"Pleograf. Historyczno-Filmowy Kwartalnik Filmoteki Narodowej", nr 3/2022

Z ARCHIWUM

„Prognoza pogody”. Stenogram z posiedzenia Komisji Kolaudacyjnej Filmów Fabularnych



Strona tytułowa ze stenogramu kolaudacji filmu Prognoza pogody, Źródło: Archiwum FINA.

STENOGRAM

z posiedzenia Komisji Kolaudacyjnej Filmów Fabularnych w dniu 29 czerwca 1982r.[1]

O b e cni[2]:

V-Min MMin. Min.

Stefański[3]

Dyr.

Kuszewski[4]

Prof.

Baszkiewicz[5]

Red.

Bajer[6]

Ob.

Bryll[7]

Reż.

Bossak[8]

Ob.

Jesionowski[9]

Mjr

Jurek[10]

Red.

Klaczyński[11]

Red.

Koźniewski[12]

Reż.

Kieślowski[13]

Reż.

Kawalerowicz[14]

Reż.

Krauze[15]

Reż.

Królikiewicz[16]

Płk

Lang[17]

Ob.

Kniaziołucki[18]

Reż.

Morgenstern[19]

Reż.

Petelski[20]

Ob.

Trepczyński[21]

Red.

K.T.Toeplitz[22]

Reż.

Waśkowski[23]

Ob.

Zalewski[24]

Reż.

Zaorski[25]

Reż.

Zanussi[26]

Reż.

Rybkowski[27]

Na porządku dziennym -omówienie filmu pt. „Układ zamknięty” /nowy tytuł „Prognoza pogody”/ zrealizowanego przez reż. Antoniego Krauze w Zespole „Tor”.
Przewodniczy – V-Min. Stefański

Przewodniczący: Proszę bardzo – otwieram dyskusję. Kto chciałby pierwszy zabrać głos?

Ob. Jesionowski:

W sumie jestem za tym filmem, jestem o nim dobrego zdania, z tym, że jednak mamy jedną obawę, czy wątpliwość i jeden wniosek kolaudacyjny. Moja obawa sprowadza się do tego – czy nie okaże się w kinach ta anegdota na film pełnometrażowy za wątła. Reżyser robi, co może, ażeby to opowiadanie wzbogacić i to mu się w znacznym stopniu udaje, ale w środku filmu są dłużyzny. Zresztą widz kinowy rozstrzygnie, czy ta moja wątpliwość jest zasadna, czy nie.

Moja uwaga kolaudacyjna dotyczy tego, co działo się w Wilnie w 1945 roku. To jest nie przypiął ni przyłatał i dlatego wypowiadam się za tym, ażeby to zdanie usunąć. Poza tym jestem za tym, ażeby film przyjąć i rozpowszechnić.

Red. Koźniewski:

Dla mnie to opowiadanie filmowe jest troszeczkę za długie. Jest to film głęboko okrutny i zarazem głęboko humanistyczny. Jest to film, który robi duże wrażenie. Zgadzam się co do słuszności wycięcia tego jednego zdania, bo ono jest zupełnie niepotrzebne, bo jest ono zupełnie z innej domeny, bo film porusza zupełnie inne zagadnienia i to zdanie jest zupełnie zbędne. Natomiast mam poważne obawy, czy ten film dla tzw. szerokiej publiczności będzie zrozumiały i to nie w sensie fabularnym, bo jest on bardzo dobrze i jasno opowiedziany, ale w sensie jego wymiaru metaforycznego i obawiam się, że szczególnie młoda widownia będzie na tym filmie rechotać, natomiast starsza widownia będzie tym filmem poruszona. To jest film bardzo okrutny, pokazujący prawdę o starości, o nieszczęściu ludzi samotnych, a zarazem jest on ciekawy, bo pokazuje, w jaki sposób rodzi się w grupach ludzkich psychoza, orientujemy się, że psychoza ta staje się straszliwym żywiołem.

W końcowych scenach filmu widzimy to ich zgrupowanie przy ognisku i ci ludzie wtedy jakby wracają do swojej

młodości, jakby zgubili swoje lata, odzyskują młodość dzięki tej ucieczce i właściwie można powiedzieć, że cała ta ucieczka jest jakimś ich powrotem w inny wymiar czasu. Na pewno jest to film bardzo humanistyczny i humanitarny, ale trzeba też powiedzieć, że jest to film straszliwie okrutny, pokazujący w sposób nieubłagany postęp czasu. Natomiast zupełnie mi nie odpowiada tytuł filmu, ani ten pierwotny, ani zmieniony, bo co to wszystko ma wspólnego z „Prognozą pogody”? Nie jest to również „Układ zamknięty”, bo przeciwnie to jest historia ucieczki tej grupy starców w świat, który wydaje im się, że stoi przed nimi otworem. Można tę ucieczkę również potraktować, jako pojęcie historii człowieczej.

Nie bardzo wiem, jaki powinien być tytuł tego filmu, ale może taki, jaki tytuł nosiło opowiadanie Marka Nowakowskiego[28]. Nie wróżę temu filmowi specjalnego powodzenia u naszej widowni, natomiast wyobrażam sobie, że może to być film prezentowany na festiwalach, na wszystkich festiwalach a na pewno na festiwalu w Karlovych Varach[29].

Red. Klaczyński:

Otóż ja tutaj obserwuję od pewnego czasu serię filmów w pewny sposób [sic!] odbiegających od potocznych wzorców. Najpierw mieliśmy filmy artystyczne, bardzo piękne, ale brutalne i to o takim stopniu brutalności, który jest niedopuszczalny za granicą, potem mieliśmy film pana Gruzy[30] i wiadomo co o nim wszyscy sądziliśmy i dzisiaj otrzymaliśmy ten film. Myślę, że byłoby bardzo źle, ażeby w naszym systemie rozpowszechniania nie znalazło się miejsce na inne filmy, a tylko na filmy takie, jakie powstały ostatnio, które mogę określić po prostu jako ekstremy. Trzeba byłoby się zastanowić nad tym, czy jest drugi taki kraj, którego kinematografia składa się głównie z ekstremów. Na pewno taki jest nasz kraj i jest to kraj śmiertelnie chory, ale powinniśmy zadać pytanie – czy temu bardzo choremu społeczeństwu najbardziej potrzebne są chore filmy?

Red. Koźniewski:

Nie zgadzam się z tym, że ten film jest chory. Ten film ma nawet przebłyski optymizmu, aczkolwiek w sposób okrutny mówi o losach ludzkich, ale w tych losach nie ma nic nadzwyczajnego, ci bohaterowie filmu mają za sobą normalne historie życiowe, normalne tragedie i dlatego nie mogę się zgodzić, że jest to przejawem jakiejś naszej choroby. Jeszcze można byłoby się zastanowić, czy takie określenie pasuje do innych filmów tu oglądanych, ale akurat do tego filmu – moim zdaniem – nie pasuje. Takie tragedie ludzkie mogą się zdarzyć w każdej epoce, na każdym miejscu kuli ziemskiej i na pewno opowiadanie o takich ludzkich historiach nie świadczy o chorobie.

