych (recenzji, notek, artykułów i wywiadów) z lat 1981-1984 z różnych zakątków Polski (Białystok, Bydgoszcz, Gdańsk, Katowice, Kielce, Kraków, Lublin, Łódź, Olsztyn, Opole, Poznań, Rzeszów, Toruń, Warszawa, Zielona Góra). Warto zastrzec, że są to artykuły krytyczno-filmowe i dziennikarskie. Również na ich podstawie została zrekonstruowana reakcja widowni. Z pewnością nie są to wszystkie archiwalia, aczkolwiek zbiór ten potraktować można jako reprezentatywny. Obejmuje on zarówno okres przed premierą (1981), jak i czas dystrybucji (1982-1983) oraz późniejszy festiwalowy obieg (1983-1984). Co należy podkreślić, tekst stanowi próbą realizacji postulatu Piotra Zwierzchowskiego i Krzysztof Kornacki oraz spojrzenie na znany film z innej perspektywy.

Konopielka Witolda Leszczyńskiego jest ekranizacją głośnej powieści z chłopskiego nurtu pióra Edwarda Redlińskiego z 1973 roku o tym samym tytule. Akcja rozgrywa się we wsi Taplary, do której przybywają (…) wysłannicy nowoczesności (…)[8], stopniowo dążący do całkowitego ucywilizowania miejscowej społeczności. Pierwszym etapem jest założenie szkoły, w której wykładać będzie miastowa „uczycielka” Jola (Joanna Sienkiewicz). Młoda kobieta zostaje lokatorką w domu głównych bohaterów: chłopa Kaziuka Bartoszewicza (Krzysztof Majchrzak) i jego żony Handzi (Anna Seniuk). Jola zaburza spokój wioski nie tylko usiłując wprowadzić w niej zmiany, ale również swoją atrakcyjną – wyróżniającą się na tle wiejskich kobiet – cielesnością, o której nieustannie fantazjuje Kaziuk. Pragnienie mężczyzny urzeczywistnia się, gdy zostaje sam z wyzwoloną seksualnie nauczycielką. Bohater kolejno profanuje wioskowe świętości. Dopuszcza się zdrady, dementuje legendę o zakopanym złotym koniu, ścina drzewo utożsamiane z ludzkim życiem. W końcu, podczas żniw, zbiera plon w braku poszanowania do panujących obrzędów i dopuszcza się bratobójstwa przy pomocy kosy. Rzeczywistość ulega rozpadowi, rodzinne drzewo staje w płomieniach, a Kaziuk odcina się od starego świata. Film ukazuje więc cenę jaką musi zapłacić pokolenie, które wkracza w sferę postępu.

