"Pleograf" nr 2-3/2024

Nie tylko PKF



KSIĄŻKA

Recenzja książki Marka Cieślińskiego Poruszyć miliony. Kino Jerzego Bossaka

DOI: https:/doi.org/10.56351/PLEOGRAF.2024.2.10

Streszczenie

Monografia Marka Cieślińskiego „Poruszyć miliony” jest nie tylko przykładem solidnej biografistyki, ale także próbą dotarcia do esencji peerelowskiej kultury filmowej. Autor wnikliwie zbadał dorobek zawodowy Jerzego Bossaka, skupiając się na jego filmach, działalności publicystycznej i organizacyjnej. Książka łączy opowieść o człowieku z charakterystyką epoki, w której działał, ukazując wpływ kontekstów społeczno-politycznych na artystyczne projekty. Mimo drobnych niedociągnięć, takich jak brak badań w archiwach regionalnych czy miejscami zbyt gęsta narracja, publikacja stanowi cenne źródło wiedzy o historii polskiego kina i jego instytucjonalnym charakterze.

Słowa kluczowe

Jerzy Bossak, Polska Kronika Filmowa, film dokumentalny, polska
kinematografia powojenna

Historia polskiej kinematografii nie musi kryć w sobie żadnych tajemnic, ażeby stać się naturalnym wyzwaniem dla badaczy, którzy z roku na rok (a właściwie z doktoratu na doktorat lub z habilitacji na habilitację) powiększają grono reprezentantów rodzimego filmoznawstwa akademickiego. A jednak lista zaniechań ciągnie się w nieskończoność. Jednym z dotkliwie odczuwanych upustów jest brak naukowych biografii wpisanych w systemowe narracje, czyli po prostu prób odpowiedzi na pytanie, jak epoka oddziaływała na twórców i jak twórcy starali się tę epokę modelować, poddawać się jej, negocjować z jej wilczymi uwarunkowaniami – jednym słowem być uczestnikami czasów, w jakich przyszło im żyć. Luki tej nie wypełni sentymentalna literatura faktu, najczęściej oparta na zapisach długich rozmów, plotkarskich eksploracjach życiorysów skoncentrowanych na sensacyjnych epizodach czy autobiograficzne wyznania będące wyrafinowaną formą publicznej spowiedzi. Ideologiczna i polityczna perspektywa, w której mieszczą się sympatie i antypatie piszącego, ogólne przekonanie o małej atrakcyjności projektowanego badania jeszcze bardziej wzmacniają takie przekonanie. Prezentowanie sylwetek twórczych miało ciekawą tradycję w okresie PRL w postaci serii „X Muza”, ale w ostatnich dziesięcioleciach do udanych przedsięwzięć tego typu należy zaliczyć jedynie poświęconą Eugeniuszowi Cękalskiemu monografię Jolanty Lemann (wydaną w ostatniej dekadzie XX wieku)[1] i nieco przemilczaną przez środowisko badaczy polskiego kina biografię Leonarda Borkowicza[2] napisaną przez szczecińską historyczkę Katarzynę Rembacką. To są wystarczające okoliczności, by jeszcze przed podjęciem recenzenckiego trudu na rozprawę Marka Cieślińskiego Poruszyć miliony. Kino Jerzego Bossaka oczekiwać z zainteresowaniem, a przede wszystkim z nadzieją na jej użytkowe efekty. Przed przystąpieniem do oceny całego tekstu zmierzę się z tym drugim aspektem, na dodatek związanym z moimi osobistymi planami i badawczymi projektami. Jeden z rozdziałów będącej obecnie w przygotowaniu redakcyjnym monografii mojego autorstwa Bydgoszcz jest filmowa poświęcony został produkcjom dokumentalnym – lokalnym i realizowanym z centralnej perspektywy obrazom o tematyce bydgoskiej. Ważne miejsce w powojennej kulturze miasta zajmuje dokument nakręcony przez Jerzego Bossaka na 600-lecie lokowania Bydgoszczy, powstały wiosną 1946 roku. Film ten, z rzadka pokazywany w całości, stał się (co było praktyką powszechną zresztą szczegółowo opisaną przez Marka Cieślińskiego w recenzowanej pracy) repozytorium ujęć i sekwencji dla innych bydgoskich przedsięwzięć filmowych[3]. Autor książki o kinie Jerzego Bossaka nie poświęca mu zbyt wiele miejsca, kwituje jego obecność w portfolio bohatera rozprawy jednym zdaniem[4], podkreśla typowość i zleceniowy charakter, a… jednak jest to konstatacja niezwykle przydatna dla mnie jako filmowego regionalisty (bydgostianisty). Dlaczego? Bo jest nie tylko świadectwem naszego paktu semiotycznego (zarówno Cieśliński, jak i ja musieliśmy ten kilkunastominutowy dokument obejrzeć), ale co ważniejsze, pozwala odnieść się do poszczególnych Bossakowych (nawet tak pretekstowo potraktowanych) przedsięwzięć w bardzo szerokim zakresie, które tworzą: negocjacje środowiskowe, preferencje osobiste, polecenia służbowe i wiele innych zmiennych, które można uwzględnić, dysponując dopiero tak panoramiczną wiedzą. Jednym słowem ten niewielki fragment pozwala zrozumieć, po co taki film jak 600-lecie Bydgoszczy powstał. I to wcale nie jest taki bagatelny walor książki.