Prof. Baszkiewicz:

Zacznę od przesłania tego filmu, chociaż nie jest to sprawa jednoznaczna, bo można ten film odbierać w różnych wymiarach, można nadać mu kilka sensów metaforycznych, bo równie dobrze można ten film potraktować jako czarną komedię artystyczną, która ukazuje pewne treści wstydliwe, kryjące się w zakamarkach ludzkiego życia i tutaj jako przykład mógłbym podać aluzje do tego seksualizmu. Można też ten film potraktować jako dramat inteligencji. Są to sprawy wstrząsające poruszane przez niejednego twórcę, a mnie w tej chwili przychodzi na myśl film „Stroszek”[31]. Można też ten film traktować jako pokaz aktorstwa starszej generacji polskich aktorów i to jest też pewna wartość. Mimo, że będę miał jedną uwagę krytyczną, to najpierw chciałbym pogratulować autorom tego humanistycznego filmu. To nie jest film dla każdego widza i mówiąc brutalnie, to nie jest film dla widza rechotliwego, chociaż trzeba się liczyć, że i tacy widzowie będą ten film odbierali i nawet są tutaj próby kokietowania tego widza i myślę, że można byłoby sobie te próby darować, bo to jest sprawa krótkiego zabiegu, wycięcia paru drobnych scen, które są jakby z innego utworu.

Gdyby ktoś chciał odbierać ten film w drugim wymiarze, w sensie metaforycznym, to widziałbym tutaj dramat niedostatecznej inteligencji, a można już wyciągnąć z tego różne wnioski co do charakteru społeczeństwa, jak też wnioski zmierzające do refleksji.

Red. Bajer:

Na pewno można ten film bardzo różnie interpretować, ale dla mnie najbardziej interesująca jest głęboka uczciwość tego filmu. Uważam, że powinny takie filmy u nas powstawać, a odnosząc się do zaproponowanego tytułu, to on mnie również nie odpowiada, ale widziałbym tutaj jakieś inspiracje w porównaniu z tytułami reżysera Zanussiego. Uważam ten film za film głęboko uczciwy, wszyscy bohaterowie robią to co do nich należy, są uczestnikami tej akcji, tej ucieczki, którą sami podjęli i trzeba tutaj powiedzieć o humanitaryzmie płynącym głównie z postaci dyrektora tego zakładu. Jest to człowiek, który ma do spełnienia pewne funkcje, pełną rolę społeczną i można byłoby go sobie wyobrazić jako postać nie wychodzącą poza stereotyp, a tymczasem on stara się tych swoich podopiecznych zrozumieć. Dlatego humanitaryzm tego filmu płynie głównie z postaci tego dyrektora. Trzeba powiedzieć, że te wszystkie wydarzenia tej grupy starych ludzi nie są wcale nudne. Mój odbiór był bardzo dobry, mimo tego, że zdaję sobie sprawę, że to jest film smutny, gorzki, ale nie jest on robiony na fali jałowego zasmucenia. Wydaje mi się, że warto jeszcze zwrócić uwagę na dialogi, zawarte w tym filmie, bo nawet jeżeli tam są te kawały, to wydaje mi się, że one nie mogą obniżyć rangi tego filmu.

Chciałbym jednak powiedzieć kilka słów krytycznych. Przypuszczam, że nie można jednak tego filmu porównywać z sekwencją z „Lotu nad kukułczym gniazdem”[32], bo tam ta ucieczka stanowiła tylko fragment, a tu została rozbudowana do wymiarów całego filmu. 0 ile na początku wydawało mi się, że będę mógł taki zarzut postawić, to potem z niego się wycofałem. Film jest głęboko osadzony w realiach polskich, ale chciałbym nawiązać do sceny spotkania w melinie z tymi hipisami. W filmach zachodnich takich scen widzieliśmy dziesiątki, jeżeli nie setki i nieuchronnie odbiera się tę sekwencję jako cytat z czegoś, co można nazwać oryginalnym materiałem filmowym. Dla mnie ta scena jest utrzymana i zrealizowana w innej konwencji, a jeżeli chodzi o odbiór tej sceny, to – moim zdaniem – następuje właśnie w tym miejscu osłabienie napięcia dramaturgicznego. Miałem wrażenie, że zostaję wciągnięty w coś sztucznego, mam tutaj uczucie jakiegoś niedosytu i nie wiem, czy jest to kwestia założonego przez reżysera nastroju, czy pewnych niedostatków aktorskich ze strony uczestników tej sekwencji. Ta scena nie wypływa z zachodzących wypadków i nawet jeżeli jest tutaj wskazanie na relacje pomiędzy przedstawicielami młodego i starego pokolenia, to widzę w tym jakieś niedostatki i byłbym za tym, aby film pozbył się tych niedostatków i wyszłoby mu to na dobre. I w sumie chcę powiedzieć, że pan Krauze prześcignął „Palec boży”[33], a do tej pory mu się to nie udawało, ulokował swój film na wyższym pułapie, a przez dłuższy czas mimo wyznaczonego wyższego pułapu, do niego nie dochodził.

Korespondencja pomiędzy szefem Zespołu Filmowego ,,Tor” Krzysztofem Zanussim a wiceministrem Kultury i Sztuki Stanisławem Stefańskim odnośnie wyciętych scen w filmie Prognoza pogody, 2 lipca 1982 r., Źródło: Archiwum FINA.

Ob. Trepczyński:

Byłbym ostrożny w nazywaniu fabuły tego filmu jako chorej i dlatego nie mógłbym kierować pod adresem reżysera pretensji. Mamy tutaj do czynienia z reakcjami na mikroukład społeczny, jakim jest ten dom starców, natomiast w filmie, którego tytuł był wymieniany, jest mowa o szpitalu wariatów. Mamy tutaj do czynienia z reakcją na określone zdarzenie tego mikroukładu i trzeba tutaj powiedzieć, że reżyser podjął się bardzo trudnego zadania, bo nigdy nie jest wiadomo, w jaki sposób zareaguje mała społeczność pod wpływem szoku. Tutaj jest pokazana reakcja tej społeczności, która ucieka, mając przekonanie, że sprowadzone trumny mają na celu ich wykończenie. To jest temat z pewnością fascynujący dla badań socjologicznych, ukazujący reakcje grupy społecznej i kiedyś na ten temat pisał Werblan[34].

