"Pleograf. Historyczno-Filmowy Kwartalnik Filmoteki Narodowej", nr 2/2022

Między głosem a bezgłośnością – polityczność robotników w filmach i serialach o Łodzi na tle górnośląskiego uniwersum Kazimierza Kutza



DOI: 10.56351/PLEOGRAF.2022.2.10

Łódź i Górny Śląsk – dwa wielkie ośrodki, które definiują się przez swoją przemysłową przeszłość. Obydwa regiony wydają się być doskonałą przestrzenią polityczności grup robotniczych, które współtworzyły historię tych miejsc. Czy film – jako ważne narzędzie kultury – oddaje głos tej warstwie, czy raczej kontynuuje tradycję przedmiotowego jej traktowania? Jak wygląda opowieść o robotniczej Łodzi na tle śląskiego uniwersum Kazimierza Kutza?

Paciorki jednego różańca, Autor: brak danych, Prawa: WFDIF /po Studiu Filmowym „Kadr”

Inaczej mówiłoby się o Górnym Śląsku i regionie łódzkim gdyby nie ośrodki przemysłowe jakie ukształtowały się w tych rejonach. Przemysł zmienił te ziemie i ich charakter, nadał elementy tożsamości i historii wyróżniające na tle rolniczej Polski. Krajobraz wielkoprzemysłowy będący mieszaniną kominów i charakterystycznych domów robotniczych zwanych w Łodzi famułami, a na Śląsku familokami, to namacalny efekt tej wspólnoty doświadczeń. Oczywiście dochodzono do niej różnymi drogami, wielorakie czynniki wpływały na kształtowanie tych dwóch światów.

Ziemie obiecane

Nie sposób jednak zaprzeczyć, że tym co stanowiło o jej istocie było pragnienie awansu społecznego warstw chłopskich. Przybysze pochodzący ze wsi widzieli w mieście przemysłowym wielkiego transformatora, narzędzie dźwigające z wiejskiego życia i otwierającego na nowe perspektywy. Opowieść o Łodzi i Górnym Śląsku nie jest oczywiście narracją sukcesu. Wspomniany awans był przecież okupiony ciągiem zawiedzionych nadziei, cierpień, biedy, budował jednocześnie robotniczą kulturę, tożsamość i myśl. Kreował mikroświat z jego wyrazistymi cechami. Ośrodki wielkoprzemysłowe były jednocześnie czymś obcym dla przeżywania polskości. Traktowano je nieufnie, czemu sprzyjał ogólnoeuropejski trend niechęci wobec miast postrzeganych jako siedliska zła i generatorów ludzkiej podłości, rozwijających się w zaprzeczeniu wobec wyrastającego z natury sielskiego życia wsi i prowincji[1]. Miasto, a zwłaszcza to oparte na masowym przemyśle, nie pasowało do paradygmatu dworku jako centrum życia społecznego. Niszczyło tę uświęconą tradycją strukturę. Historia Polski opowiadana bez perspektywy miejskiej jest jednak niepełna, podobnie jak nie da się w pełni opowiedzieć dziejów polskiego chłopstwa bez procesów zachodzących w regionach wysoko uprzemysłowionych. Robotnicy są częścią historii ludowej, bez której przeszłości i teraźniejszości naszego kraju nie da się zrozumieć.

Największą w narodzie stanowią ludność

Wymagać należałoby zatem od kultury, aby ten wątek uchwyciła i narysowała swoistymi dla siebie barwami tekstu, teatru czy filmu. Trzeba tę refleksję zacząć jednakże w innym miejscu i cofnąć się do czasów, w których zarówno na Śląsku jak i w Łodzi, nie myślano jeszcze w kategoriach przemysłowych. Feeria kolorowych strojów, radosne przytupy przeplatane rzewnymi piosneczkami, idylliczna ludowość biły ze sceny pierwszej opery narodowej – jak określił ją Leon Schiller – pt. Cud mniemany czyli Krakowiacy i górale. 1 marca 1794 roku rozentuzjazmowany tłum będący mieszanką miejskiego patrycjatu, arystokracji i szlachty, przyglądał się wyimaginowanemu obrazkowi chłopstwa jaki narodził się w głowie Wojciecha Bogusławskiego (autora libretta) i Jana Stefaniego (twórcy muzyki). Premiera opery miała miejsce w czasie trudnym dla Rzeczpospolitej. Lekki utwór o nieskomplikowanej i mało oryginalnej fabule, kontrastował z ciężką polityczną atmosferą, jaka zawisła nad znajdującym się na skraju upadku państwem polsko-litewskim. Żywiej niż na plątaninę intryg, publiczność reagowała na sprytnie zakamuflowane hasła polityczne i aluzje do rzeczywistości. Wieś Mogiły i jej chłopscy bohaterowie byli gdzieś w tle, byli pretekstem, nośnikiem treści, które miały fascynować elitę[2]. Osadzenie libretta w wiejskiej społeczności było jednak koniecznym wymiarem epoki, którą definiował fragment Ustawy Rządowej z 1791 roku głoszący, iż warstwa włościańska, największą w narodzie stanowi ludność.