Marek Cieśliński jest konsekwentny. Do tej pory znaliśmy go jako autora monografii i artykułów tyczących dziejów Polskiej Kroniki Filmowej. Czynił to zarówno w postaci pełnokrwistych rozpraw z pełnym aparatem naukowym[5], jak i niemal albumowych opracowań popularnych, z własnym autorskim zestawem fotogramów[6]. Konsekwentnie zatem, poprzez wybór takiego bohatera jak Jerzy Bossak, który jest uznawany za twórcę kroniki, rozszerza wyznaczone wcześniej granice tematyczne, eksploruje te depozyty źródłowe, do których nie miał dostępu, i powołuje się na źródła wywołane, którymi są przeprowadzone rozmowy – relacje (nie używa modnego określenia „wywiady badawcze”). Polska Kronika Filmowa jest w tych rozważaniach podstawowym lub jednym z głównych punktów odniesienia. Jej historia stanowi budulec opowieści biograficznej. Ale jest to szczególny rodzaj biografistyki.

Książka Marka Cieślińskiego ma bardzo adekwatny do treści tytuł. Nie jest to bowiem typowa biografia tego niepospolitego lidera rodzimej kinematografii. Jego życie rodzinne, towarzyskie, edukacja, socjalizacja są potraktowane raczej zdawkowo. Przedmiotem zainteresowania autora monografii jest, tak jak sugeruje tytuł, „kino” niegdysiejszego dyrektora PKF, ale pojmowane bardzo rozlegle. W równym stopniu jak filmy, które wyszły spod ręki Bossaka, zajmują autora książki, także poglądy, jego aktywność publicystyczna (i szerzej publikacyjna) oraz organizacyjna, a w jej ramach zajmowane stanowiska, sprawowane funkcje czy akademicki status. Jaki zatem czytelnik otrzymał obraz człowieka i epoki? Bez wątpienia wyprofilowany. Historia powojenna polskiego filmu rekonstruowana jest jak podróż po ścieżce wyznaczonej instytucjonalnym charakterem zjawiska. Razem z poszczególnymi etapami obecności branżowej Bossaka śledzimy rozwój agend filmowego życia, z którymi był związany. Taka perspektywa wyznaczona została przez charakter źródeł, po które sięgnął Cieśliński.