Jeżeli chodzi o tekst, ten punkt wyjścia, to jest on interesujący i ukazuje reakcje tej społeczności niejako na tle historii narodu polskiego, jego zaszłości i tradycji. Jest tu jakaś próba ukazania syntezy tej akcji. Żyjemy w społeczeństwie, w którym mity odgrywają ogromną rolę i niejako i one potrafią kształtować sytuację w społeczeństwie. Mówiąc o tych zaszłościach historycznych, chciałem zwrócić uwagę na piosenkę, jaka ukazuje się w końcowej partii filmu, która jest syntezą naiwnego polskiego romantyzmu.

Jestem zwolennikiem takich filmów, bo uważam, że one są uczciwe, że one właśnie w sposób uczciwy odzwierciedlają stan faktyczny w umysłach polskich. Poza tym film jest bardzo dobrze zrobiony, widzimy na każdym kroku bardzo dobrą pracę reżysera, operatora, jest w tym filmie bardzo dobra muzyka i to wszystko zasługuje na podkreślenie. Natomiast jeżeli chodzi o uwagę kolaudacyjną, to uważam, że najsłabiej wypadła ta partia z hipisami, to jest nie z tego wymiaru i jeżeli autorowi chodziło o konfrontację pokoleń, o ukazanie ich cech najbardziej charakterystycznych, to takie rozstrzygnięcie tej sprawy nie ma jakiegoś uzasadnienia.

Niektórzy moi przedmówcy stwierdzili, że widownia będzie się śmiała na tym filmie i to jest możliwe, ale zarazem jest to bardzo tragiczne, bo obserwując młode pokolenie, które przychodzi do kina na polskie i zagraniczne filmy widzę, że młodzież ta przede wszystkim chce się pośmiać, nie szuka głębszych przeżyć i jest w tym coś tragicznego, bo i w tym jest odbicie pewnych społecznych zjawisk. Mimo,że takie reakcje mają miejsce, to w żadnym wypadku nie mogą one dyskwalifikować tego filmu. W sumie jestem za przyjęciem tego filmu i też uważam, że możliwa jest jego obecność na niektórych festiwalach zagranicznych, bo jest to film określonego gatunku, którego celem jest ukazywanie reakcji niekontrolowanych.

Reż. Bossak:

Wydaje mi się, że z jednym zarzutem generalnym już się rozprawiliśmy, bo nie ma żadnych podstaw do tego, ażeby posądzać reżysera o to, że sięgał do jakichś wzorców,

starał się je naśladować, bo nie ma mowy o tym, aby to było jakiekolwiek naśladownictwo „Lotu nad kukułczym gniazdem”, ani też innych dramatów zachodnich, bo to jest zupełnie inna sprawa. Można ten film widzieć w płaszczyźnie realistycznej, jak też w wąskiej płaszczyźnie metaforycznej. Może warto tutaj sięgnąć do danych statystycznych, które mówią o tym, że jesteśmy społeczeństwem ludzi starzejących się, że oni stanowią coraz większą część naszego społeczeństwa. Nawet jeżeli spotkamy się z niewłaściwą reakcją widowni, to trzeba sobie powiedzieć, że ten film mówi o polskich obsesjach, że jest to bardzo polski dramat o pokoleniu, które przeżyło nie tylko II wojnę światową, ale również i I wojnę światową. Jest jakaś specyfika ludzi, którzy znaleźli się na naszym terenie, są cechy tych ludzi, które autor dostrzegł i to niezależnie od tego, czy są one niepokojące, czy nie są niepokojące, ale to są rzeczy prawdziwe i nie wiem dlaczego mamy o nich nie mówić.

Jeżeli chodzi o sprawę tych narkomanów, to nie widzę nic złego, że film o nich mówi, bo znamy dane statystyczne, które mówią o niemałej grupie narkomanów w naszym społeczeństwie i nie możemy, jak struś chować głowy w piasek i uważać że takiej plagi u nas nie ma. Dlatego uważam, że ta sekwencja ma pełne prawo bycia. Nic się nie stało złego, że w czasie swoich wędrówek staruszkowie znaleźli się w środowisku narkomanów. Nie wiem natomiast, czy dobrze jest poprowadzone to środowisko, to zetknięcie się tych dwóch pokoleń.

Mam tutaj na myśli te sceny, kiedy uciekinierzy spotykają tego rybaka, który prowadzi ich do tej meliny.

Natomiast są tu pewne powtórzenia, które należałoby usunąć, jest potrzeba pewnych zabiegów kosmetycznych i o nich mówiłem w czasie przerwy reżyserowi. Natomiast nie jestem w stanie patrzeć na ten film w płaszczyźnie ideologicznej, widzę możliwość spojrzenia filozoficznego. Spotykamy się w filmie z trafnością spojrzenia, ale są w filmie pewne błędy, które wymagają przepatrzenia, ale są to sprawy drobne, nie na kolaudację. Mówiąc jednak o tych błędach chciałem zwrócić uwagę na tę scenę, kiedy uciekinierzy idą przez ten świat kontenerów i potem wchodzą do restauracji, potem znów wchodzą do tej szopy. Widzę w filmie dobre, interesujące rzeczy i mógłbym powiedzieć, że jest to film rozsądny, że ma on dla naszej kinematografii duże znaczenie, a półtorej godziny spędzone na filmie dostarcza nam godziwej rozrywki.

Odbierałem ten film dobrze, uważam, że jest dobrze zrobiony i dobrze pomyślany, ale – jak już wspomniałem – pewne rzeczy wymagają przemyślenia od strony montażowej. Chciałbym złożyć gratulacje zarówno Krauzemu, jak operatorowi, jak też kompozytorowi. To jest film interesujący, którego nie ma powodu się wstydzić i nie powinniśmy wyciągać daleko idących wniosków porównując ten film z innymi, które widzieliśmy ostatnio, bo ten film jest przykładem pogłębionego podejścia do postawionego przez reżysera tematu.

Reż. Rybkowski:

Tutaj na tej sali poruszono w dyskusji dwie rzeczy i rozumiem troskę Kolegów, którzy niepokoją się o to, jaki będzie odbiór tego filmu w kinach. Rozumiem też troskę dystrybutora tego filmu, jak też troskę kierownictwa o to, że należałoby robić filmy o innym charakterze. Jeżeli idzie o ten film, to chciałbym go ocenić z punktu widzenia warsztatowego.

Oglądaliśmy tutaj wiele filmów dość dziwnych, ekstrawaganckich, które miały na celu zaszokowanie nas i widowni, ale tutaj jest jakaś chyba próba wyjścia od bardzo samodzielnej i ciekawej myślowo pracy reżyserskiej, bo wszystko obraca się dokoła ucieczki tych ludzi z domu starców i zawsze o tym wydarzeniu myślę, kiedy jadę do domu w Sandomierzu. Na pewno ci ludzie chcieli jak najlepiej, ale z tych układów wewnętrznych wypływają sprawy zupełnie nieoczekiwane i na nich bazuje realizacja tego opowiadania. Nagle wśród tych przerażających starców powstają jakieś układy i trzeba tutaj sobie powiedzieć, że są w filmie momenty odrażające. Takie uczucia mamy mimo świadomości, że naszym obowiązkiem jest opieka nad tymi ludźmi starymi.