Chęć filmowej adaptacji powieści Witold Leszczyński wyraził niedługo po jej publikacji. W 1974 roku – we współpracy z Edwardem Redlińskim – napisał scenariusz, który z różnych względów nie został skierowany do realizacji[9]. Dopiero okres „Karnawału Solidarności” otworzył furtkę do wszczęcia zawieszonego projektu i jego realizacji. Pierwsza wzmianka na temat produkcji Konopielki pojawiła się w styczniu 1981 roku na łamach czasopisma „Film” w kolumnie Aktualności produkcyjne. Przypomniano wówczas o bestsellerze Redlińskiego, fabule powieści oraz oznajmiono: (…) Trwa okres przygotowawczy; realizacja zdjęć rozpocznie się w połowie lutego (…)[10]. Kolejna informacja prasowa ukazała się dopiero w lipcu. Zawierała już szczegóły przedsięwzięcia: w jakim zespole filmowym powstaje adaptacja, kto jest operatorem, scenografem, kierownikiem produkcji oraz kto w filmie zagra[11]. Kolaudacja miała miejsce w listopadzie 1981 roku, wkrótce potem wprowadzono stan wojenny, a film w konsekwencji miał znacznie opóźnioną premierę[12]. Do promocji Konopielki powrócono dopiero w czerwcu 1982 roku. Opublikowano wówczas wywiad z Witoldem Leszczyńskim, w którym reżyser ujawnił prawdopodobny powód wcześniejszego wysłania scenariusza na „półkę” oraz wyjaśnił podjęte przez siebie twórcze decyzje, jak np. użycia czarno-białej taśmy[13]. Tę rozmowę przedrukowano w sierpniowym wydaniu „Filmowego Serwisu Prasowego” wraz z wywiadem z Edwardem Redlińskim z 1973 roku oraz podstawowymi informacjami o filmie[14]. We wrześniu 1982 roku na łamach „Ekranów” ukazał się artykuł Na planie „Konopielki”, omawiający trud ekranizacji tekstów nurtu chłopskiego i problem polityki finansowania kinematografii[15]. Pokaz przedpremierowy odbył się na Festiwalu Filmów Rolniczych w Ciechanowcu, na dwa miesiące przed wejściem filmu na ekrany kin. W sierpniu głosy prasy ucichły i wróciły tuż przed premierą. Na początku września ukazało się kilka wzmianek informacyjnych promujących film. Koncentrowano się głównie na utworze Edwarda Redlińskiego oraz obsadzie, czyli Annie Seniuk, Krzysztofie Majchrzaku, Joannie Sienkiewicz i Franciszku Pieczce, który zagrał epizodyczną rolę wędrownego dziada symbolizującego Pana Boga[16]. Premiera miała miejsce 13 września 1982 roku w Warszawie[17]. Jako że reżyser zdecydował się na ekranizację znanej i kontrowersyjnej powieści, w prasie zawrzało. Prezentowano różne strategie oceny filmu Witolda Leszczyńskiego. Przede wszystkim powróciła kwestia (znana już z kolaudacji), jakoby Konopielka była tworem na srebrny ekran nie przekładalnym[18]. W konsekwencji podstawowe kryterium oceny filmu, uzależnione było od powodzenia lub niepowodzenia zekranizowania powieści. Część dziennikarzy przekonywała: (…) Niewiele, naprawdę, ostało się w filmie z literackiego pierwowzoru: jakaś scena z poszukiwaniem zagubionego jajka, «zagazowanie» delegatów z powiatu, niedzielny obiad, przygotowany przez nauczycielkę, podglądanie przez Kaziuka tzw. momentów, lecz są to okruszki z biesiadnego stołu (…)[19]. Konkluzje kilku recenzji miały taki oto wydźwięk: (…) A nie mówiłem? Mówiłem, że tego Redlińskiego nie da się sfilmować i tak też się stało (…)[20] – pisał Tomasz Śrutkowski. Przy tej okazji odżył temat „artystycznej klęski” dwóch poprzednich tytułów. Stanisław Wyszomirski pisał: (…) autentyczny język, humor słowny, monolog wewnętrzny jako forma konstrukcji – wszystkie te cechu sprawiały wrażenie barier ograniczających możliwości ekranizacji(…)[21]. Wypominano reżyserowi przeszłość artystyczną i nazywano autorem jednego przeboju: (…) Pamiętam jak Leszczyński, owiany legendą nie kochanego przez łódzką szkołę filmową krnąbrnego studenta (zarwał rok i popłynął jako marynarz w świat), odpychany przez producentów artysta (zlitowała się nad nim dopiero Wanda Jakubowska), w aureoli sensacji sezonu kulturalnego rozdawał autografy podczas spaceru na sopockim deptaku (…)[22]. Ironizowano: (…) Zdaje się, że nasza kinematografia ma w osobie operatora i reżysera Witolda Leszczyńskiego swojego Wojciecha Fortunę. Artyście temu bowiem, udał się tylko jeden «skok» w 1968 roku…(…)[23]. Czasem zarzucano mu wykorzenienie: (…) Ekranizacji podjął się Witold Leszczyński, twórca pamiętnego „Żywota Mateusza” (1967 r.) częściej realizujący filmy w krajach skandynawskich niż w Polsce, gdzie praktycznie od czasu „Żywota Mateusza” zrealizował jeszcze samodzielnie w 1977 r. nieudane „Rekolekcje” (…)[24]. A gdy zabrakło innych argumentów, posuwano się nawet do komentarzy na temat aparycji artysty: (…) Spośród tłumu wyróżniała go łysina à la Yul Brynner, zachowana zresztą do dziś (…)[25]. Warto zwrócić uwagę na pojawiające się wówczas przypadkowe (?) błędy w nazwisku reżysera. Witold Leszczyński figurował w prasie jako Zbigniew[26] lub Deszczyński[27]. Mogło być to pokłosiem poprzedzających Konopielkę produkcji i ich wąskiego rozpowszechniania. Powyżej przytoczone fragmenty recenzji były raczej argumentum ad personam i nie odnosiły się bezpośrednio do samego dzieła filmowego. W samej Konopielce recenzentom nie przypadła do gustu tytułowa postać Joli. Joannie Sienkiewicz zarzucano (…) zbyt mało zdecydowania w tym portrecie kusicielki (…)[28], dla innych nie miała żadnego wyrazu lub nie była wiarygodna[29]. (…) Zbyt sztywna, oschła i nie dość… ponęta jak na młodą kobietę, która namówiła upartego, głęboko religijnego i wiernego żonie Kaziuka do grzechu (…)[30].