Prasę filmową i zgromadzoną w FINA dokumentację prasową na razie chciałbym pominąć. Archiwa publiczne reprezentują wyselekcjonowane teczki wyekscerpowane z zespołów zdeponowanych w Archiwum Akt Nowych. Brak kwerend w archiwach regionalnych (nie ma żadnej metodologicznej uwagi tyczącej tych zasobów) odbieram jako mankament, tym bardziej, że sporo dokumentalnych tematów realizowanych było przez Bossaka we współpracy z podmiotami pozastołecznymi, terenowymi. Z osobistego doświadczenia, choćby z eksploracji bydgoskiego Archiwum Państwowego, wiem, że takie zespoły jak wydziały prezydialne urzędów wojewódzkich, akta miejskie czy dokumenty złożone w inwentarzach organizacji społeczno-politycznych mogą się okazać prawdziwą skarbnicą informacji. Tradycyjne negocjowanie znaczeń, czyli napięcie pomiędzy zapisami scenariuszowymi, eksplikacjami realizacyjnymi czy stenogramami posiedzeń komisji oceny scenariuszy lub kolaudacyjnych, można odczytać z dokumentów przechowywanych w Archiwum FINA i tak się też stało, o czym świadczą zarówno przypisy źródłowe, jak i odpowiednie pozycje w zestawieniu bibliograficznym. Marek Cieśliński dał też świadectwo swoich archiwistycznych kompetencji, sięgając do depozytów Instytutu Pamięci Narodowej i instytucji branżowych, takich jak Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Teatralna i Telewizyjna w Łodzi. Nie wiem, czy nie zasadne byłoby też sięgnięcie do katalogu Zespołów Filmowych znajdującego się w Archiwum Dokumentacji Płacowej i Osobowej w Milanówku. Przejrzenie teczek dotyczących fil-mów zrealizowanych w zespole „Kamera” (a są tam kilkudziesięciokartowe zszywki z dossier Matury (reż. Tadeusz Konwicki, 1965), Jak być kochaną (reż. Wojciech Jerzy Has, 1962) czy Czarnych skrzydeł (reż. Ewa Petelska, Czesław Petelski, 1962), którym w książce poświęcono sporo miejsca) mogłoby uzupełnić wykorzystany materiał, a nawet skierować uwagę autora na nieobecne konteksty. Podstawowym jednak repozytorium źródłowym była prasa – przede wszystkim ta z epoki, głównie filmowa, ale w odpowiednich miejscach można znaleźć też odwołanie do publikacji zaskakujących swą nietypowością, jak to się stało w przypadku artykułu Moniki Siemion Lublin – częścią mojego życiorysu pochodzącego z jednego z wydań dziennika (ukazywał się trzy razy w tygodniu) „Gromada Rolnik Polski” z 1984 roku. Marek Cieśliński nie tylko dotarł do tekstów, których wcześniej nie wykorzystywano w nadmiarze, ale sięgnął także po wywiady, eseje, publicystykę wielokrotnie już eksploatowane przez poprzedników przy innych projektach badawczych. To dość istotna konstatacja, wykraczająca poza recenzencką pochwałę. Można ją potraktować jako dyspozycję źródłoznawczą. W każdym świadectwie tkwi potencjał istotny dla rozmaitego typu badaczy. Przykładem tego mogą być publikacje z „Gazety Filmowej” i „Biuletynu Informacyjnego Przedsiębiorstwa Państwowego »Film Polski«” wcześniej przekartkowane na wszystkie sposoby przez Jolantę Lemann, Alinę Madej czy Ewę Gębicką.

Dysponując takimi materiałami, Cieśliński mógł postawić kilka istotnych pytań, choć nie zawsze uczynił to wprost, jako wypełnienie powinności monografisty. Bez wątpienia udało mu się zinwentaryzować spuściznę Jerzego Bossaka i to nie tylko w postaci enumeratywnego wykazu tytułów (przyznam, że w tym przypadku krokiem do przodu byłoby skonstruowanie katalogu złożonego ze skróconych metryczek poszczególnych produkcji). Większość przywołanych obrazów została omówiona i scharakteryzowana kontekstualnie, tzn. autor dokładnie przywołał poszczególne sekwencje, częściowo osadzając je w znanych z klasycznych paradygmatów praktykach dokumentalistycznych i czasami dodając kontekst niediegetyczny. Jednak czytając, szczególnie zebraną w rozdziale „Filmy”, opowieść o twórczości Bossaka, odczuwałem niedosyt ujęcia analitycznego. Może to tylko recenzenckie utyskiwanie, ale wydaje mi się, że równie ważny jak chronologiczny byłby porządek tematyczny – ukazanie strumienia pewnych przedsięwzięć mocniej powiązanych z rzeczywistością społeczną, polityczną czy obyczajową.

Co poza tym stanowi o wartości książki? Moim zdaniem, ukazanie niejednoznaczności bohatera, a przez to zmierzenie się z jego legendą. W ten sposób Marek Cieśliński zrekonstruował karierę nietypową, oryginalną, a nawet spełnioną (w końcu przedwojenne marzenie o filmie uczyniło Jerzego Bossaka jednym z liderów polskiej kinematografii), a z drugiej strony taką, która mogła stać się udziałem każdego lewicującego inteligenta. Czy można to nazwać odbrązowieniem, odarciem ze sztucznie przyklejonej patyny, dekonstrukcją mitu? Chyba nie o to chodziło autorowi. Tym bardziej, że na poszczególnych kartach można wyczuć sympatię, jaką autor darzy protagonistę swej opowieści.