Konstytucja majowa co prawda w 1794 roku już nie funkcjonowała, ale odciskała silne piętno na sposobie myślenia rodzimych intelektualistów. Idea narodu, uosobionego już nie w postaci uprzywilejowanej grupy stanowej, ale wspólnoty opartej na języku, historii i kulturze, wymagała aby bohaterami zbiorowej wyobraźni stali się już nie tylko dostojni sarmaci, ale także pracowici kmiecie. Sęk w tym, że był to tylko sztafaż i poza. Nie wiązało się z tym realne oddanie głosu ludowi, umożliwienie mu snucia własnej narracji, ale raczej ubranie w chłopski kostium szlacheckich wyobrażeń i pragnień[3].

Ziemia Obiecana, Autor: Renata Pajchel, Prawa: WFDiF /po Studiu Filmowym „Zebra”

Bezgłośni

Chłop jako figura dramatu był usprawiedliwieniem, próbą nadrobienia lat nierówności, które nawet jeśli nie w pełni dają się zamknąć w opowieści o wyzysku ekonomicznym, to z pewnością znajdują swoje sedno w refleksji nad pojęciem obywatelskości, praw publicznych, możliwości eksponowania własnego zdania, czy realnego wpływu na społeczno-polityczną rzeczywistość[4]. Wbrew obecnej modzie na uwypuklanie szlacheckiej bezwzględności wobec poddanych czy podkreślaniu ekonomicznych aspektów feudalizmu, obrońcy szlachty znaleźć mogą szereg dowodów na to, że życie chłopskie było zróżnicowane i jednorodny model dialektycznej walki biednego włościanina z obrzydliwie bogatym arystokratą, niekoniecznie wytrzymuje próbę dowodu. Inaczej jest z chłopskim głosem[5]. Nośnikiem kultury niewątpliwie była szlachta. Społeczeństwo staropolskie, niczym idealne państwo Platona, ułożone było według zhierarchizowanego układu przywilejów i skrupulatnie uformowanych funkcji społecznych, które swoje odzwierciedlenie mają w sądowej tytulaturze poszczególnych stanów. Chłop miał być zatem pracowity, bo przecież jego miejsce w świecie definiowała praca w polu, nie zaś deliberowanie o rzeczywistości. To przynależało wąskiej (około 8%) grupie szlacheckiej. Chłopskie milczenie wynikało zatem nie tylko z braku środków czy kapitału kulturowego, ale także ze społecznej pozycji i skojarzonych z nią powinności.

Oświeceniowa rewolucja, która kazała inaczej spojrzeć na pojęcie narodu, otworzyła z jednej strony drogę do emancypacji ludności chłopskiej, z drugiej jednak pozostawiała w rękach grup uprzywilejowanych narzędzia narracyjne. W polskiej literaturze – nawet tej, której autorzy z życzliwością podchodzili do idei włączenia chłopów do wspólnoty narodowej – społeczność kmieca widziana jest z boku. Oglądana przez okno lub bezpieczną kratę. Idealizowana lub demonizowana, komentowana z zewnątrz. Historię chłopstwa należy zatem rozpatrywać w kategoriach jej widzialności i słyszalności. O ile bowiem bywa ona widzialna w tekstach kultury, o tyle dużo rzadziej jest słyszalna. A nawet jeśli daje się jej przestrzeń słyszalności to często przemieloną przez cenzorskie oko, tak aby nie pozbawić jej idyllicznej doskonałości. Nie bez powodu Oskar Kolberg, niezależnie od wielkich osiągnięć w dziedzinie utrwalania kultury ludowej, skrzętnie pomijał te elementy dziedzictwa wsi, które zdawały mu się nazbyt wulgarne i odbiegające od sielankowej wizji ludu[6]. Była to także forma paternalizmu, wybierająca tylko te cechy ludu, które zaspokajały potrzeby elit.