Co mnie urzekło w tym opowiadaniu? A więc praca reżysera i złożoność tej całej opowieści, bo te układy między grupą tych ludzi stają się na ekranie, stają się na naszych oczach. Dla mnie szczególnie interesująca jest ostatnia partia tego filmu, bo od tej brzydoty przechodzimy nagle do rzeczy interesujących, a nawet pięknych wizualnie. Widziałbym w tym coś nowego od strony taktycznej w prezentowaniu tej opowiastki. Dla mnie najciekawsza jest sprawa aktorska. To są wszystko ci moi koledzy, których znałem od wielu lat, którzy zawsze byli złymi aktorami i nagle te aktorki i ci aktorzy ożywają, reżyser dał im szansę pokazania swych możliwości na ekranie. Mnie urzekł klimat tego opowiadania, jak też obrazy, które nam reżyser zademonstrował.

To jest interesująca historia i uważam, że ten film w dorobku Krauzego stanowi interesującą pozycję, a nawet pozycję znaczącą dla całej kinematografii, bo reżyser pokazuje nam tu własne przemyślenia, mówi o przeżyciach o wiele ciekawszych niż mogliśmy się spodziewać. Dlatego jestem za tym filmem, chciałem podziękować reżyserowi, który zdołał nam pokazać rzeczy zupełnie nowe i dlatego uważam, że jest to pozycja ciekawa, interesująca i znacząca dla reżysera.

Dyr. Kuszewski:

Wiele komplementów powiedziano na temat artystycznego kształtu tego filmu, dojrzałości warsztatowej, ale mnie nurtują dwie wątpliwości, które z tego punktu widzenia chciałbym przedstawić. Film proponuje pewną konstrukcję symboliczną, ale odwołuje się do sytuacji uniwersalnych, a więc takich sytuacji, które nie mają swego określonego czasu i miejsca. Tym niemniej dzień całej akcji jest dość wyraźnie zasygnalizowany przez sekwencję radiową i wobec tego należy spojrzeć na ten film poprzez udzielenie jakiejś odpowiedzi na pytanie – na ile realia tego czasu upoważniają do budowania takiej konstrukcji symbolicznej. Mam tutaj dwie wątpliwości.

Pierwsza – czy rzeczywiście możliwe było podejrzenie ze strony tych starych ludzi, że będą wykończeni? Tu się
nasuwa takie pytanie w momencie kiedy do domu starców zostają przywiezione te trumny. Można sobie powiedzieć, że ci ludzie mają za sobą ogromny balast przeżyć, związanych z ich życiem w tym kraju, gdzie działyby się rzeczy groźne, ale siłą rzeczy kierownik tego domu starców jest przez nich traktowany na zasadzie zdrajcy, na zasadzie człowieka pełniącego swoją funkcję z urzędu i dlatego głównie on jest obciążony tym podejrzeniem. I stąd wynika kolejne pytanie – czy rzeczywiście w naszym kraju obecnie w domu starców mogłyby mieć miejsce tego rodzaju praktyki? Obawiam się, że od tej strony film ten może mieć bardzo mocną wymowę, bo wiadomo, że problem ludzi starszych, nie jest w Polsce rozwiązany zadowalająco. Jest scena, kiedy problem ucieczki starców jest omawiany przez komitet partyjny. Chciałem zwrócić uwagę na to, w jaki sposób zostali przedstawieni ci przedstawiciele komitetu partyjnego. Przecież to są ludzie groteskowi, tak zostali przez reżysera potraktowani, ale można byłoby potraktować, że jest to kwestia uboczna. Natomiast chciałbym krytycznie ustosunkować się do całej akcji milicji. Akcja ta została ukazana na ekranie w sposób niezwykle sugestywny. Chciałem też zwrócić uwagę na sceny ściągania tych starców z drzew, czy z kop siana. To są sceny bardzo wiele mówiące, tym bardziej, że odnoszą się one do ludzi przeżywających wielką przygodę, którzy w jakiejś mierze wracają do swej młodości.

I tu się nasuwa pytanie – czy rzeczywiście taka akcja jest możliwa, czy milicja ma prawo tak traktować ludzi, którzy nie chcą powrócić do domu starców? Przecież oni robią to nasiłę. /Ob. Trepczyński: Oni chcą ich ratować./ Ob. Koźniewski: Jeżeli dziecko ucieknie z domu, to szuka je milicja, a więc dlaczego nie miałaby poszukiwać całej grupy starych ludzi, którzy uciekli?/

Jeżeli pan ambasador Trepczyński uważa, że jest to w porządku, to mnie jego stanowisko przekonuje.

Jerzy Block, Jan Łopuszniak, Lena Wilczyńska, Zbigniew Buczkowski, Mieczysław Łoza, Prognoza pogody, Autor: Romuald Pieńkowski, Prawa: Filmoteka Narodowa- Instytut Audiowizualny.

Reż. Kawalerowicz:

Nie chciałbym powtórzyć tego, co tutaj było powiedziane. Mam uwagę kolaudacyjną nieco innego typu, bo uważam, że w kinematografii, która produkuje przeszło 30 filmów rocznie, może być zrobiony jeden taki film, który będzie się zajmować środowiskiem starców i mogę powiedzieć, że to mi nawet bardzo odpowiada, ale ze względów artystycznych chciałbym się zastanowić nad scenami tych poszukiwań, czy tych zabiegów, mających na celu odnalezienie tych starców, bo tu coś mi się kłóci. Zgadzam się, że widzimy milicję, która podejmuje poszukiwania i od początku domyślam się, że te poszukiwania będą uwieńczone powodzeniem, natomiast od strony artystycznej wolałbym, aby film koncentrował się na tym momencie, kiedy pojawia się pies, kiedy wchodzi on do akcji. W tym momencie powinny zacząć się te poszukiwania, które odbierane byłyby przez widzów w sposób emocjonalny, bo te rozmowy na temat poszukiwań wśród różnych ludzi niczego nam nie dają, nie powodują naszego stosunku emocjonalnego do tych zagadnień, to są jakieś sprawy wyrywkowe, a chciałbym, aby emocjonalność była związana zarówno z ucieczką, jak też z klimatem poszukiwań uciekinierów.