Ciekawe też mogłoby być (jeżeli to możliwe) ukazanie Bossaka w okowach kultury popularnej. To tylko wtrącenie nienasyconego recenzenta, ale przypominam sobie jeden z odcinków serialu Osiecka (reż. Robert Gliński, Michał Rosa, 2020), kiedy to tytułowa bohaterka zmaga się z realizacją etiudy absolutoryjnej STS 58 (1959), a głównym powodem jej frustracji są dyspozycje opiekuna artystycznego, czyli właśnie Jerzego Bossaka (grał go Sławomir Holland). Czy jest więcej tego typu przykładów, może w literaturze, może w komiksie, może ukrytych pod płaszczem jakichś tekstualnych aluzji, dwuznaczników, podtekstów w branżowych anegdotach? Przetworzenie sylwetki przez popkulturową teksturę byłoby nie tylko rozwinięciem opinii współpracowników, podwładnych, politycznych komentatorów, których Cieśliński nie żałuje nam w niemal wszystkich rozdziałach swojej monografii, ale także pokazaniem innego sposobu eksploatacji jego „legendy”. Uważam, że opracowanie tego tematu znakomicie zamknęłoby całość wywodu jako ostatnie akapity rozdziału „Ślady”.

Twórczość Jerzego Bossaka, a więc osnowę swojej pracy Cieśliński nie bał się potraktować bardzo szeroko, jednocześnie weryfikując, bądź poddając w wątpliwość zapisy oznaczeniowe. Bossak podpisywał się pod wieloma realizacjami, w licznie udzielanych wywiadach podkreślał swój formacyjny wkład w istnienie wielu instytucji, przypisywał sobie sprawczą rolę przy podejmowaniu wielu decyzji współautorskich lub kolaudacyjnych. Procedura sprawdzenia „jak było naprawdę”, wymagała nie tylko krytyki źródeł (niektóre nie istnieją lub pamięć spowodowała zagęszczenia barw przywoływanych relacji), ale także odwagi w stawianiu kontrowersyjnych tez, tworzenia opartych na przypuszczeniach konkluzji lub dyskretnego wyjścia poza bezpieczny znak zapytania. Bardzo dobrym pomysłem było wprowadzenie dygresji w postaci przypomnienia charakteru tych dzieł (dokumentalnych i fabularnych), które wyszły spod ręki reżyserów i scenarzystów działających w „otoczeniu Bossaka”, nawet jeśli ślady jego udziału były zaledwie sugerowane lub intuicyjnie przypisywane. W ten sposób uzupełnione zostały biografie m.in. Wojciecha Jerzego Hasa, Krzysztofa Zanussiego czy Janusza Majewskiego.

Musi pojawić się też pytanie, jak w optyce Marka Cieślińskiego wytrzymał próbę monograficznego osądu bohater rozprawy. Moim zdaniem, zaskakująco dobrze. Bez gloryfikacji, podkreślania wyjątkowości, z indeksem mankamentów osobistych (czasami też warsztatowych) dostaliśmy portret człowieka osadzonego w pułapkach, jakie XX wiek zastawiał na twórczych intelektualistów. Bossak ulegał politycznym dyspozycjom, ideologicznym nakazom, w gęsto cytowanych wypowiedziach, tekstach publicystycznych, programowych elaboratach szedł na kompromisy z okrutnym państwowo-partyjnym nadzorcą, a jednocześnie zostawiał dla siebie nieco przestrzeni na pozostanie człowiekiem przyzwoitym, choć nie musiał płacić za to takiej ceny jak niektórzy jego filmowi przyjaciele i wrogowie (choćby Kurt Weber i Aleksander Ford). Charakterystyczne dla takiej postawy są fragmenty monografii poświęcone rokowi 1968 – kiedy to podjęta przez Bossaka gra okazała się skutecznym manewrem, którym zagrał na nosie wielkiej historii. Wieloznaczność opisywanej postaci (to truizm, ale muszę go użyć) jest jednocześnie wieloznacznością obecności w PRL-owskiej kulturze (i nie tylko kulturze) kilku pokoleń i to udało się Cieślińskiemu opisać bez wielkiego zadęcia. Udowodnił on, że można bohaterowi rekonstruowanej opowieści wierzyć i go doceniać, ale też rozumieć, dlaczego nie jest jedynie mitem i legendą. Dlatego takie książki jak Poruszyć miliony… są nie tylko kolejnymi pozycjami bibliograficznego zasobu dotyczącego historii narodowej kinematografii, ale też diagnozami dotyczącymi naszej tożsamości. Gdyby zechciały ją przeczytać pokolenia wychowane w warunkach posttransformacyjnych może nie tylko zrozumiałyby, dlaczego tak chętnie sześćdziesięciolatek (taki jak piszący tę recenzję) ogląda dokumenty i fabuły powstałe w PRL, ale też jak kino tamtych lat (współtworzone przecież przez Bossaka) wpływało na świadomość, nastroje i dokonywane wybory.