Krzysztof Majchrzak i Joanna Sienkiewicz, Konopielka, Autor: Tomasz Wesołowski, Prawa: WFDiF /po Studiu Filmowym ,,Zebra”/

Aspekty techniczne także budziły zastrzeżenia, przede wszystkim czarno-biała taśma i udźwiękowienie. Autorem zdjęć był Zbigniew Napiórkowski, który zadebiutował fabularnie przy Konopielce. Witold Leszczyński w jednym z wywiadów wyznawał, iż decyzję odnośnie użycia takiej taśmy podjęli wspólnie: (…) Wieś w barwnych zdjęciach to niebezpieczeństwo ładnych, sielankowych pocztówek (…)[31] – stwierdził reżyser. Do tej koncepcji nie wszyscy się przekonali: (…) Jak można sądzić, reżyser usiłował zdystansować się wobec opiewanej rzeczywistości, posługując się przy tym komicznymi dialogami, nieupiększającą czarno-białą taśmą filmową, statycznymi ujęciami (…)[32]. Niektórzy obwiniali realizatorów o ograniczenie w ten sposób dystrybucji w zagranicznej telewizji[33]. W rzeczywistości dla stacji telewizyjnych taki film uchodziłby za anachroniczny czy też niekomercyjny niezależnie od barwy taśmy. Dla zagranicznego widza mógł być niezrozumiały, gdyż odnosił się do tematyki lokalnej i nie posiadał chociażby anglojęzycznej wersji dźwiękowej. Aczkolwiek byli i tacy, co w czerni i bieli pokładali nadzieję na zwiększoną ilość kopii filmowych[34]. Natomiast kwestia ścieżki dźwiękowej postrzegana była jednoznacznie. Reakcje były następujące: (…) To, co było zabawne w książce, jest dość ponure w filmie, zresztą czarno-białym i fatalnie udźwiękowionym (…)[35], (…) „Konopielka” udźwiękowiona jest najhaniebniej, jak to sobie tylko można wyobrazić (…)[36], (…) Szkoda, że dźwiękowa warstwa w filmie posiada pewne skazy bo przecież słowo u Redlińskiego znaczy tak wiele, więcej czasami niż obraz (…)[37]. Nie mniejsze emocje wzbudzał portret wsi. Była krytykowana już w powieści Edwarda Redlińskiego. Zdaniem niektórych, książkowy jak i filmowy obraz zaprzeczał pozytywnemu wizerunkowi chłopstwa propagowanego w PRL-u. „Sztandar Młodych” pisał: (…) Wiemy, że to byli ostatni Mohikanie strasznego zacofania, że już wtedy byli egzotyczni, wreszcie, że „Konopielka” nie jest filmem dosłownym – ale co powiedzą widzowie bezkrytyczni, dla których będzie to po prostu wieś budząca śmiech pogardy (…)[38]. Przykłady takich reakcji opisali krytycy jednocześnie przyrównując Konopielkę do komedii Sylwestra Chęcińskiego pt. Sami swoi (1967)[39]. Oba filmy rozgrywają się na wsi, a bohaterami są chłopi. Pojawił się przy tym zarzut nieumiejętnego przeniesienie komizmu z tekstu Redlińskiego. (…) Film – jak podkreślała Renata Sas – jednak pozostaje daleki od ciepła swoistego humoru, właściwego powieści (…)[40]. A rozemocjonowanie niektórych widzów, zdaniem części recenzentów, wykluczało produkcję z kina ambitnego: (…) z sal kinowych dobiegały w czasie projekcji „Konopielki” Witolda Leszczyńskiego nieustanny rechot publiki, radosne wycie przedstawicieli sfer gimnazjalno-licealnych, które waliły tłumnie na seans, żeby ubawić się po pachy «taaakimi jajami» dziejącymi się na ekranie (…)[41]. Ponadto, zdaniem niektórych krytyków, z kina ambitnego mogła eliminować Konopielkę obecność scen erotycznych. (…) Dodajmy – relacjonował krytyk – że jeszcze przed projekcją (film był już wyświetlany w Sopocie) powstała wokół niego niezdrowa atmosfera sensacji… seksualnej. Tego typu – zamierzona lub nie – reklama, czy też szeptana opinia, może tylko zrazić widzów zainteresowanych kinem ambitnym (…)[42]. Niewątpliwie nagość i erotyzm były wpisane w zabiegi promocyjne filmu, których jednym z elementów był plakat Andrzeja Pągowskiego. Bowiem widnieje na nim drzewo z piersiami kobiety. Mimo, że nie jest to produkcja erotyczna i nie tego dotyczy fabuła, to grafika i fama przyciągnęły – jak wynika z relacji świadków historii – rzeszę zainteresowanych widzów: (…) Publiczność – co odczuwa się wyraźnie – oczekuje przez większość projekcji na słynne konopielskie sceny erotyczne. U Redlińskiego są one na swój sposób mocne, grubiańskie, może, bliskie obscenii, ale jest to integralny element celowych zabiegów pisarza. Spłycenie tego wszystkiego do niegroźnych scen godnych oczu pensjonarek jest pomysłem wręcz niezrozumiałym. Przecież „Konopielka” mogła być doskonałym kinem dla dorosłych, dozwolonym od lat osiemnastu, a nie piętnastu (…)[43] – pisał Śrutkowski.

