"Pleograf. Historyczno-Filmowy Kwartalnik Filmoteki Narodowej", nr 3/2022

Z ARCHIWUM

Uchwycić nastrój świata, który odszedł… Komentarz do kolaudacji “Austerii” Jerzego Kawalerowicza - pleograf.pl



DOI: 10.56351/PLEOGRAF.2022.3.16

Po prawej Jerzy Kawalerowicz, Austeria, Autor: Romuald Pieńkowski, Prawa: Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny.

Tomasz Romanowicz

Uchwycić nastrój świata, który odszedł… Komentarz do kolaudacji Austerii Jerzego Kawalerowicza

Droga do powstania filmu Jerzego Kawalerowicza doskonale wpisywała się w schemat politycznych problemów piętrzonych przez władze PRL twórcom próbującym przenieść na ekran dzieło literackie, opowiadające o trudnej przeszłości społecznej na dawnych ziemiach polskich. Scenariusz do filmu „Austeria” reżyser przygotował wraz z Tadeuszem Konwickim, na podstawie rękopisu powieści o tym samym tytule, udostępnionego przez autora Juliusza Stryjkowskiego. Film został w 1967 r. wstępnie zaakceptowany do realizacji, lecz prace nad nim zostały przerwane w momencie wybuchu wojny izraelsko-egipskiej[1]. Wobec faktu, że PRL tak jak inne kraje Układu Warszawskiego, poparła stronę egipską konfliktu, kierownictwo kinematografii zablokowało film ze względu na jego „żydowską” tematykę[2]. Do pracy nad filmem Jerzy Kawalerowicz powrócił na początku lat 80. Wartym odnotowania jest, że w scenariuszu nie trzeba było nanosić żadnych zmian, bowiem tekst, zdaniem reżysera, dostarczał uniwersalnych, ponadczasowych wartości[3]. Nie uchroniło to jednak filmu przed krytyką ze strony władz partyjnych. Głównym zarzutem jaki mu postawiono, była forma scen z Kozakami w „Austerii”, które uznano za antyrosyjskie. Produkcja nie ustrzegła się interwencji cenzury, została jednak dopuszczony do ograniczonej dystrybucji. Pomimo wartości artystycznej nie wysłano go do konkursu oscarowego[4].

Wśród kolaudantów zebranych 17 maja 1982 r. „Austeria” wzbudziła niekwestionowany zachwyt. Podkreślano bardzo dobrą adaptację prozy Juliana Stryjkowskiego, trudną do przełożenia na język filmowy. Aleksander Jackiewicz widział w fabule dobrze pokazaną historię wielokulturowej społeczności galicyjskiej. Naukowiec zwracał uwagę, że film należy uznać za unikalny, gdyż w opinii komisji przywracał polskiej kulturze nieobecną już tradycję żydowską: (…) Zaryzykowałbym, że ten film jest czymś takim dla tej żydowskiej społeczności, czym dla nas jestWeseleWyspiańskiego, bo Weselejest niezwykle mocno osadzone w naszej kulturze, a ten film jest osadzony w kulturze żydowskiej i ta sprawa wymaga tutaj podkreślenia (…).[5] Zdaniem kolaudantów, twórcy filmu potrafili uchwycić atmosferę duchowości chasydzkiej i uchwycić detale ortodoksyjnej obrzędowości galicyjskich Żydów. Ewidentnie reżyser starał się ukazać jej bogactwo, próbując wstrząsnąć widzem. Poetyka filmu opierała się bowiem na emocjach, które oceniano jako atut fabuły, tak samo jak jego walory wizualne.

Franciszek Pieczka, Austeria, Autor: K. Kołodziejski, Prawa: WFDIF /po Studiu Filmowym ,,Kadr”/.

Jedyne sugestie jakie pojawiły się w trakcie obrad, dotyczyły kwestii montażowych. Część kolaudantów dostrzegała spowolnienie tempa akcji w środkowej części filmu, zwłaszcza w scenach toczących się w bożnicy. Sugerowano ich przemontowanie, a nawet selekcję scen ukazujących liturgię żydowską.