Tymczasem słyszalność jest ważną cechą polityczności. Jeśli polityczną jest ta grupa, która potrafi zdefiniować swoje potrzeby i je artykułować, określić wroga i nazwać go, a także – poprzez swoją aktywność – zyskiwać wpływ na rzeczywistość, to słyszalność jest warunkiem sine qua non[7]. Dana wspólnota nie może być zatem jedynie opowiadana, ale musi także opowiadać o sobie samym, zwierzać się z własnych potrzeb, pragnień, bóli czy tęsknot. I winien być to głos autentyczny, nie tylko wyobrażony. Polska kultura XIX i XX wieku – a więc czasu tworzenia się narodowych mitów – miała z tym wyraźny problem.

Ciekawym zdaje się być zatem pytanie jak poradził sobie z tym polski film, który – zwłaszcza po 1945 roku – przejął rolę głównego miejsca dyskusji o źródłach naszej tożsamości, stając się agorą wymiany zdań o polskości jako takiej. Interesujące jest to zwłaszcza w kontekście ukazania polityczności robotników w produkcjach odnoszących się do Łodzi i Górnego Śląska, gdzie historycznie odbyły się procesy emancypacji, a tym samym upolitycznienia grup robotniczych. W kontekście historii ludowej jest to o tyle istotne, że wielkoprzemysłowa warstwa robotnicza składała się głównie z ludzi migrujących ze wsi do miasta.

Mieczysław Waskowski, Andrzej Szalawski, Ziemia Obiecana, Autor: Renata Pajchel, Prawa: WFDiF/po Studiu Filmowym „Zebra”.

Miasto z niczego

Łódzki region przemysłowy powstał z niczego. W Łodzi nic nie miało prawa się wydarzyć. Ziemia łódzka leżąca na styku wielkich ziem, pokryta puszczami i drobnymi rzeczkami, skazana była na swój sielski los krainy nijakości. Dopiero rozbiory, a zwłaszcza podział Księstwa Warszawskiego i odłączenie Wielkopolski – tradycyjnego regionu produkcji sukna – od nowo powstającego Królestwa Polskiego, dało niezwykłe możliwości rozwojowe. Sprzyjało temu takie pojmowanie patriotyzmu wśród elit tzw. kongresówki, w którym jego najwyższym przejawem miało być dążenie do modernizacji. Tworzenie ośrodków przemysłowych było tej nowoczesności elementem. Łódź z niewielkiej mieściny zamieszkałej przez 300 osób zajmujących się głównie rolnictwem, stała się w ciągu niespełna stu lat prawie półmilionowym miastem, nie nadążającym za własnym rozwojem, co widoczne było w brakach infrastrukturalnych czy kolosalnym problemie mieszkaniowym. Wspaniały materiał na gotowe scenariusze filmowe? A jakże. Tyle, że z tego niekończącego się zdroju pomysłów mało kto chciał skorzystać.

Filmów fabularnych kręconych w Łodzi jest wiele, o Łodzi bardzo mało. Częściej Łódź jest randomowym miastem, gotową scenografią niż bohaterką. Powstawały o niej oczywiście filmy dokumentalne, natomiast fabuły czy seriale policzyć można na palcach połowy dłoni. O Łodzi jako takiej opowiada w zasadzie jedynie Ziemia obiecana Andrzeja Wajdy (1975) oraz w pewnym sensie serial Daleko od szosy Zbigniewa Chmielewskiego (1976). Już sam brak produkcji filmowych o tak inspirującym miejscu jest nieco zaskakujący, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że gros adeptów dziesiątej muzy tu poznawało jej tajniki. W tym kontekście interesująca jest wypowiedź Andrzeja Wajdy, który tak mówił o mieście fabryk:

Kiedy chodziłem do Szkoły Filmowej Łódź nie była miastem, które ukochałem. Jak tylko nadarzała się okazja uciekałem z Łodzi. Później też nie robiłem tu wiele filmów. Nie wydawała mi się interesującym miejscem. Kiedy zdecydowałem się robić ten film, musiałem znaleźć swój stosunek do Łodzi.[8]

Łódź (nie)robotnicza

Filmowa pustynia na temat Łodzi może świadczyć o tym, że opinia zwerbalizowana przez mistrza polskiego kina nie była odosobniona, z tą jedynie różnicą, że Andrzej Wajda o “polskim Manchesterze” postanowił opowiedzieć. Zrobił to w oparciu o nieco zapomniany wówczas utwór Władysława Reymonta pt. Ziemia Obiecana. Gazetowy serial jakim była reymontowska proza, obrał z wątków pobocznych i epizodycznych bohaterów, skupiając się na przyjaźni młodych i ambitnych specjalistów od przemysłu włókienniczego i handlu – Karola Borowieckiego, Moryca Welta i Maksa Bauma – i ich marzeniu o założeniu własnej fabryki. Robotnicy w filmie stanowią tło[9]. Są falą na której unosi się życie wielkoprzemysłowego miasta, lawą, która płynie w ponurym tańcu do jednostajnego i mechanicznego rytmu muzyki Wojciecha Kilara. Są bezimienną masą, która wypełnia żyły miejskiego organizmu, sama w sobie będąc anonimową. Robotników trudno uznać za figurę polityczną. Nie definiują się jako wspólnota, nie rozpoznają przeciwników. Nie są zatem polityczni.

Jedynie epizodyczne sceny próbują przerwać tę barierę milczenia. W serialowej wersji, we wstępie do drugiego odcinka, głos Daniela Olbrychskiego rozmawia z żebrakiem granym przez Bronisława Pawlika. Nie wychodzi ona jednak poza schemat opisu miasta jako źródła wszelkiego zła. Podobny jest krótki dialog pomiędzy wdową po zabitym przez maszynę robotniku, a granym przez Piotra Fronczewskiego von Hornem. Ludzie z klasy ludowej przedstawieni są często groteskowo. Przerysowana rodzina Sochów, których postrzegać można jako mało rozgarniętych natrętów, czy dość obrzydliwe postacie Wilczka i Kaczmarskiego, prezentują ludzi wsi jako drobnych i nieokrzesanych cwaniaczków z lubością pławiących się w niemoralnościach miasta.

Oczywiście ograniczeniem uniwersum łódzkiego prezentowanego w filmie, może być proza samego Władysława Reymonta, który nie włączył robotników do grona bohaterów indywidualnych swojej powieści[10]. Szansą na pokazanie tego wymiaru miasta mogły być sceny dodane przez samego Andrzeja Wajdę. Taką jest np. ostatnia scena filmu, której w powieści nie ma. Strajkujący robotnicy stają się przez swój bunt figurą polityczną, choć motywów tego buntu możemy się jedynie domyślać, bo nie są one artykułowane. Nie jest to przy tym bunt bierny polegający na opuszczeniu miasta (alternatywa w postaci wyprowadzki z Łodzi jako sprzeciwu wobec jej niegodziwości pada w filmie bardzo często), lecz czynny. Robotnicy strajkują pozostając przy fabrykach, traktują Łódź jako swoją. Są polityczni bo jasno definiują wroga, choć jednocześnie czy są słyszalni? W wymiarze gestu tak, na płaszczyźnie słów nie. Ich bunt jest wyrazem tej samej krytyki nieetyczności miasta, która płynie przez cały film. Dyskurs w Ziemi Obiecanej jest jednak – wzorem XIX-wiecznej literatury – głównie dyskursem elit, które walczą z demonami swojej przeszłości i próbują je przewalczyć. Wyjątkiem może być tu wspomniana już postać Kaczmarskiego, który przewraca stolik dyskusji o dziedzictwie szlacheckim i zamienia go w groteskę. Etos zamienia w drwinę, a archetypiczny dworek w przestrzeń uciechy dla swojego niezdolnego syna. Nie ma chyba okrutniejszej rozprawy z tym co wydawać się może fundamentem polskości.