Plakat filmu Konopielka, Autor: Andrzej Pągowski, Źródło: GAPLA

W podobnym tonie wypowiadał się np. Henryk Tronowicz: (…) Leszczyński powściągliwie dozuje napięcia. Może nawet – szczególnie w epizodzie kluczowym, gdy Kaziuk podgląda nauczycielkę w sytuacji intymnej – powściągliwie nazbyt, jak na obyczaje współczesnego kina (…)[44]. Należy pamiętać, że Konopielka zrealizowana została jeszcze przed stanem wojennym, na tzw. fali wolności Natomiast nieco późniejszy okres lat 80. w polskim kinie obfitował w filmy z gatunku erotycznego (Thais, reż. Ryszard Ber, 1983; Och, Karol, reż. Roman Załuski, 1985; Łuk Erosa, reż. Jerzy Domaradzki, 1987). Władze odciągały w ten sposób uwagę obywateli od otaczającej ich ponurej rzeczywistości. Erotyzm u Witolda Leszczyńskiego wynikał z adaptacji. Pojawiał się w książce i wykorzystany został przy okazji dystrybucji. Natomiast ustalając tak niską granicą wieku najprawdopodobniej starano się rozszerzyć grupę potencjalnych widzów. Poprzez to kryterium, liczba odbiorców była większa, za to niezadowolenie niektórych krytyków rosło. Aczkolwiek takie opinie stanowiły mniejszość. O seksie w Konopielce w ogóle nie pisano tak dużo jak można by było przypuszczać. Powodem tego mógł być także opisany przez Józefa Barecia incydent z maja 1983 roku. Treść tekstu brzmiała tak: (…) Po północy z 14 na 15 kwietnia wysłuchałem na fali I Polskiego Radia audycji poświęconej tematyce kulturalnej, w której podano bezprzykładny fakt zniekształcenia filmu „Konopielka”. Otóż w filmie tym wyświetlanym w Starych Juchach, operator z Próchlanek wyciął 5 m taśmy z pikantną acz nieodzowną dla zrozumienia treści sceną, kiedy to bohater podpatruje z drzewa nauczycielkę w scenie erotycznej. Wandal – kinooperator, który wyciął taśmę dla potrzeb własnych został słusznie zwolniony z pracy. Nie potrzeba jednak jechać do Starych Juch – film na początku roku oglądałem w warszawskim kinie «Tęcza», też bez tej sceny. Ba, poszedłem nań dwukrotnie, zdawało mi się, że być może za pierwszym razem scenę tę przeoczyłem. Niestety. Zachodzi pytanie, kto okaleczył taśmę w Warszawie, bo chyba nie kinooperator z Juch. Czyżby jakiś Katon z Centrali Rozpowszechniania Filmów? (…)[45].