Odnosząc się do opinii komisji, Jerzy Kawalerowicz podzielił się z audytorium swoją tremą przed podjęciem się trudnego wyzwania jakim było przeniesienie trudnej prozy Juliana Stryjkowskiego na ekran. Kluczem do odpowiedniej adaptacji treści było zbudowanie fabuły filmu na emocjach. W tym kontekście reżyser nie widział powodu aby dokonywać w nim żadnych zmian: (…) Uważam, że film jest czymś zamkniętym w pewnej mojej emocjonalnej, jak też i plastycznej wizji. Przyznam się, że bardzo nie lubię odchodzić od tego, co zamierzałem. Nie wykluczam jeszcze jakichś minimalnych przemontowań, bo być może, że właśnie te kwestie dla normalnego widza są trudniejsze, ale jeżeli chodzi o sceny w bóżnicy, to zarówno chodziło mi o walory widowiskowe, jak też i o walory treściowe tej sceny. Być może, że te obserwacje obrzędowe dla niektórych nie będą zrozumiałe, ale mnie te sprawy zafascynowały (…) Uważał bowiem, że sugestywne przedstawienie rytuału może być atrakcyjne wizualnie dla widza. Co ważne, dla reżysera bardzo ważna okazała się recenzja autora powieści. Julian Stryjkowski zaakceptował obraz bez zastrzeżeń.

Poproszony o opinię literat nie krył wzruszenia ekranizacją swojej prozy. Wspomniał jednocześnie o cierpliwości reżysera, dając wyraźnie do zrozumienia komisji o politycznych powodach wstrzymania produkcji filmu. Dla pisarza moment ujrzenia „Austerii” na dużym ekranie okazał się przeżyciem bardzo osobistym, przeniesieniem w okres dzieciństwa, powrotem do zapomnianego rytuału. Dla Juliana Stryjkowskiego, Jerzy Kawalerowicz umiejętnie potrafił oddać atmosferę galicyjskiego Sztetla. Interesującym jest, że pisarz nie oczekiwał, że ta obrzędowość będzie w pełni zrozumiała dla polskiego widza. Bardziej doceniał rzetelność w oddaniu atmosfery życia lokalnej, ortodoksyjnej społeczności żydowskiej.

Grupa zamaskowanych Żydów, Austeria, Autor: Romuald Pieńkowski, Prawa: Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny.

Podsumowując dyskusję nad filmem minister Stefański orzekł, że „Austeria” jest filmem doniosłym, uwidaczniającym kunszt artystyczny Jerzego Kawalerowicza. Przewodniczący komisji zauważył przy okazji, że reżyser jest tego rodzaju twórcą, do którego wizji dzieła filmowego można mieć zaufanie. Powstał więc film wzruszający, odznaczający się wyjątkową poetyką ukazania polskiej, trudnej historii. Minister dopatrywał się w nim różnorodności metafor: (…) Chciałbym szczególnie zwrócić uwagę na metaforyczność tych ostatnich scen. W filmie zostały zawarte doświadczenia tkwiące poza powieścią, a więc jest mowa o takich sprawach, jakich autor książki nie mógł przewidzieć.

Można powiedzieć, że niejako reżyser przerzucił pomost pomiędzy wydarzeniami z I-szej wojny światowej ku wydarzeniom z II wojny światowej. A więc te obrazy i sceny mają dodatkowy walor, są niejako wizją zniszczenia niesionego za kilkadziesiąt lat przez faszyzm, świadczy to o dodatkowym walorze filmu, o jego wizyjności, a w dodatku ta wizja jest niesłychanie spektakularna, bo to co się działo za kilkadziesiąt lat doprowadziło do całkowitego unicestwienia tego świata. (…) Reżyser uniknął także uproszczeń i przeszkód związanych z polityczną wymową fabuły. Zwłaszcza ostatnie sceny filmu zdają się nawiązywać do tragedii holokaustu, który miał nadejść. Wszystkie powyższe cechy zdaniem przewodniczącego skłaniały komisję do udzielenia zgody na jego rozpowszechnianie. Co ważne, na 17 członków komisji 16 dało filmowi I kategorię, tylko jeden kategorię II.[6]