Tymczasem te poszukiwania starych ludzi są zrobione dobrze od strony inscenizacyjnej, ale mnie chodzi o stronę artystyczną nieco inaczej pokierowaną, jak też o formę artystyczną, bo na przykład w tej sekwencji, kiedy milicja przeszukuje kontenery, występuje jakaś emocja, a w innych momentach tej emocji nie odbierałem. Dla mnie moment, kiedy zjawia się ten pies, jest jakimś punktem wyjściowym poszukiwań uciekinierów. Mówię o pewnej formie, która przy takim potraktowaniu sprawy nie byłaby w tym miejscu załamana. To wszystko co się dzieje w ostatnim momencie poszukiwań włącznie z okrzykiem tego dyrektora – to jest w porządku i myślę o tych scenach, kiedy doganiamy już grupę tych ludzi, ale te sceny poprzedzające punkt kulminacyjny poszukiwań, nie są potrzebne. Dlatego jeszcze raz proszę reżysera, aby się zastanowił, czy nie mam racji, aby położyć akcent na poszukiwaniach w momencie, kiedy zjawia się pies. Wtedy od strony formalnej w sposób usprawiedliwiony uniesiony zostanie ten dramat, a nie będzie się to odbywało na zasadzie narracyjnej.

Reż. Królikiewicz:

Można powiedzieć, że odbiorcy sztuki dzielą się na dwie grupy. Jedna z nich uważa sztukę za element oczyszczający, natomiast druga grupa odbiorców podchodzi do sztuki tak, jak dobry inżynier do swego zadania, nie szuka w niej przeżyć, natomiast szuka elementów normatywnych. I tu kryje się podstawowe nieporozumienie, które na tej sali pokutuje od przeszło dziesięciu lat. Musimy ustalić, że mając do czynienia z filmem – mamy do czynienia z utworem artystycznym. Wydaje mi się, że warto poważnie się nad tym zastanowić, a wtedy nasze obawy zostaną poważnie złagodzone. Dyskutujemy dzisiaj nad utworem artystycznym, który ma swoją strukturę, który ma określoną dynamikę, jaka powoduje określone odczucia. Sprawa ta sprowadza się do tego, że mamy do czynienia z określoną nietypową sytuacją, a jeżeli zgadzamy się z tym, że utwór artystyczny ma pełnić rolę oczyszczającą, to musi on być chwilami gorzki i okrutny. Przecież jeżeli moje dziecko jest chore na gardło, to daje mu się gorzką sól do płakania. Moja matka też 1eczy się gorzkimi ziołami. Dlatego wymaga to zastanowienia.

To jest film o chorej rzeczywistości i pokazujemy w
niej chorobliwe zachowania się ludzi, ale jesteśmy w konkretnym kręgu kulturowym, kiedy obowiązuje humanistyczne podejście do ludzi i kiedy poza tym obowiązują konkretne przepisy. To na pewno nie jest film słodki , ale prowadzący do określonych konstatacji. Mamy do czynienia w nim z głębokimi refleksjami humanistycznymi. Niewątpliwie w filmie tym ujawniona została prawda o życiu, ale prawda wykraczająca poza ten utwór. Poza tym każde dzieło artystyczne stanowi jakiś instrument edukacyjny. Tutaj jest mowa o rzeczy niezwykle trudnej, jaką jest instynkt samozachowawczy, bo on doprowadził do takiego zachowania się tej grupy starych ludzi. Trzeba się z tym liczyć, trzeba zacząć od jakiejś wiedzy o życiu i o ludzkiej psychice. Na te tematy w sposób bardzo konkretny wypowiadał się prof. Kępiński[35], mówiąc o ukształtowaniu psychiki społeczeństwa, o chorobach młodych ludzi i o ich stosunku do śmierci. Bez świadomości i wiedzy o psychice człowieka, o życiu; w swoim czasie doprowadzono do komór gazowych. Ten film mówi właśnie o tych ludziach, którzy mają za sobą doświadczenia wojny, którzy wiedzą do czego może doprowadzić działanie ludzi przeciw ludziom, w przypadku tych starych ludzi działa u nich odruchowość. Na ten temat jest cała twórczość Kąkolewskiego[36], która mówi o świadomości narodowej. Jest to autor, który obnaża nasze rany narodowe, który obnaża te przeżycia, które były udziałem mojej matki, moich ciotek i wujów, którzy przeżyli wojnę.

Naprawdę to są sprawy daleko głębsze, niż rola milicji w tym filmie. Milicjant w swoim przeświadczeniu robi to co do niego należy, a dla tych starców trumny powodują ich strach, bo odwołują się oni do kryteriów świadomości pokoleniowej. Gdybyśmy potraktowali głębiej ten film, to odkrylibyśmy w nim ten piołun, który ma nas leczyć. Jeżeli mówimy o tym, że jesteśmy chorym społeczeństwem, to powinniśmy przeciwstawiać się chorym reakcjom na filmy. Dlatego wydaje mi się, że nie doceniamy tutaj rzeczy bardzo ważnych i mam na myśli umiejętność współpracy reżysera z operatorem. Uważam, że zdjęcia w tym filmie są niezwykle sugestywne, że zostały wygrane te partie dokumentalne, że jest w sposób umiejętny prowadzona dyskusja z widzem, która prowadzi do tych metaforycznych sytuacji.

Jeżeli chodzi o sprawę humoru, to jest w nim coś bardzo gorzkiego, bo wiadomo, że nasze społeczeństwo nawet w bardzo ciężkich chwilach zdobywało się na humor i jest w tym coś humanizującego, bo nawet reakcje histeryczne mogą wpływać kojąco, mogą doprowadzić do zgody na rzeczywistość, którą sami tworzymy.

Uważam, że w tym filmie kol. Krauzego jest wiele walorów, traktuję go jako wybitnego reżysera i niewątpliwie
jest to jego najlepsze dzieło. Jestem za tym filmem, uważam go za film bardzo dobry i może nie należałoby go pokazywać dzieciom, ale należałoby już pokazywać młodzieży szkolnej i powinien on mieć szeroki zakres rozpowszechniania.

Reż. Zanussi:

Odnoszę wrażenie i taka była reakcja w naszym Zespole, że jest to najlepszy film tego autora i właściwie w naszym zespole nie powstała pozycja o takim wymiarze socjologicznym, a więc jesteśmy z tego bardzo zadowoleni i mogę powiedzieć, że jesteśmy nawet zdumieni, że film ten powstał w naszym gronie. Natomiast korzystając z tego, że jestem na tej sali, jestem bardzo mile ujęty, że cała dyskusja jest przesiąknięta duchem humanizmu, że przebiega ona w nastroju tak głębokiej refleksji, bo tego na tej sali dawniej nie było i cieszę się, że dzisiaj taką dyskusję tutaj usłyszałem.