Seks u Leszczyńskiego zdaniem większości – która miała okazję owe sceny zobaczyć – wynosił film ponad powieść. Oto przykład takiej opinii: (…) Było w książce przecież parę szalenie atrakcyjnych momentów, podczas których osobiście żałowałem, że nie oglądam w tej chwili właśnie filmu. Szczególnie myślę tu o postaci nauczycielki o tym, w jak atrakcyjny sposób potrafiła ona zabijać nudę długich zimowych wieczorów z pewnym mężczyzną. Także ciekaw jestem, jak film pokazywał rozstanie Kaziuka z odjeżdżającą do miasta nauczycielką, które odbyło się w lesie na wozie. Niestety recenzenci wspominając o wielu rozwiązaniach szczegółowych, które adaptację książki w ich pojęciu uczyniły nieszczęśliwą, ani słowa nie wspominają o tych momentach, w których wyższość filmu nad książką jest niewątpliwa dla odbiorców rodzaju męskiego(…)[46]. Podobnie było z humorem Konopielki, który przeważającej ilości widzów jednak przypadł do gustu. Film ten pełnił jak najbardziej funkcję rozrywkową. Trafił do dystrybucji po wakacjach, u schyłku stanu wojennego: (…) Szczery śmiech po wielokroć rozbrzmiewający na widowni stanowi dowód porozumienia realizatorów filmu z publicznością, która świetnie się bawi (…)[47] – relacjonowała recenzentka. Tę obserwację podzielali inni: (…) Film jest więc wesoły i wzbudzający co chwilę śmiech na widowni (…)[48], (…) Jest za to dość dużo humoru, charakterystycznego klimatu i atmosfery, jaką znamy z tradycyjnego spojrzenia na chłopów i wieś, wreszcie dość dużo ciepła i sympatii dla tych niezwykłych postaci (…)[49]. Liczni krytycy dostrzegli w humorystycznej Konopielce istotną tematykę społeczną, która skłania do refleksji i bynajmniej nie przekreśla ambitności dzieła. (…) Straty w lokalnym kolorycie rekompensuje Witold Leszczyński uogólnieniem wymowy społecznej filmu, jego niejako uniwersalizmem. Nigdy nie wiemy, jaką drogę i za jaką cenę dokonuje się prawdziwy przewrót społeczno-obyczajowy – powiada przesłanie filmu. I zmusza tym samym widza do myślenia (…)[50] – wyraził Zenon Wawrzyniak. Niepodważalny sukces – zdaniem recenzentów – Witold Leszczyński odniósł w doborze aktorów. Poza wspomnianą, negatywnie przyjętą rolą Joanny Sienkiewicz, cała reszta obsady została doceniona. Zwłaszcza Anna Seniuk i Krzysztof Majchrzak. Prasa opisywała ich w taki sposób: (…) Najważniejsze i najefektowniejsze – podkreślała Maria Malatyńska – jest to, że w obraz wpisano jędrne postacie, z których dwie są rzeczywistym osiągnięciem aktorskim. To postać Kaziuka w świetnym wykonaniu Krzysztofa Majchrzaka i postać jego żony Handzi, czyli znakomitej Anny Seniuk (…)[51], (…) Trzeba rzec – potwierdzał Zbigniew Klaczyński – że na licznie zbierane pochwały recenzentów i wzięciem u publiczności film zasłużył sobie urodą i kreacyjną wyobraźnią a także świetnym aktorstwem Krzysztofa Majchrzaka (Kaziuk), Anny Seniuk (Handzia Kaziukowa), nie licząc wielu mniejszych ról ze wspaniałym Franciszkiem Pieczką na czele (…)[52], (…) I jeszcze jedno: warto było czekać z ekranizacją „Konopielki” tyle lat. Bo w tym czasie pojawił się aktor Krzysztof Majchrzak, ktoś doprawdy stworzony do zagrania roli Kaziuka. Natomiast Anna Seniuk w roli Handzi jest po prostu wspaniała! (…)[53] – zachwycał się Feliks Netz. Również koncepcja estetyczna przez większość recenzentów została odczytania pozytywnie i zgodnie z intencją reżysera ujawnioną w trakcie wywiadu. (…) W filmowej „Konopielce” – pisała Malatyńska – widoczna jest dbałość o atrakcyjne filmowo wrażenie głównych myśli powieściowych. Temu podporządkowana została przede wszystkim koncepcja plastyczna i barwna filmu. A więc fakt, że film jest czarno-biały już stanowi wstępną informację na temat ubóstwa wsi i na temat «nadawcy» owej opowieści (…)[54]. Krytycy dopatrywali się w Konopielce drugiego Żywota Mateusza. Nie tylko pod kątem estetycznym, ale tematycznym i warsztatowym. (…) Także sposób filmowania monotonnej, surowej i smutnej przyrody przypomina momentami „Żywot Mateusza” (…)[55] – zauważył recenzent. Po dwóch nieudanych filmach Witold Leszczyński odzyskał formę z czasów „Żywota Mateusza”[56] – napisano w „Sztandarze Młodych”, Po „Konopielce” możemy już jednak pokusić się o stwierdzenie, że w osobie Leszczyńskiego mamy bodaj jednego z najlepszych naszych specjalistów od problematyki wiejskiej w kinie[57] – skonstatował Cezary Prasek. „Konopielka” – stwierdził Wyszomirski – przy uwzględnieniu najsurowszych kryteriów jest filmem bardzo poprawnym. Rzadki przykład surowego przełamania impasu twórczego[58], wtórował mu Jerzy Górzański: (…)„Konopielka” to próba wyjścia Leszczyńskiego z impasu twórczego. Tak potraktowana budzi nadzieje na przyszłość (…)[59].

Ponieważ wyżej omówione aspekty filmu były wtórne wobec umiejętnego (bądź nie) przełożenia książki na ekran, należy odnotować ostateczny werdykt znacznej części recenzentów: (…) Witold Leszczyński, zrobił, jak do tej pory, dzieło swojego życia i pokazał wszystkim nieudacznikom filmowym, jak można z książki o wsi zrobić wielkie dzieło filmowe (…)[60], (…) Warto zobaczyć „Konopielkę” Witolda Leszczyńskiego – przekonywała Małgorzata Dipont – Dla przyjemności obcowania z dobrym kinem, które nie tylko bawi (…)[61]. Kolejny recenzent przekonywał: (…) A przecież „Konopielka” jest dziełem pięknym i głęboko dojrzałym. Jest to film wybitny, w którym treść idealnie przylega do formy. Jeśli ktoś miał wątpliwości czy tak przecież literacka „Konopielka” jest w ogóle możliwa do sfilmowania, bez zadania jej gwałtu, przyzna teraz, że niemożliwe okazało się możliwym (…)[62]. (…) Nie wiem dlaczego udał się film, który udać się nie miał prawa – dziwił się Jacek Artowski. – Ale cieszę się radością dziecka, że gdzieś między «Bołdynem» a «Czwartkami ubogich» i magazynem z pełnymi półkami, można pójść do zreformowanego kina i za 40 złotych zobaczyć coś, co się lubi (…)[63].