Za swoiste postscriptum dyskusji kolaudacyjnej, pokazujące tło polityczne i związane z nim problemy ówczesnej polskiej kinematografii, można uznać opinię ministra odnośnie selekcji polskich kandydatur do festiwalu w Cannes. O ile „Austeria” nie mogła być zgłoszona do rywalizacji ze względu na zbyt późne zakończenie realizacji filmu, to inne zgłoszone filmy spotkały się z oporem komisji festiwalowej. Kierownictwo kinematografii wysłało do Francji trzy filmy: „Limuzynę Daimler-Benz” Filipa Bajona, „Konopielkę” Witolda Leszczyńskiego i „Znachora” Jerzego Hoffmana. Komisja kwalifikująca z Cannes przyjęła tylko pierwszy film jedynie do pokazu pozakonkursowego, prosząc jednocześnie o przesłanie „Przypadku” Krzysztofa Kieślowskiego i „Przesłuchania” Ryszarda Bugajskiego. Z kolei na wysłanie tych obrazów Ministerstwo Kultury nie wyraziło zgody, jak to ujął minister Stefański, ze (…) zrozumiałych względów (…). Ten eufemizm oznaczał oczywistą niechęć do promowania za granicą filmów, rozliczających się z historią i rzeczywistością PRL. W tym kontekście zamiar promowania „Austerii” na uznanym zagranicznym festiwalu, choć niemożliwy do zrealizowania, sygnalizował chęć promocji polskiej kultury kinem historycznie uniwersalnym.

Liliana Głąbczyńska, Austeria, Autor: K. Kołodziejski, Prawa: WFDIF /po studiu filmowym “Kadr”/.

Treść kolaudacji można uznać za przyczynek do dyskusji nad próbą dostosowania języka filmu do opisu trudnych wydarzeń z historii Polski. Rodzime kino historyczne często grzeszy zbyt patetycznym opisem wydarzeń, nadmiernym dydaktyzmem oraz dostosowaniem przekazu filmu do aktualnych wymogów politycznych producentów. Komisja kolaudacyjna wiedząc, iż ekranizacja „Austerii” napotkała w latach 60. na problemy polityczne, dostrzegła w niej wątki uniwersalne, które pozwoliły na nowe i interesujące interpretacje żydowskiego dziedzictwa kulturowego w polskiej kinematografii. Zgodność uczestników kolaudacji co siły przekazu produkcji, dowodziła też, że budowanie fabuły na emocjach sprzyjało atrakcyjności dzieła. Tym bardziej, że nie uniknięto czytelnych nawiązań końcowych scen filmu do tragedii holocaustu. Emocje i odpowiednia poetyka obrazu niewątpliwie sprzyja odpowiedniemu ujęciu treści kina historycznego.

  1. J. Kawalerowicz, Więcej niż kino, Wydawnictwo Skorpion, Warszawa 2001, s. 74.
  2. Tamże.
  3. P. Koniecki, Z archiwum KC PZPR. Sprawa ,,Austerii” Jerzego Kawalerowicza, „Studia Filmoznawcze” 2009, nr 30, s. 204.
  4. Tamże.
  5. Wszystkie cytaty zamieszczone w tekście pochodzą ze stenogramu kolaudacji zdeponowanego w archiwum FINA . Sygn. A-344, poz. 299.
  6. P. Koniecki, Z archiwum KC PZPR…, s. 208.

Tomasz Romanowicz – historyk, muzealnik, doktor nauk humanistycznych, absolwent Wydziału Filozoficzno-Historycznego Uniwersytetu Łódzkiego. W kręgu jego zainteresowań naukowych znajduje się historia polskiego ruchu syndykalistycznego. Autor biografii historyka i ideologa prof. Kazimierza Zakrzewskiego. Bliskie są mu także dzieje regionu łódzkiego, ze szczególnym uwzględnieniem historii lokalnej. Autor monografii Dzieje społeczności żydowskiej w Głownie, Głowno 2014.

2 września 2022