Irena Szewczyk, Krzysztof Stroiński, Irena Hrehorowicz, Daleko od szosy, Autor: Józef Letkier, Prawa: nieustalone.

Głos Pana Leszka

Paradoksalnie o wiele bardziej słyszalnych robotników pokazuje serial Daleko od szosy Zbigniewa Chmielewskiego. Już sama historia powstania scenariusza jest oddaniem głosu klasie ludowej. Jego podstawą było przecież wypracowanie napisane przez pochodzącego ze wsi ucznia technikum dla osób dorosłych[11]. Z pozoru niezbyt ciekawą opowieść o społecznym awansie oglądamy z perspektywy głównego bohatera – Leszka Góreckiego – który wędruje od konfrontacji do konfrontacji, jasno deklarując swoje pragnienia i marzenia. Łódź w serialu kreowana jest co prawda bardziej na miasto inteligenckie niż robotnicze, ale takie właśnie tło pozwala dużo mocniej uwypuklić polityczność naczelnej postaci serialu. Symboliczna jest w tym przypadku scena rozmowy przy sylwestrowym stole, w której Górecki przekomarza się z Krzysztofem – archetypicznym studentem, walczącym o względy Ani, ukochanej głównego bohatera. Krzysztof – grany przez Krzysztofa Kołbasiuka – zarówno swoją fizjonomią jak i głosem, doskonale oddaje wzorzec polskiego inteligenta. Nie bez przyczyny kilka lat później to właśnie ten aktor zagra w serialu Dom inne uosobienie inteligenckości – Łukasza Zbożnego. W Daleko od szosy pojedynek chłopa/robotnika z inteligentem zostanie rozstrzygnięty na korzyść tego pierwszego. Inteligent zostanie publicznie ośmieszony, a Leszek Górecki okaże się nie tylko mistrzem potyczek retorycznych, ale także osobą jasno deklarującą swoją polityczność, w konfrontacji z postszlacheckim etosem (co ciekawe w serialu Dom podobną konfrontację z chłopem z awansu wygra już Zbożny). Łódź odgrywa tu rolę niebagatelną. Jej struktura, ludzie którzy tu mieszkają, możliwości jakie daje, są akuszerami tożsamości Leszka, skłaniają go do walki ze światem, do słyszalnego deklamowania swoich potrzeb.

Śląska głośność

Dużo bardziej inspirujący filmowo jest Górny Śląsk. Główna zasługa spoczywa oczywiście na barkach Kazimierza Kutza, który z opowieści o tym miejscu, zrobił jedną ze swoich ważniejszych misji życiowych. Filmy Kutza – a zwłaszcza tzw. śląska trylogia czyli Sól ziemi czarnej (1969), Perła w koronie (1971), Paciorki jednego różańca (1979) – to jednak coś więcej niźli tylko historia Górnego Śląska w pigułce. To także epopeja robotnicza, która z robotników uczyniła naczelnych bohaterów opowieści. Ukazują się oni w pełnym wymiarze ich polityczności[12]. Ich tożsamość nie jest narzucona, lecz wynika z własnej woli i osobistej wolności, którą szczególnie kultywują. Czy jest to polskość – jak w Soli ziemi czarnej – czy walka o kwestie społeczne – jak w Perle w koronie – obserwujemy odkrywanie nowych pól polityczności. O jej szczerości świadczyć może fakt, że odbywa się wbrew światu, a nie zgodnie z jego logiką. Zarówno w Soli… jak i Perle… Polska jest miejscem, które polityczność Górnoślązaków odrzuca, albo nie pomagając powstaniu, albo z dystansem traktując strajk, jaki wybuchł na dnie zarządzanej przez Niemców kopalni. Mimo to tożsamość robotników pozostaje niezachwiana, nawet jeśli jest dyskutowana. Właściwą cechą dla tej polityczności jest jej demokratyzm, choć osadzony w społeczności silnie patriarchalnej i zwracającej uwagę na hierarchię, wynikającą z wieku czy pozycji w rodzinie. Wspomniany patriarchalizm jest zresztą cechą w kutzowskim uniwersum niezwykle ciekawą. Z jednej strony głęboko realistyczną, sięgającą do trzewi kultury górnośląskiej, z drugiej strony baśniową, prezentowaną w formie urokliwych i symbolicznych obrazków (scena z sobotnim tradycyjnym laniem w Soli… czy obmywanie nóg w Perle…). Jednocześnie te patriarchalne relacje rodzinne ulegają modernizacji. O ile w pierwszej części trylogii obserwujemy surowego ojca, głowę rodziny Basistów, i jego – nieco groteskowe – zwyczaje, o tyle w drugiej części główny bohater – nie uciekając od roli ojca – jest wyrozumiały, unikający kar, kierujący się bardziej sprytem niż kultem siły.