Joanna Sienkiewicz, Konopielka, Autor: Tomasz Wesołowski, Prawa: WFDiF /po Studiu Filmowym ,,Zebra”/

Spośród 80 analizowanych tekstów, 42 to recenzje – pozytywne, negatywne lub neutralne. 73,8% stanowią teksty krytyczne, oceniające Konopielkę Witolda Leszczyńskiego jako dzieło udane, 14,2% jako adaptację nad wyraz nietrafioną, a 11,9% to teksty ostatecznie nieoceniające. Wydaje się, że reżyser osiągnął zamierzony cel[64]i stworzył dzieło uniwersalne dające pole do interpretacji i atrakcyjne dla publiczności. Widzowie mieli możliwość wyboru, mogli przyjść na rozweselającą komedię, refleksyjną tematykę, a jeszcze inni na wysmakowane i estetyczne obrazy. Niezadowolenie kilku recenzentów, wynikać mogło faktycznie z udźwiękowienia (pomimo którego widownia dobrze się bawiła) i subiektywnych oczekiwań co do wizji świata pióra Edwarda Redlińskiego. Trafnie spuentował to jeden z dziennikarzy: (…) Trzeba się jednak liczyć z tym, iż będą tacy, którzy rozmiłowani w Redlińskim in statu nascendi, ogłoszą światu swój protest, spostponują zuchwałego reżysera – który czegoś zaniedbał, coś przegapił, nie dopowiedział, opuścił. Dla tych niezadowolonych mamy jednak gotowe usprawiedliwienie. Kochani, półtoragodzinny „bryk” filmowi musi pozostawić uczucie niedosytu, każdy z nas bowiem nosi w sobie swój własny wizerunek Taplar, «Kaziuka», «Handzi», «uczycielki Joli» (…)[65]. Relacje obserwatorów i notki prasowe świadczą o tym, że widzowie podzielali opinię większości zadowolonych krytyków i tłumnie chodzili do kin. Co relacjonowały lokalne gazety: (…) Komplety na seansach od chwili premiery w Ośrodku Kultury Filmowej (14 września). Podobnie dzieje się w «Wyzwoleniu» – na rannych seansach frekwencja wynosi ponad 50 proc. co w tym kinie oznacza 400 widzów. Tak dużej liczby już od dawna nie notowano. W godzinach popołudniowych i wieczornych pełna sala. Film miał być wyświetlany do dzisiaj, na życzenie widzów będzie grany w «Wyzwoleniu» do 4 października, a kto wie czy nie dłużej. Słowem – przebój sezonu, jeśli chodzi o filmy rodzimej produkcji (…)[66] – pisano w „Kurierze Lubelskim” 28 września 1982 roku. Co ważne, we Wrocławiu, w przeglądzie polskich filmów fabularnych Konopielka otrzymała największą liczbę głosów w plebiscycie publiczności[67]. Z zestawienia informacyjnego wyników rozpowszechniania filmów produkcji polskiej z 1983 roku wynika, że Konopielka mając 30 kopii filmowych osiągnęła frekwencję 924,074 widzów przy 5.903 seansach[68]. Była to spora liczba porównując na przykład z filmem Miłość ci wszystko wybaczy (reż. Janusz Rzeszewski, 1981), który przy liczbie 60 kopii i 9,402 seansów, miał mniejszą oglądalność. Konopielka cieszyła się także aprobatą widowni festiwalowej, głównie skandynawskiej. Otrzymała nagrodę publiczności na III Międzynarodowym Festiwalu Filmów Komediowych w Vevey w Szwajcarii. Krzysztof Majchrzak został również wówczas wyróżniony jako najlepszy aktor[69]. Na festiwalu filmowym w Hangesund w Norwegii film otrzymał nagrodę im. Gjesta Bårdsena[70] – (…) W uzasadnieniu werdyktu jury określiło „Konopielkę” jako dzieło o wysokich walorach artystycznych, w sposób zdyscyplinowany łączącą elementy mistyczne, religijne i polityczne, nacechowane głębokim szacunkiem dla życia i sztuki filmowej (…)[71]. Został również wysłany na VI Festiwal Filmów Świata w Montrealu[72]. Jako że 9. i 10. edycja Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku nie odbyły się, Konopielka nie miała wtenczas możliwości stanąć w konkursie o główną nagrodę. Dla Leszczyńskiego była to analogiczna sytuacja co z Żywotem Mateusza, który mógł powalczyć Grand Prix w Cannes, ale z uwagi na wydarzenia 1968 roku wydarzenie zostało przerwane. Zła passa festiwalowa zakończyła się, gdy w 1984 roku FPFF odbył się, a w konkursie zalazły się również tytuły sprzed dwóch lat. Konopielka koniec końców otrzymała Srebrne Lwy, a Witold Leszczyński został doceniony jako twórca filmowy, już nie tylko za granicą.