Na tle tych refleksji pewne głosy mnie zaniepokoiły, bo zabrzmiały mi fałszywie i przede wszystkim chciałem się odnieść do tego, co mówił tutaj red. Klaczyński, bo nawet wbrew intencjom autora sądzę, że w jego sztuce jest coś uzdrawiającego. Padło tutaj słowo „ekstremy” i może jest ono słuszne w odniesieniu do innych pozycji filmowych, ale

w dzisiejszej dyskusji uważam, że to słowo nie powinno paść, że było po prostu niepotrzebne, wprowadziło inny nastrój. Zaniepokoił mnie też głos Dyrektora Programowego, który zadał pytanie – czy może powstać taka psychoza? Nie wiem, czy nie miał Pan trudności z odczytaniem tej problematyki, która jest szalenie wyraźnie zarysowana. Taka sytuacja może powstać i jest ona znana zarówno psychologom, jak i socjologom. Dlatego pytanie to jest bezzasadne, bo wiadomo ,gdzie jest umowność, przenośnia. Oczywiście nie jest wyraźnie powiedziane, że oni posądzają kierownika tego zakładu o złą wolę, ale jest problem inny – czy obecność w domu starców jest obowiązkowa? Z filmu wynika, że jest obowiązkowa i dlatego powstała ta psychoza, ale nie chciałbym, aby powstawały tu jakieś insynuacje, które są wyrazem złej woli.

Barbara Chojecka, Prognoza pogody, Autor: Romuald Pieńkowski, Prawa: Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny

Dyr. Kuszewski:

Każdy ma prawo wypowiadać swoje zdanie, jako członek Komisji Kolaudacyjnej i to nie jest powodem, ażeby mnie obrażać i posądzać o złą wolę. Proszę niezależnie od tego, jaką funkcję sprawuje, ażeby takie argumenty nie padały pod moim adresem.

Reż. Zanussi:

Chcę się zastanowić nad argumentami Pana Dyrektora i uzasadnić, dlaczego Pan film oskarża, bo trzeba sobie powiedzieć, że głos Pana ma duży ciężar, większy niż ciężar głosów innych dyskutantów, chciałbym, ażeby Pan głębiej ten film potraktował, właśnie od strony humanistycznej. Myślę, że ta wymiana zdań na kolaudacji nie będzie miała większego znaczenia. Film odebrałem bardzo dobrze.

Reż. Krauze:

Ogromnie dziękuję za głębokie potraktowanie mego filmu, dziękuję za uwagi, z którymi się nie zgadzam, jak też dziękuję tym kolaudantom, którzy zaakceptowali film. Zawsze rola kolaudacji jest bardzo duża, bo to jest pierwsze spotkanie filmu z żywymi ludźmi. Tu wystąpiła duża skala zainteresowań również estetycznych. W sprawach warsztatowych wypowiedział się reż. Bossak. Uwagi kolaudantów będą mi bardzo przydatne przy ostatecznym wykańczaniu filmu, bo wcale nie traktuję, że prace nad filmem zostały już zakończone.

Przewodniczący:

Rozumiem, że zbliżamy się do końca naszej oceny. Nie chciałbym oczywiście recenzować filmu, ani w sposób sumaryczny traktować głosów w dyskusji, ale chciałbym sam mieć możność powiedzenia paru uwag o tym filmie. Niewątpliwie problemy poruszone w tym filmie są interesujące, a na nich zaciążyły czasy, kiedy film był realizowany. To było powodem tych wątpliwości, które przebijały w głosach kolegów. Jestem przekonany, że dojdziemy do wspólnego zdania na temat tego filmu, że kiedy dojdzie do spotkania roboczego, to rozmowy będą uwieńczone powodzeniem i na pewno nie będziemy się wdawać w dyskusje, które mogłyby spowodować spięcia. Mam na myśli znak czasu w tym sensie, że gdyby film nie był robiony w tym czasie, który zostałby odbiorcom zakomunikowany w komunikacie meteorologicznym, to tych szczegółów, mających powiązanie z rzeczywistością byłoby mniej i przez to ta rzeczywistość byłaby mniej obciążona po wywołanej psychozie. W sumie dyskusja wskazywała na doświadczenia życiowe dyskutantów i na humanistyczną potrzebę uzasadnienia stanu psychozy, ale nie wyobrażam sobie, że chodzi tu o tak daleko idące uogólnienia, które spotkały się z ripostą. Chciałbym jednak na pewne rzeczy zwrócić uwagę i pierwsza z nich dotyczy tego roku 1945. Rzeczywiście nie wiem po co jest to zdanie, dlatego byłbym za jego wyeliminowaniem, bo to jest rzecz zbędna, dalej – jest sprawa rozmowy o błocie, które zostało pozostawione po roku 1945. Jest to spór z komunistą. W tym kontekście jest jakieś porównanie sytuacji po wojnie z tym, co ma miejsce współcześnie. Film daje tutaj jakieś znaki, ta scena bardzo wiele mówi od strony politycznej, została ona przez reżysera wyeksponowana i nie wiem, czy w takim właśnie momencie powinna być toczona taka dyskusja i na taki temat. Ja to odbieram na zupełnie innej fali, jaka nam została zaproponowana w tym filmie. Dlatego chciałbym zasugerować poprawkę w tym momencie, kiedy rzecz dotyczy kontekstu sytuacyjnego w odniesieniu do tego, co się w kraju zrobiło. Jest tu postawiony jakiś znak równości pomiędzy tym, do czego doprowadził okupant w roku 1945 i do czego doprowadziła rodzima władza, bo jedni i drudzy zostawili to samo błoto. Przecież nie można porównywać stanu naszego kraju w obecnej rzeczywistości ze stanem, jaki miał miejsce po wojnie. Chodzi mi o stosunek do tych faktów o pewne uogólnienia, które należy albo uargumentować, albo z nich zrezygnować, bo to jest jakieś niewspółmierne do przeżyć tej grupy starych ludzi w czasie ich ucieczki. Nasuwa się też pytanie – jakie były powody tej psychozy? Jest jakaś nierównomierna skala argumentacji, która by uzasadniała tę psychozę.

Chodzi mi również o sceny z udziałem milicji. Trzeba powiedzieć, że ta scena kiedy milicja znajduje uciekinierów, realizuje swe obowiązki, jest bardzo drażliwa i trzeba wziąć pod uwagę odczucia społeczne. Dlatego pozostawiłbym milicję na boku, bo będzie to powodem do odczytywania podtekstów nawet jeżeli one zabrzmią w sposób niezamierzony.

Chodzi mi o te sceny sytuacyjne, o udział milicji w tej akcji, bo jest w tym coś drażniącego. Może są to drobiazgi, ale są one znakiem czasu, a nie złej woli reżysera.