Augustyn Halotta (z lewej), Jerzy Rzepka, Paciorki jednego różańca, Autor: Roman Sumik, Prawa: Filmoteka Narodowa-Instytut Audiowizualny.

Robotnicy pokazani są zatem jako grupa w której tętni życie, którzy mają zarówno swoje indywidualne przyzwyczajenia i talenty, jak i element większej grupy, do której świadomie przynależą. Ta świadomość odgrywa istotną rolę w opowieści Kutza. Ona jest źródłem dumy i tożsamości, poczucia wyjątkowości i wspólnych interesów. Przykładem tego rozumienia wspólnoty są sceny strajku w Perle w koronie, który toczy się nie tylko po ziemią, ale i na ziemi. Uczestniczą w nim zarówno właściwi protestujący jak i ich rodziny, sąsiedzi, całe wioski, miasteczka. Bunt zamienia się w festyn i święto, tak jakby był on celebracją polityczności w pełnym jej wymiarze. W podobnym klimacie toczy się także wyprodukowany w 1983 roku serial Blisko, coraz bliżej w reżyserii Zbigniewa Chmielewskiego, który skupia się na losach pojedynczej górnośląskiej rodziny. Walka o polskość tych ziem splata się z wielkimi procesami społecznymi, w tym awansem kolejnych pokoleń Pasterników.

Trzecia część kutzowskiej trylogii pt. Paciorki jednego różańca, jest poniekąd zaprzeczeniem dwóch pierwszych filmów. Owszem, jest tam uwypuklona polityczność głównego bohatera, który jasno deklaruje swoje przywiązanie do starego domu, ale jednocześnie jesteśmy świadkami łamania jego tożsamości, modelowania i odzierania z własnej polityczności. Osób, które domagają się przeprowadzki mieszkańców Starego Giszowca, nie interesuje wola dotychczasowych mieszkańców dzielnicy. Ci mają pozostać bezgłośni wobec machiny przymusowej modernizacji. Jedynie Karol Habryka pozostaje wierny swojemu etosowi. Dlatego ostateczna przeprowadzka do nowo fundowanej willi kończy się jego śmiercią. Ostatnie sceny potraktować wręcz można jako symboliczny pogrzeb polityczności Górnego Śląska, jego indywidualizmu połączonego z poczuciem przynależności do wspólnoty.

Opowieść nieopowiedziana

Kontrast pomiędzy opowieścią o Łodzi i Górnym Śląsku jest widoczny. Łódź tkwi w bezgłośności, nie jest bohaterką filmów jako miasto i to pomimo pasjonującej historii. Wydawać się może, że monumentalne dzieło Wajdy na tyle paraliżuje innych twórców, że nikt nie śmie nawet opowiedzieć o dziejach tego regionu. Tak samo bezgłośni są robotnicy, choć niewątpliwie przykład Leszka Góreckiego z Daleko od szosy jest śmiałą próbą zmiany tego stanu rzeczy. Inaczej jest ze Śląskiem, gdzie robotnik jest głośny, dysponuje swoją politycznością i niezależnością. Nie jest masą skazaną na niebyt, ale tłumem świadomych swoich potrzeb ludzi. Taki wymiar obecności w kulturze jest fundamentem konserwowania tożsamości górnośląskiej, która jawi się jako wyjątkowa.