  1. E. Redliński, Konopielka, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1973, s. 24.

  2. K. Klejsa, M. Saryusz-Wolska, Badania widowni filmowej: historia i metody, [w:] Badania widowni filmowej. Antologia przekładów, red. Konrad Klejsa, Magdalena Saryusz-Wolska, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2014, s. 27.

  3. P. Zwierzchowski, K. Kornacki, Metodologiczne problemy badania kina PRL-u, „Kwartalnik Filmowy” 2014, nr 85.

  4. W 2019 roku ukazał się nawet osobny numer „Kwartalnika Filmowego” poświęconego tematyce produkcji i dystrybucji filmowej: „Kwartalnik Filmowy” 2019, nr 108.

  5. T. Lubelski, Historia Kina Polskiego 1895-2014, Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych Universitas, Kraków 2015, s. 494.

  6. Tamże, s. 495.

  7. Możliwe jest także szersze rozumienie kategorii „recepcji”, poprzez tzw. recepcję wewnętrzną, np. ministerialne kolaudacje filmów fabularnych.

  8. Tamże, s. 481.

  9. M. Malatyńska, „Konopielka”, „Echo Krakowa” 1982, nr 137, s. 2.

  10. Brak autora, Aktualności produkcyjne, „Film” 1981, nr 03, s. 02.

  11. Brak autora, Filmy, „Film” 1981, nr 29, s. 02.

  12. E. Sowiński, Utwór autonomiczny. Komentarz do kolaudacji „Konopielki”, „Pleograf” 2022, nr 2, https://pleograf.pl/index.php/utwor-autonomiczny/ [dostęp: 13.08.2022].

  13. B. Zagroba, Utracony ład, „Film” 1982, nr 14, s. 10.

  14. Brak autora, Konopielka, „Filmowy Serwis Prasowy”, 1982, nr 10, s. 2.

  15. M. B., Na planie „Konopielki”, „Ekran” 1981, nr 38, s. 9.

  16. Wzmianki zapowiadające Konopielkę w kinach pojawiały się w prasie między 5 a 12 września 1982. Zob. B. Osiński, Tydzień w kinach, „Gazeta Olsztyńska” 1982, nr 178, Brak autora, W kinach, „Film” 1982, Albuk, W kinie, „Gazeta Pomorska” 1982, nr 173, Brak autora, Filmy września, „Głos Pomorza” 1982, nr 173. Brak autora, brak tytułu, „Przekrój” 1982, nr 1944.

  17. J. Słodkowski, Leksykon polskich filmów fabularnych. XX wiek, Wydawnictwo Wiedza i Życie, Warszawa 1996, s. 352.

  18. E. Sowiński, dz. cyt. 

  19. W. Barański, „Konopielka” czyli jak zrobić nic z czegoś, „Przemiany” 1982, nr 4, s. 31.

  20. W. Cybulski, „Konopielka”, „Dziennik Polski” 1982, nr 178, s. 10.

  21. S. Wyszomirski, Rehabilitacja, „Ekspress Wieczorny” 1982, nr 173.

  22. T. Śrutkowski, „Sami swoi” z „Konopielki”, „Gazeta Olsztyńska” 1982, nr 184.

  23. Tamże.

  24. J. Orlicz, „Konopielka”, „Ilustrowany Kurier Polski” 1982, nr 116.

  25. T. Śrutkowski, dz. cyt. 

  26. M. B., dz. cyt. 

  27. T. Hellen, Ofiara postępu, „Fakty” 1982, nr 28.

  28. M. Dipont, Drzewo wiadomości, „Życie Warszawy” 1982, nr 219.

  29. W. Cybulski, dz. cyt. 

  30. B. Głowacki, „Konopielka”, „Zielony Sztandar” 1982, nr 74, s. 7.

  31. Wywiad Bohdana Zagroby z Witoldem Leszczyńskim, Ład utracony, „Film” 1982, nr 14, s. 11.

  32. T. Krywow, Strzyga i seks, „Perspektywy” 1982, nr 39.

  33. T. Hellen, dz. cyt. 

  34. JSW, „Konopielka” na ekranie, „Gazeta Współczesna” 1982, nr 148.

  35. W. Barański, dz. cyt. 

  36. J. Artowski, Dużo mięsa i jaj, „Tu i Teraz” 1982, nr 19.

  37. J. Ł., „Konopielka”, „Nowiny” 1982, nr 127, s. 5.

  38. C. Wiśniewski, „Konopielka”, „Sztandar Młodych” 1982, nr 158.

  39. „Równie wątpliwym zabiegiem jest zrobienie z rodziny Kaziuków czegoś na wzór Pawlaków i Kargulów z filmu Sami swoi”, T. Śrutkowski, dz. cyt. 