Dla mnie problemem jest psychoza społeczna, która tutaj została doprowadzona do jakiejś kulminacji i chodziłoby mi o zachowanie pewnej proporcji. Ktoś tutaj zwrócił uwagę w dyskusji na to, że na przeżycia tej grupy nakłada się warstwa innych doświadczeń. Nie ma potrzeby uciekać się do tanich chwytów, bo stylistyka tego filmu do tego nie upoważnia. To co mówię prosiłbym, aby reżyser nie traktował, jako zarzut, czy jako jakąś złośliwość. Zakładamy, że film ten będzie odbierany przez ludzi dorosłych, ludzi myślących, więc proponowałbym, abyśmy się zastanowili nad odbiorem dorosłej widowni, bo ten komunikat meteorologiczny jest celowo przeciągnięty. Nawet jeżeli to będzie dobrze odczytane, to zastanowienia wymagają poszczególne sceny i na pewno nie wymagam tego, aby były one robione pod władzę bo dla nas władzą jest widownia. Dlatego chciałbym, ażeby zastanowię się nad tym, czy do końca powinien być ciągnięty ten komunikat, czy z tej pierwszej części, mocno zarysowanej czegoś nie dałoby się usunąć, bo pedał jest bardzo mocno naciśnięty i myśląc o tym komunikacie, przypominam słowa mówiące o Ministerstwie Obrony. Robi wrażenie, jakby planowo była założona inna sytuacja w filmie.

Antoni Krauze Antoni, Mieczysław Kobek (czwarty z prawej, w okularach, trochę zasłonięty), Prognoza pogody, Autor: Romuald Pieńkowski, Prawa: Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny

Reż. Krauze:

To jest sprawa, która była podnoszona przez dyr. Kuszewskiego z zapytaniem – czy taka rzecz jest możliwa? Chciałem powiedzieć, że opowiadanie Marka Nowakowskiego jest oparte na autentycznym fakcie, który miał miejsce na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, kiedy z domu starców uciekła cała grupa pensjonariuszy. Nie wydaje mi się, aby czas, kiedy miało miejsce to wydarzenie, był tak bardzo ważny. Natomiast chcę powiedzieć, że czas, kiedy był robiony ten film był na pewno ogromnie trudny. Chciałem w jakiejś mierze usprawiedliwić czyn tych ludzi, ale zarazem chciałem go uwiarygodnić. Jedna rzecz jest w tej historii niewątpliwa, że mamy tutaj do czynienia z ludźmi, którzy przeżyli dwie wojny, którzy widzieli wiele zła i nie można się dziwić, że są podejrzliwi.

Film był robiony w momencie bardzo specyficznym, ale Panowie atakują coś, co w tym filmie przemawia na jego korzyść, bo nie możemy spokojnie patrzeć na życzenia daleko idących skrótów. Tekst tego opowiadania jest związany z momentem historycznym, jakim była jesień 1981 roku i o tym świadczy ten komunikat. Jeżeli Państwo tak samo oceniacie te sceny, to chciałbym jednak powiedzieć, że był to okres bardzo skomplikowany i trudny, a przede wszystkim trudny dla starych ludzi. Nie wydaje mi się, aby to była rzecz obciążająca ten film, bo chciałem już od początku wprowadzić widzów w klimat tych wydarzeń i powiedzieć im, co czują bohaterowie filmu.

Przewodniczący: Jeżeli starym ludziom w tym okresie było bardzo ciężko, to nie można za to obwiniać państwa.

Reż. Krauze:

Państwo nie jest winne, ale chodzi mi o wątpliwości dyr. Kuszewskiego, który zastanawiał się, czy taka sytuacja w ogóle była możliwa. Mam tutaj usprawiedliwienie, bo ci ludzie byli unurzani w rzeczywistości. Mówię to po to, ażeby usprawiedliwić ich zachowanie.

Przewodniczący:

Doskonale to rozumiemy, bo te sytuacje mówią nam więcej, niż sam film. Pewne rzeczy z tego czasu nawet bezwiednie mogły być przez reżysera przeniesione, ale mnie chodzi o proporcje, mamy świadomość zarówno tekstu, jak i obrazów. Wiemy o tym, że każdy z tych bohaterów przeżywał okrutny okres, że prześladują ich koszmary senne, ale oni wracają do rzeczywistości. Jest tu poważna skala ciążenia różnych spraw i może niektóre sprawy potraktowane zostały zbyt dosłownie, bo inaczej byśmy je traktowali, gdyby były one pokazane, jako sen. Tymczasem wszystko w filmie dotyczy konkretnej rzeczywistości, jest pokazane w sposób uogólniający i mamy tam wypowiedzi potraktowane w sposób jednostronny, które nie stwarzają możliwości odpowiedzi.

Nie chciałbym sobie ułatwiać sytuacji poprzez zadawanie pytań. Wolałbym nie robić problemów z takich rzeczy szczegółowych, które tylko pozornie nie mają większego znaczenia. Nie chcę wchodzić w ocenę filmu, bo zrobią to widzowie, ale widzę w  nim pozytywne elementy, całość traktuję jako dzieło sztuki, traktuję w kategoriach pozycji porównywalnej, jeżeli chodzi o podstawową wagę problemów, bo jeżeli ktoś powiedziałby, że Nowakowski, czy Pan zapożyczyliście fabułę z filmu Formana, to byłoby to bezzasadne. /Reż. Bosak: Film Formana traktuje o łamaniu ludzi/ Inny jest zakres metafory, aczkolwiek można ten film odczytać, jako metaforę, ale mnie idzie o to, ażeby pewne rzeczy nie były nadmiernie akcentowane po to, ażeby konstruować na planie prawdę zbyt daleko idącą, ażeby film nie był traktowany, jako „Palec boży”, czy w tym wypadku jako „palec czasu”. Jeżeli tamten film pana Krauzego był bardzo interesujący, to ten jest również interesujący, ale nie stawiałbym między nimi znaku równości, bo wydaje mi się, że każdy zawiera specyficzną zawartość.

Proponowałbym, aby zastanowić się nad tym miejscem, o jakim wspomniał tutaj pan Kawalerowicz, ale chodziłoby o to, aby te działania odbywały się bez szkody dla filmu.

Na pewno film jest smutny, ale ten pościg ze strony milicji może jest nazbyt realistyczny. Byłoby rzeczą pożądaną, ażeby nad tym elementem materiału filmowego zastanowić się.

Do pozytywnych stron tego filmu zaliczyłbym jego posłanie, jego główną ideę i mam tutaj na myśli reakcję człowieka w sytuacji zagrożenia, mam tutaj na myśli te reakcje psychiczne, ale poza tym stwierdzam, że film jest naładowany elementami rzeczywistości i dlatego zawiera on ocenę tej rzeczywistości i to w niektórych momentach daleko idącą.