Oceniając strukturę pracy, można by zasugerować pewne uproszczenia konstrukcyjne. Niektóre rozdziały są tak gęste od podawanych informacji, że wymagają niezwykłej dyscypliny czytającego, dlatego całość aż prosi się by, przy zachowaniu zasadniczego podziału, zastosować także układ podrozdziałów wewnętrznych. Dotyczy to przede wszystkim części zatytułowanych „Redaktor-kronikarz” i „Filmy”, gdzie narracja układa się według łatwych do wyodrębnienia porządków.

Rozprawa, jak wynika ze stopki redakcyjnej, przeszła proces wnikliwej wewnętrznej oceny recenzyjnej, więc nie zauważyłem błędów czy niedopuszczalnych uproszczeń merytorycznych. Z niektórymi ustaleniami, przywołaniami ilustrującymi wywód, czy ocenami tyczącymi bardzo szeroko pojmowanych zjawisk z dziejów polskiej kultury można się nie zgadzać, ale tworzą one tylko przestrzeń do ewentualnych batalii polemicznych. Zdarzają się natomiast pewne drobiazgi charakterystyczne dla „idiostylu” Cieślińskiego. Moim zdaniem, nadużywa on sformułowania odsyłającego do dalszych partii tekstu (najczęściej w postaci wtrącenia „o czym dalej”). To niepotrzebne usprawiedliwienie przed czytelnikiem, że nie pominęło się niczego ważnego, że historia powojennego kina polskiego wymaga odwoływania się do kontekstów, które mogą pojawić się w różnych miejscach i w rozmaitych proporcjach.

Po przeczytaniu książki Poruszyć miliony. Kino Jerzego Bossaka postanowiłem umieścić ją na półce mojej podręcznej biblioteczki filmoznawczej.

Not only PKF. A review of Marek Cieśliński’s book on Jerzy Bossak

Abstract

Marek Cieśliński’s monograph Poruszyć miliony (To Move Millions) is not only an example of solid biographical work but also an attempt to reach the essence of film culture in the Polish People’s Republic. The author meticulously examined Jerzy Bossak’s professional achievements, focusing on his films, journalistic activities, and organizational efforts. The book combines a narrative about the man with a characterization of the era in which he operated, highlighting the impact of socio-political contexts on artistic projects. Despite minor shortcomings, such as the lack of research in regional archives or the occasionally dense narrative, the publication is a valuable source of knowledge about the history of Polish cinema and its institutional character.

Keywords

Jerzy Bossak, Polish Film Chronicle, documentary film, Polish post-war cinematography

Biogram

Mariusz Guzek – dr hab., profesor w Instytucie Nauk o Kulturze Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Zajmuje się studiami regionalnymi (koncentrując się na kulturze filmowej Bydgoszczy), historią kinematografii polskiej w okresie I wojny światowej i w latach po odzyskaniu przez Polskę suwerenności oraz kinem Czechosłowacji i Czech. Obecnie pracuje nad monografią dotyczącą historii filmowej Bydgoszczy w pierwszych latach powojennych.

 

[1]
Joanna Lemann, Eugeniusz Cękalski, Muzeum Kinematografii, Łódź 1996,

 

[2]
Katarzyna Rembacka, Komunista na peryferiach władzy. Historia Leonarda Borkowicza (1912-1989), Instytut Pamięci Narodowej, Szczecin–Warszawa 2020. Polityczna działalność Borkowicza sięgająca lat przedwojennych jest niezwykle wieloaspektowa. Dr Rembacka jego pracy na stanowisku szefa Centralnego Urzędu Kinematografii poświęciła podrozdział: Udzielny pan na włościach Cen-tralnego Urzędu Kinematografii, czerwony burżuj i magnat, tamże, s. 401-410.

 

[3]
Film ten znajduje się w archiwum oddziału bydgoskiego TVP, więc dziennikarze lokalnego ośrodka mają pod ręką gotowy materiał ilustracyjny. Osobiście, jeszcze jako autor audycji historycznych realizowanych dla TVP Bydgoszcz, ilustrowałem felietony omawiające dzieje powojennego miasta kadrami z dokumentu Bossaka.

 

[4]
Marek Cieśliński, Poruszyć miliony. Kino Jerzego Bossaka, Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. Leona Schillera w Łodzi, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2023, s. 166.

 

[5]
Marek Cieśliński, Piękniej niż w życiu: Polska Kronika Filmowa 1944-1994, Wydawnictwo Trio, Warszawa 2006.

 

[6]
Marek Kosma Cieśliński, Polska Kronika Filmowa. Podglądanie PRL-u, Wydawnictwo Bosz, Filmoteka Narodowa, Olszanica 2016.

 

28 lipca 2025