  40. R. Sas, „Konopielka”, „Dziennik Łódzki” 1982, nr 152.

  41. M. D., Na odwyrtkę, „Kamena” 1982, nr 19, s. 15.

  42. E. Mos., Od dziś w Sopocie, „Głos Wybrzeża” 1982, nr 184.

  43. T. Śrutkowski, dz. cyt. 

  44. H. Tronowicz, Perswazja pozytywna, „Ekrany” 1982, nr 2.

  45. J. Bareć, Samoobsługa, „Szpilki” 1982, nr 20.

  46. Brak autora, Recenzując „Konopielkę”, „Tygodnik Kulturalny” 1982, nr 29.

  47. B. Sierszula, Kaziuk i inni, „Tygodnik Demokratyczny” 1982, nr 34, s. 16.

  48. T. Śrutkowski, dz. cyt. 

  49. T. Hellen, dz. cyt. 

  50. Z. Wawrzyniak, „Konopielka”, „Kurier Polski” 1982, nr 180.

  51. M. Malatyńska, dz. cyt. 

  52. Z. Klaczyński, Wygnanie z raju, „Trybuna Ludu” 1982, nr 245.

  53. F. Netz, „Konopielka, „Poglądy” 1982, nr 22.

  54. M. Malatyńska, dz. cyt. 

  55. U. G., „Konopielka”, „Przyjaciółka” 1982, nr 28, s. 11.

  56. Brak autora, „Konopielka”, „Sztandar Młodych”, nr 158.

  57. C. Prasek, „Konopielka”, „Kobieta i Życie” 1982, nr 28, s. 7.

  58. S. Wyszomirski, dz. cyt. 

  59. J. Górzański, Raz jeszcze o „Konopielce”, „Film” 1982, nr 32, s. 11.

  60. Z. Wójcik, Młodzieżowe „Iskry” i dobra „Konopielka”, „Zielony Sztandar” 1982, nr 78, s. 4.

  61. M. Dipont, dz. cyt. 

  62. F. Netz, dz. cyt. 

  63. J. Artowski, dz. cyt. 

  64. Wywiad Bohdana Zagroby, dz. cyt. 

  65. J. Ł., dz. cyt. 

  66. Sok, „Konopielka”, „Kurier Lubelski” 1982, nr 152.

  67. Brak autora, „Konopielka” i „Dolina Issy” najpopularniejsze, „Film” 1982, nr 30.

  68. Zestawienie informacyjne z rozpowszechniania filmów fabularnych produkcji polskiej. Rok 1982, Archiwum Akt Nowych, zesp. NZK, sygn. 5/65.

  69. Brak autora, Międzynarodowy sukces filmu „Konopielka”, „Ekspress Wieczorny” 1983, nr 179.

  70. Brak autora, Nagroda dla „Konopielki”, „Fakty” 1982, nr 37.

  71. Brak autora, Coctail filmowy, „Gazeta Lubuska” 1982, nr 203.

  72. ISW, Nasi za granicą, „Gazeta Współczesna” 1982, nr 193.


Anna Krakowiak – absolwentka filmoznawstwa na Uniwersytecie Łódzkim. Interesuje się kinem polskim, w szczególności twórczością dokumentalną. Jest autorką pracy licencjackiej pt. Trylogia Witajcie w… Henryka Dederki. Przyczynek do monografii.

Streszczenie:

Konopielka (1982) Witolda Leszczyńskiego jest ekranizacją powieści Edwarda Redlińskiego z 1973 roku o tym samym tytule. Artykuł poświęcony jest badaniom recepcji owego filmu w kontekście stanu wojennego. Autorka opiera się na szerokiej kwerendzie prasowej, analizuje 80 tekstów z lat 1981-1984. Opisuje zatem okres produkcji, dystrybucji i późniejszego obiegu festiwalowego w Polsce i na świecie. Wykazuje kryteria i strategie jakimi recenzenci kierowali się przy ocenie filmu oraz stara się zrekonstruować recepcję widzów. Artykuł jest próbą popularyzacji audience studies w badaniach filmoznawczych.

Summary:

Konopielka (1982) by Witold Leszczynski’s a film adaptation of Edward Redlinski’s 1973 novel of the same name. The article is dedicated to the reception studying of this film in the context of martial law. The author relies on an extensive press search and analyzes 80 texts from 1981-1984, thus describing the period of production, distribution and subsequent festival circulation in Poland and around the world. It shows the criteria and strategies that the reviewers used to evaluate the film and tries to reconstruct the audience’s reception. The article is an attempt to popularize audience studies in film studies.

Print Friendly, PDF & Email

5 września 2022