Dotyczy to dwóch-trzech miejsc. Przede wszystkim chodzi mi o scenę w gabinecie sekretarza komitetu partyjnego, ale w filmie zawarte są elementy dotyczące również sytuacji ekonomicznej. Jeżeli chodzi o poglądy ideologiczne, to nie chciałbym, aby robić z nich groteskę, bo to jest jakimś ułatwieniem, natomiast chodziłoby mi o ukształtowanie mądre sytuacji, ale to jest obowiązujące w filmie politycznym, natomiast my nie mamy do czynienia z filmem politycznym, a z filmem psychologicznym, głęboko humanistycznym i dlatego nie jestem pewien, czy są tutaj potrzebne sceny zupełnie innej konwencji, a mianowicie sceny par excellence polityczne. Są takie partie filmu, kiedy on takimi aluzjami politycznymi jest naładowany.

Oceniając ten film, jesteśmy świadomi okresu, w jakim on powstał, ale naszym obowiązkiem jest zastanowienie się nad filmem pod kątem widzenia jego odbioru. Przypomniało mi się powiedzenie reżysera Hoffmana, który twierdził, że są filmy, które wzbudzają nienawiść. Nie chcielibyśmy, aby nasze filmy wywoływały takie głosy. Naturalnie nie mam zamiaru namawiać do realizacji filmów agitujących, natomiast potrzebne nam są filmy atrakcyjne, ale ta atrakcja wynika z zaprezentowanego problemu i dlatego w danym wypadku niektóre problemy wymagają zastanowienia i rozważenia.

Przyjmując ten film proponuję, abyśmy się spotkali z reżyserem i przedstawicielami Zespołu dla omówienia działań praktycznych, bo na pewno nie chodzi o dokonywanie cenzorskich, mechanicznych skrótów, a chodzi o zmiany drobne.

Jeżeli chodzi o następne posiedzenie, to poproszę

dyr. Kuszewskiego o jego poprowadzenie, bo jeszcze się nie zameldowałem u Ministra.

  1. Stenogram Kolaudacji filmu „Prognoza pogody” ze zbiorów FINA. A-344 poz.303.

  2. Przygotował do publikacji Adam Wyżyński. W przedstawionym tekście wprowadzono jedynie niewielkie zmiany interpunkcyjne i ortograficzne. Nie ingerowano w tkankę składniową, fleksyjną i językową, zawierającą potknięcia i błędy charakterystyczne dla ustnych wypowiedzi „na gorąco”.

  3. Stanisław Stefański – podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Sztuki w okresie od IX 1981 do V 1983.

  4. Stanisław Kuszewski (1929–2009) – dziennikarz, redaktor telewizyjny, pracownik naukowy Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy Komitecie Centralnym PZPR.

  5. Jan Baszkiewicz (1930- 2011) – profesor zwyczajny, historyk.

  6. Lesław Bajer (1934–1991) – dziennikarz, krytyk filmowy, nauczyciel akademicki.

  7. Ernest Bryll (ur. 1935) – poeta, pisarz, autor tekstów piosenek.

  8. Jerzy Bossak (1910 -1989), reżyser filmów dokumentalnych, profesor PWST w Łodzi.

  9. Jerzy Jesionowski (1919–1992) – prozaik, autor sztuk scenicznych.

  10. Marian Jurek (zm. 1987) – oficer Głównego Zarządu Politycznego WP.

  11. Zbigniew Klaczyński – krytyk filmowy związany z czasopismami „Film” i „Kino”.

  12. Kazimierz Koźniewski (1919-2005) – historyk prozaik, publicysta.

  13. Krzysztof Kieślowski (1941-1996) – scenarzysta i reżyser filmowy, z-ca kierownika artystycznego Zespołu Filmowego „Tor”.

  14. Jerzy Kawalerowicz (1922-2007) – scenarzysta i reżyser filmowy. Kierownik artystyczny Zespołu Filmowego „”Kadr” (1955-1968) i (1972-2007).

  15. Antoni Krauze (1940-2018) – scenarzysta i reżyser filmów fabularnych i dokumentalnych.

  16. Grzegorz Królikiewicz (1939-2017) – scenarzysta , reżyser filmowy i teatralny. Kierownik artystyczny Zespołu Filmowego „Aneks” (1981-1983).

  17. Płk Wacław Lang – przedstawiciel MON przy Naczelnym Zarządzie Kinematografii.

  18. Zygmunt Kniaziołucki (1922 – 2010) – kierownik produkcji, w latach 1979-1984 szef produkcji Zespołu Filmowego „Tor”.

  19. Janusz Morgenstern (1922-2011) – reżyser, scenarzysta i producent filmowy.

  20. Czesław Petelski (1922 -1996) – scenarzysta i reżyser, kierownik artystyczny Zespołu Filmowego „Iluzjon” w latach 1963 – 1980 oraz 1982-1987.

  21. Stanisław Trepczyński (1924 – 2002) – polityk, dyplomata.

  22. Krzysztof Teodor Toeplitz (1933-2010) – dziennikarz, krytyk filmowy, publicysta, autor scenariuszy filmowych.

  23. Mieczysław Waśkowski (1929-2001) – scenarzysta i reżyser filmowy, aktor.

  24. Witold Zalewski (1921 -2009) – pisarz, publicysta, scenarzysta. Kierownik literacki Zespołu Filmowego „Tor” (1967-1989)

  25. Janusz Zaorski –(ur. 1947) – scenarzysta i reżyser. Kierownik artystyczny Zespołu (Studia) Filmowego „Dom” w latach 1988-1991.

  26. Krzysztof Zanussi – (ur. 1939) – reżyser, producent, scenarzysta. Kierownik artystyczny Zespołu (Studia) Filmowego „Tor” w latach 1980-2019.

  27. Jan Rybkowski (1912–1987) – reżyser i scenarzysta filmów fabularnych.

  28. Pierwowzorem literackim filmu było opowiadanie „Zdarzenie w miasteczku” wydane w zbiorze opowiadań „Układ zamknięty. Opowiadania”, Warszawa 1972.

  29. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Karlowych Warach

  30. Chodzi o film „Noc poślubna w biały dzień” w reż. Jerzego Gruzy, który nie został dopuszczony do rozpowszechniania

  31. Stroszek, reż. Werner Herzog, prod. RFN 1977.

  32. Lot nad kukułczym gniazdem, reż. Miloš Forman, prod. USA 1975.

  33. Palec Boży, reż. Antoni Krauze, prod. Polska 1972.

  34. Andrzej Werblan (ur.1924) – polityk, historyk, działacz komunistyczny.

  35. Antoni Kępiński (1918-1972) – psychiatra, naukowiec, humanista.

  36. Krzysztof Kąkolewski (1930-2015) – pisarz, reportażysta, dziennikarz, scenarzysta.

Print Friendly, PDF & Email

6 września 2022