W Łodzi tego etosu robotniczego jest znacznie mniej, dużo silniejsza jest zaś tendencja do pokazywania dziejów miasta z perspektywy klas uprzywilejowanych, nawet jeśli z pełnym zrozumieniem dla robotników i pomimo faktu, że historia wielu mieszkańców tego regionu bliższa jest przygodom bohatera serialu Zbigniewa Chmielewskiego. Skąd taka różnica? Z pewnością istotny jest tu czynnik ludzki i sama wola pokazania historii tak, a nie inaczej. Jednakże wola wykuwa się czasem też w warunkach dyktowanych przez historię. Odpowiedź na zadane pytanie znajduje się we wstępie do Soli ziemi czarnej czytanym przez Gustawa Holoubka, gdzie mówi on o Górnym Śląsku jako o kraju bez polskiej szlachty, z pamięcią, która przenoszona była przez ukazane przez niego patriarchalne rodziny chłopskie a potem robotnicze, ze swoją przynależnością administracyjno-polityczną która od czasów Kazimierza Wielkiego lokowała te tereny poza obrębem Korony Królestwa Polskiego. O Górnym Śląsku nie można było opowiedzieć inaczej jeśli chciało się mówić o polskości tych ziem. Ona wszak wypływała z polityczności warstwy robotniczo-chłopskiej. Nieco inaczej jest w Łodzi, która była częścią państwowości polskiej i tradycji kulturowych z nią związanych. Tu fascynacja dworkowością, wzorcem szlacheckim jest dużo silniejsza i splatająca się z polskością. Dużo łatwiej o Łodzi było zatem opowiadać nie wychodząc z tego schematu, może tylko nieco bardziej go modernizując i wtłaczając w dyskurs o nowoczesności. Głosu robotników tam mało, choć podobnie jak na Górnym Śląsku stanowili o polskości regionu. Może Łódź czeka więc na swojego Kazimierza Kutza?

  1. Więcej na ten temat: J. Jedlicki, Proces przeciwko miastu, [w:] tegoż, Świat zwyrodniały. Lęki i wyroki krytyków nowoczesności, Sic!, Warszawa 2000, s. 83–113, K. Śmiechowski, Ośrodki wynarodowienia czy modernizacji? Polskie miasta przełomu XIX i XX w., https://hrabiatytus.pl/2019/12/11/osrodki-wynarodowienia-czy-modernizacji-polskie-miasta-przelomu-xix-i-xx-w/ [dostęp: 02.04.2022].

  2. Patrz: P. Morawski, „Chłopi” czyli historie ludowe, „Dialog”, nr 11-12, r. 2021, s. 173-199.

  3. J. Zacharska, Budowanie mitu chłopa w malarstwie i literaturze XIX wieku, “Przegląd Humanistyczny”.

    – 1996, nr 5, s. 65-73, K. Rodowska-Wiesiołowska, Warianty dochodzenia tożsamości: [tematyka wiejska w literaturze polskiej] “Nurt”,1975, nr 4, s. 34-36

  4. K. Friedrich, Obywatele i obywatelskość w wielonarodowej Rzeczypospolitej, [w:] Dyskurs polityczny Rzeczypospolitej w dialogu z tradycją europejską. Struktury aksjologiczne – praktyka komunikacyjna – granice cywilizacyjne, Warszawa 2016, s. 119-150, A. Grześkowiak-Krwawicz, Wolność jako zasada ustrojowa Rzeczypospolitej,[w:] Lex est Rex in Polonia et in Lithuania. Tradycje prawno-ustrojowe Rzeczypospolitej – doświadczenie i dziedzictwo, red. A. Jankiewicz, Wydawnictwo DiG: Warszawa 2008,15–33; K. Friedrich, The Other Prussia. Poland-Lithuania and Prussia 1569–1795, Cambridge University Press: Cambridge 2000 [polskie tłum. Inne Prusy. Prusy Królewskie i Polska między wolnością a wolnościami (1569–1772), Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk: Poznań 2005], 108–120

  5. S. Adamkiewicz, Dole i niedole chłopów pańszczyźnianych, [na:] https://hrabiatytus.pl/2018/09/20/dole-i-niedole-chlopow-panszczyznianych/ ; P. Guzowski, Chłop w kajdanach ideologii, [na:] https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,12531574,chlop-w-kajdanach-ideologii.html

  6. K. Pfeifer, „Mnóstwo Kainów jest pośród nas”. Szlacheckie dyskursy o rabacji galicyjskiej i narodzie, „Teksty drugie” 2019, nr 6, s. 315

  7. C. Schmitt, Pojęcie polityczności, [w:] Teologia polityczna i inne pisma. Warszawa 2021, s. 245–314.

  8. A. Gronczewska, Oscarowa historia Łodzi, która była i jest dalej miastem ważnym dla filmu, [na:] https://plus.dzienniklodzki.pl/oscarowa-historia-lodzi-ktora-byla-i-jest-dalej-miastem-waznym-dla-filmu/ar/13853272

  9. B. Michalak, Wajda. Kronika wypadków filmowych, Wydawnictwo MG, 2016, s. 176–177

  10. Wywiad z Kamilem Śmiechowskim dla Teologii Politycznej – Reymont miał talent do obserwacji reporterskich, https://teologiapolityczna.pl/kamil-smiechowski-reymont-mial-talent-do-obserwacji-reporterskich-2 [dostęp: 03.04.2022].

  11. A. Gronczewska, Prawdziwa historia Leszka bohatera filmu „Daleko od szosy”, https://dzienniklodzki.pl/prawdziwa-historia-leszka-bohatera-serialu-daleko-od-szosy/ar/c1-9793896 [dostęp: 04.05.2022].

  12. Perła w koronie. Z Kazimierzem Kutzem rozmawiała Bożena Janicka, „Kino” 1972, nr 1; J. Skwara, Patos i śląskie realia, „Kino” 1972, nr 1.


Sebastian Adamkiewicz – doktor nauk humanistycznych, koordynator sekcji naukowej Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi. Specjalista z zakresu historii Polski nowożytnej oraz procesów kształtowania się tożsamości narodowych. Autor słuchowisk radiowych i popularyzator historii. Współpracownik portalu Histmag.org. Zainteresowania badawcze koncentrują się wokół dziejów tożsamości, kultury elity władzy, zdarzeń Rewolucji 1905 roku, stosunkach Kościół katolicki – ruch socjalistyczny.

Streszczenie:

Wraz z myślą oświeceniową powstała idea narodu jako wspólnoty opartej o doświadczenie kultury, języka i historii. Przełamywała tym samym tożsamości stanowe próbując zlepić wyraźnie zarysowane warstwy społeczne w jedno. Barierą w tym zjednoczeniu była kwestia polityczności rozumianej jako posiadanie przez daną grupę społeczną swojego głosu, jasne deklarowanie przez nią potrzeb i definiowanie się poprzez rywali i przeciwników. Polska kultura, oparta o narrację szlachecką, na warstwy chłopskie patrzyła na ogół z paternalizmem, prezentując bardziej swoje wyobrażenie niż realnie oddając głos. Uprzemysłowienie ziem polskich w XIX wieku pozwoliło na ukształtowanie z dawnego stanu chłopskiego klasy robotniczej. Jej powstanie wiązało się z rozwojem wielkich ośrodków przemysłowych w Łodzi i na Górnym Śląsku. W tych dwóch regionach wytworzyły się wspólnoty lokalne, których elementem tożsamości było chłopsko-robotnicze pochodzenie. Niniejszy tekst stawia pytanie jak w filmach o Łodzi prezentowani są robotnicy i czy są osobami politycznymi. Ich przedstawienie polityczności porównywane jest ze sposobem prezentacji polityczności robotników w uniwersum górnośląskim Kazimierza Kutza.

Summary:

Because of Enlightenment thought, the idea of ​​the nation as a community based on the experience of culture, language and history had arosed. That idea had broke down class identities, trying to stick clearly outlined social layers into one. The barrier to this unification was the issue of politics, understood as having, clearly declaring its needs and defining itself rivals and opponents. Polish culture, based on the narrative of the nobility, generally looked at the peasant classes with paternalism, presenting its own image rather then their voice. The industrialization of the Polish lands in the nineteenth century, has given a possibility to form the working class from the former peasant state. Its creation was related to the development of large industrial centers in Łódź and Upper Silesia. These two regions have developed local communities whose identity was based on peasants and workers. This text poses the question of how workers are presented in the films about Łódź are they the political figures. A presentation of the political nature of Lodz workers is comparing with the way of presenting the political nature of workers in the Upper Silesian universe of Kazimierz Kutz.

Print Friendly, PDF & Email

18 czerwca 2022